Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 6 min czytania

To co.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To, co. To naprawdę nic. Nic nie szkodzi. - Nic nie szkodzi!- ryknęła piękna młoda kobieta w kawiarni. Jej czerwona sukienka wyglądała krwawo poplamiona winem. To wino, ściekało między palcami bohatera zdarzenia. Siedział, ukrywając się niemal pod spódnicą. Zlizywał potajemnie słodki napój z opuszek, kosteczek i paznokci. Potem osunął się pod stół. I tak został do końca. - Ale naprawdę, nic nie szkodzi!!- mówiła ona dalej. Patrzyła się na tego, który nic nie zrobił i siedział upijając się capuccino, słodkawym smakiem bitej śmietany. Czuł, że cukier z kawy, wchodzi mu między jedynkę a dwójkę gdzie znajdowała się niebezpieczna dziura. Zaraz zaboli. Facet był dentystą. - Pan mi będzie to prał!- zrobiła małą, sztuczną aferę, bo tak nakazywało, jak myślał. Myślał: poczekam do końca, potem powiem, że to nie ja. Ale czy koniec miał nastąpić kiedykolwiek?

Uśmiechnęła się rozkosznie jasno i pomyślał, że ma bardzo ładne zęby. Może jednak konkurencja jest lepsza? Przecież jest młody, mógłby nawet pić to wino, jak gość spod stołu. Dziwne. Nie spotkał się z czymś takim. Kontem oka zobaczył kelnerkę stojącą na głowie. I pomyślał: aha. Więc to normalne. Kelnerka była przecież jego dziewczyną, lubił z nią gadać. Czasem marzył, jak miło będzie utrzymywać tą biedną, bezbronną istotkę, która jest w ciąży i sam nie wie czy z nim. Ale chyba tak. Przecież tak. Co on myśli. Na pewno tak. Odwrócił się, mrugnął, ona zrozumiała i przyniosła mu dokładkę capuccino. Potem udając, że coś szepcze, ugryzła go w ucho. Zaśmiał się, tylko się zaśmiał. Zakręciła się z tacką dookoła własnej osi.

Ale koniec, nie miał nastąpić nigdy. - Przepraszam, czy pan mnie w ogóle słucha?! Moja Sukienka. Jest czerwona. - Wiemy to wszyscy- odezwał się gość spod stołu. Zlizał już wino, robiło mu się nudno. Ponieważ został trącony w ramię, zamilkł i przytulił się do jedynej, srebrzystej samotnej i jakże smutnej nogi okrągłego stolika. Dentysta nigdy nie może przypomnieć sobie, kto go w końcu walnął, bo może, gdyby zaczął mówić dalej, wszystko byłoby, jak zechciał. I on i jegomość pod stolikiem. Natarczywy uśmiech pięknych zębów pani, zmusił go do poproszenia Kolombiny o ściereczkę i troszeczkę wody. Spytała rozkojarzona, czy polał się capuccino. - To się ciężko spiera, mamy tylko Jelpa w domu- powiedziała patrząc za okno. - Nie. Ta pani natarczywie wymaga ode mnie uwagi- wskazał na Czerwoną, która siedziała lekko przy stole. Kolombina zaśmiała się mimochodem, przelotnie spoglądając w ciemne oczy Pani. Potem uśmiechnęła się do niego i podała ściereczkę. - Ja też…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
To co. — czytnik · opowiadania