Dla dzieci · 13 min czytania
To dla was.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było sobie dwóch chłopaczków: Andrzejek i Adaś. Mieszkali w jednym domu. I to wcale nie za górami, tylko bardzo blisko, w tym małym miasteczku, które znajduje się na zachód od twojego domu. Na śniadanie jedli czekoladowe kuleczki z tej samej torby, no i mieli wspólną mamę i wspólnego tatę. Andrzej miał dziewięć lat a Adaś tylko pięć. A właściwie aż pięć, bo przecież rok temu miał tylko cztery, a wtedy nie chodził nawet do przedszkola. Obydwaj mieli imiona na A, bo ich mama, Agnieszka, mówiła, że specjalnie zamawia takich chłopców u św. Józefa, bo bardzo jej się podobają takie chłopaki. Andrzej zastanawiał się, dlaczego u św. Józefa. Wiedział, że ten święty to ziemski tata Pana Jezusa, ale co z tego? Mama tłumaczyła, że św. Józef kocha wszystkie dzieci i świetnie zna się na wychowaniu synów, więc w sprawie chłopców najlepiej zwracać się do niego. Chłopcy bardzo się lubili. A jest takie powiedzonko, że kto się lubi, ten się czubi. To nie znaczy, że wyrastały im jakieś dziwne albo kolorowe czuby. Po prostu chłopcy często przypominali sobie nagle o tej samej zabawce i obydwaj chcieli się nią bawić. Adaś krzyczał wtedy: -Mama! Andrzej mi zabiera, a to moje! Mama! Jędruś krzyczał jeszcze głośniej. -Mam dość tego Adasia! Chciałbym, żeby go nie było. Mama się wtedy bardzo denerwowała. Mówiła, że jedno głupie życzenie na sto wypowiedzianych zawsze się spełnia. A człowiek nigdy nie wie, kiedy będzie to setne. Potem chłopcy się uspokajali. Adaś przynosił cukierka dla Andrzejka, a Andrzej czytał Adasiowi bajkę i wracał spokój… aż do następnego razu. W poniedziałek rano mama przygotowywała śniadanie, a chłopcy w łazience myli zęby. -Oddaj moją szczotkę. -To moja! Ja miałem różową. -Nie, ja miałem różową! -Tak, ty?! Ty nawet nie wiesz, jaki kolor jest różowy. Mama! -Mamusiu!! Andrzej chce mi urwać głowę! - Chciałbym, żebyś zniknął! Nareszcie miałbym spokój! Nagle zapadła cisza. Mama aż przestała smarować chleb masłem. Dopóki chłopcy pokrzykiwali uśmiechała się, ale taka cisza to było coś dziwnego. -Mamo, mamo! Chodź tutaj!- to Andrzej krzyczał, jakby stało się coś naprawdę strasznego. Kiedy mama dobiegła do łazienki, okazało się, że Andrzej był tam zupełnie sam. -No, i stało się! Mówiłam, że jedno głupie życzenie na sto się spełnia! -Mama, ale ja nie chciałem…To teraz poproszę, żeby się pojawił. Adasiu, chcę, żebyś się znalazł! Nic się jednak nie zmieniło. -To nie takie proste synku. Z dobrymi prośbami jest trudniej…Spełnia się tylko jedna na tysiąc. -To ja będę sobie powtarzał to życzenie ciągle i ciągle, to może Adaś wróci.-Andrzej miał zapłakane oczy, więc mama już nawet nie krzyczała na niego. -Poczekaj Jędrusiu. Zadzwonimy do taty, może on coś nam poradzi. Ale tata był właśnie na bardzo ważnym spotkaniu i nikt nie chciał go poprosić do telefonu. -I co teraz?