Psychologia · 8 min czytania
TO
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
TO
Nie wiem, czy to była nasza wspólna decyzja. Może tylko ja, chciałem tego podświadomie... Pragnąłem się całkowicie uwolnić. Spalić wszystkie mosty.
Oboje zauważyliśmy to, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Małe kryzysiki, padając na tak podatny grunt zamieniały się w wojny! Ciche dni przeobrażały się w milczące tygodnie. Aż w końcu stało się. Koniec. Płacz na niby i posmak wolności we wdychanym powietrzu. Tak. Żadnych tłumaczeń, tylko niczym nieskrępowana i nieodpowiedzialna radość z życia!
Jeszcze tego samego dnia wybrałem się na spacer do lasu. Sam. Jak to pięknie brzmi. Było już dość późno i w lesie panowała raczej ta druga połowa półmroku. Szedłem po ściółce pomiędzy drzewami. Patyczki wydawały z siebie przyjemny trzask, gdy na nich stawałem. Krzaki, liście na drzewach, wszystko boło nieostre i ciemno zielone. Ale czułem się wspaniale! Zatrzymywałem się co jakiś czas i wsłuchiwałem się w tą niesamowitą ciszę. Żadnego wiatru, tylko ja i ta cisza. Wszystko było takie fascynujące, każdy listek, każdy robaczek był wyjątkowy. Tak jakbym podziwiał to jakimiś nowymi, nie używanymi dotąd zmysłami. Przechadzałem się po tym lesie jak Adam po raju... Nagle coś wyrwało mnie z tego transu...
Usłyszałem jakiś hałas w krzakach dzikiej róży. Pąki były pozamykane, krzaki wysokie na półtora metra. Gdy odwróciłem się w kierunku, z którego dochodził dźwięk, natychmiast zapanowała cisza. Odgłos, jakby jakieś zwierzę grzebało w ziemi, urwał się nagle. Myślałem o tym, że to musiało być coś dużego.
Ten dźwięk. Tak krótki, a mówił tak wiele. Wiem jedno, przeraził mnie wtedy tak bardzo, że ciekawość przegrała ze strachem bez walki. Uciekłem co sił w nogach.
Strach, lęk, przerażenie. To pierwsze imiona tego potwora. Wiedziałem, że takie coś istnieje. Zawsze bałem się, że któregoś dnia będę gdzieś całkiem sam i spotkam to zwierzę. Emocje wywołane tym niesamowitym spotkaniem były tak silne i tak prawdziwe, że aż ciężko uwierzyć, że to było tylko jakieś grube, nieparzystokopytne stworzenie.
Część 22 / 2
Z ledwością usnąłem, podekscytowany czekałem aż poziom adrenaliny wróci do normy by móc spokojnie zamknąć oczy. Nawet raz nie pomyślałem tego dnia o mojej "eks". Będę musiał przyzwyczaić się do tego słowa... "eks".
- Muszę go jeszcze raz zobaczyć. - Co mówisz? - Robert wyrwał mnie z zamyślenia. - Nie, nic... Po prostu głośno myślę. Ostatnio zdarzało mi się być roztargnionym, ale odlecieć do tego stopnia, żeby gadać głośno to co się myśli...
W każdym razie w pracy nie mogłem się skupić. A wszystko przez to, że w głowie ciągle kołotała mi jedna myśl. Powracała do mnie lotem kołowym i czekała na dobry moment, aby wylądować. "Zobaczyć jeszcze raz to zwierzę. Wybrać się jeszcze raz do lasu". To nie dawało mi spokoju. Zastanawiałem się co mnie do tego tak przyciągało. Ciekawość? A może strach, który chciałem przezwyciężyć. Tak, to mi imponowało, wygrać z lękiem przed bestią. Chciałem to poczuć, być blisko tego i nie bać się.
Wyszedłem z banku, pożegnałem się z "kolegami z pracy", z którymi nigdy nic specjalnego mnie nie łączyło. Nastrój panujący w tej instytucji nigdy nie sprzyjał zawieraniu przyjaźni, ani nawet nawiązywaniu znajomości. Zresztą jako "wybitny" specjalista w dziedzinie zabezpieczeń tele-informatycznych otrzymałem "gębę" samotnika.
Udałem się prosto do domu, powstrzymałem się przed zadzwonieniem do mojej "eks", jak zwykłem to robić codziennie po powrocie przez rok i trzy miesiące... Pomyślałem, że chyba jednak odrobinkę będzie mi tego brakować. Szybko przezwyciężyłem tą ciężką chwilę myślami o tym czymś. Pełen nowej energii ubrałem się ciepło i poszedłem do lasu.
Niebo przybrało pomarańczowy odcień. Słońce zachodziło całkowicie zasłonięte chmurami. Szybko wkroczyłem między drzewa. Wiedziałem, że gdybym poczekał, aż się zrobi się ciemniej, nie miałbym tyle odwagi. Oczywiście las był pusty, ani żywej duszy. Działo…