- mama usiadła smutna przy stole i widać było, że nie bardzo wie, co robić dalej. -Może pójdziemy do babci? Ona na pewno będzie wiedziała, jak sprowadzić Adasia z powrotem. Mama pomyślała, że rozmowa z babcią nie powinna w żadnym razie zaszkodzić, zgodziła się więc na propozycję Andrzejka. Jędrek był pewien, że wpadł na dobry pomysł. Przecież obaj z Adasiem wiedzieli, że ich babcia jest wróżką. Kiedy przychodzili do niej do domu, zawsze mówiła coś do garnków, w których gotowała obiad albo do kwiatów. I te kwiaty rosły bardzo, bardzo… a obiady były pyszne, zwłaszcza pomidorowa z kluskami. Zresztą dziadek też tak myślał a przecież on babcię znał najlepiej. Kiedyś chłopcy zapytali go, jak to jest z babcią, czy jest, czy nie jest wróżką. Dziadek się roześmiał i powiedział, że czasami potrafi być prawdziwą czarownicą. A więc babcia zna się na czarach i na pewno coś poradzi. Jednak okazało się, ze nawet dla niej to ciężkie zadanie. Chodziła dookoła stołu milcząc i rozmyślając. Chodziła bardzo długo. Andrzej bał się, że zakręci jej się w głowie od tego wszystkiego, ale w końcu babcia się zatrzymała. -Jesteś gotowy zrobić wszystko, żeby Adaś wrócił? -Tak, jestem gotowy!-powiedział Jędrek szybko i głośno- I nigdy więcej nie będę mówił takich głupot.-to dodał już ciszej. -A więc, słuchaj. Musisz spełnić dziesięć dobrych uczynków. Sądzę, że to powinno pomóc. -Tylko tyle? To proste!- ucieszył się chłopiec. -Zobaczymy, zobaczymy… Ale Andrzej już nie słuchał babci -Mamusiu, czy mogę coś zrobić dla ciebie? -No cóż…Mógłbyś pójść do sklepu po chleb i masło, bo właśnie się skończyło. Nie minęło pół godziny, a Andrzej już był z powrotem. Oddał zakupy i resztę mamie, bo tym razem nie kupił dla siebie nawet lizaka. Był bardzo zadowolony, tym bardziej, że miał już pomysł na drugi dobry uczynek. Po chwili mama z babcią zobaczyły przez okno, jak raźno wywija miotłą i zamiata babcine podwórko. Kiedy wrócił, był umorusany, ale uśmiechnięty. -Babciu, czy to było coś dobrego? -Tak, w stu procentach! -To dwa zadania mam już wykonane. Andrzejek pomyślał, że to trochę jak przechodzenie na kolejny poziom w grach komputerowych. Cieszył się, że tak łatwo udało się mu zaliczyć drugi. -Zapytam dziadka, może on ma dla mnie jakieś zadanie. Dziadek właśnie naprawiał dach na altance. Bardzo się ucieszył, że wnuczek chce mu pomóc. Ciągle musiał schodzić z drabiny i wchodzić na nią z powrotem. Nogi już go porządnie bolały. Naprawianie trwało dosyć długo i chłopiec też się trochę zmęczył, bo trzeba było przynosić deski, podawać gwoździe, biec po młotek… i tak ciągle i jeszcze. Po dwóch godzinach wszystko było gotowe. Andrzej pomyślał, że teraz nie musi nawet pytać czy to był dobry uczynek. Wtedy okazało się, że już jest pora obiadu. Trzy uczynki zajęły mu tyle czasu. Kiedy jadł swoje ulubione ogórki ze śmietaną, postanowił, że dzisiaj posprząta za mamę. Mama się ucieszyła, bo Andrzejek po raz pierwszy wpadł na taki pomysł. Chciała mu nawet pomóc, ale powiedział, że wszystko zrobi sam. Bardzo się starał, żeby niczego nie potłuc i… prawie się udało. Już prawie kończył kąpiel brudnych naczyń, gdy jedna niegrzeczna szklanka, która chciała najwidoczniej zostać brudna, uciekła mu z rąk. Oczywiście rozbiła się na tysiąc i jeden kawałków. Jędrek się zmartwił, że nie udał mu się dobry uczynek, ale mama powiedziała, że takie wypadki się zdarzają i ten uczynek na pewno można zaliczyć. A więc cztery uczynki są. Co dalej?... Chłopiec pomyślał o swoim pokoju. Tyle razy mama przypominała o tym, żeby poukładać zabawki i książki na półkach. Tak, to dobry pomysł. Zastanawiał się czy nie odpocząć chwilkę, bo prawdę mówiąc, był już zmęczony, ale…