Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

To nie był zwykły człowiek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Najpierw słowem wstępu chciałbym zaznaczyć, że nie umiem pisać ; ). To jest zadanie do szkoły, więc chcąc nie chcąc, musiałem potorturować trochę ten tekst i nie wiem, czy nadaje się on do czegokolwiek. Generalnie poleceniem było napisanie kilku pierwszych stron (3-5) powieści. Nawet nie pierwszego rozdziału, miał być to taki fragment, który nie wiele mówił o treści powieści, ale miał stanowić jakiś zaczątek akcji. Ponadto miał być w narracji pierwszoosobowej i miał, jak to nam zostało powiedziane "nieudolnie nawiązywać do poszukiwań straconego czasu" ; ). Generalnie nie potrzebuje komentarzy "słabe", albo "mogło być lepiej", bo to sam wiem. Zamieszczam moją pokrakę tu, bo nie mam żadnego znajomego, który mógłby mi pomóc z tym chorym zadaniem. A i jedno - w tekście występuje jeden wulgaryzm, ale to nic, dostaliśmy pozwolenie ; ).

-------------------------------------------------------------------- To nie był zwykły człowiek. Rozpoznałem to w chwili, gdy przekroczył próg. Nie był to zwykły krok, krok przeciętnego mężczyzny. Ten wyróżniał się swoistym spokojem, opanowaniem, celowością i zdecydowaniem. Po latach obserwacji, po sposobie chodzenia, mówienia, czy wykonywania najprostszych czynności nauczyłem się rozpoznawać, lub choć określać w pewnym przybliżeniu myśli innych. Tym razem było inaczej. Tym razem nie miałem pojęcia, co chodzi mu po głowie. Czułem się nawet, jakby to on odsłonił zawartość mojego umysłu, zamiast odwrotnie. Postronnemu obserwatorowi nie wydałby się osobą wyróżniającą się z tłumu – ot, szczupły facet koło czterdziestki, ogolony, z krótko przyciętymi czarnymi włosami, z postępującą łysiną na czubku głowy, ubrany jak typowy biznesmen w klasyczny garnitur, białą, idealnie wyprasowaną koszulę i jasnofioletowy krawat w ukośnie paski. To nie jego wygląd mnie zaintrygował, albo przynajmniej nie te jego cechy, które można łatwo zauważyć. Uwagę przykuwał jego przenikliwy wzrok, wobec którego czułem się nieswojo. Ja! Ja czułem się nieswojo przed jego obliczem, czułem jego krytyczne spojrzenie. Gdzież podziała się moja pewność, moja pycha, moja rozwaga, moje zdecydowanie? Co on z nimi zrobił? Nie byłem w stanie pojąć wpływu tego człowieka na osoby postronne. Pomimo, że widziałem rzeczy, o których wolę nawet nie pisać, ta chwila, ten moment w którym Carter przeszedł przez próg zdawał się przeciągać w nieskończoność i w tej jednej sekundzie zdawało by się, że nie jestem w zwykłym biurze z szeregiem książek na półkach i bałaganem na biurku zawierającym długopisy, dokumenty, spinacze, teczki, telefony, czy kartki, których „nie można wyrzucić, bo się przydzadzą”, a po dwóch dniach lądujących masowo w koszu. Formalnie był moim „gościem”, to ja grałem rolę potencjalnie największego klienta jego firmy, to w gabinecie, który przedstawiałem jako swój go przyjmowałem. Jednak to on szybko przejął inicjatywę. Energicznie wyciągnął przed siebie rękę, co spotkało się z moim zawahaniem i powolnym ruchem dłoni, wyrwał mnie jednak z zamysłu i przybliżył się, co poniektórym mogłoby się wydać nachalne i chamskie, mnie jednak zdumiało. Po przywitaniu się wskazałem fotel i usiadłem. - Jak Pan dobrze wie, jestem ogromnie zainteresowany w tym co pańska firma oferuje... – zacząłem przedstawiać swoje stanowisko, co zupełnie nie spotkało się z zainteresowaniem rozmówcy, który co raz spoglądał a to na wyposażenie biura, a to na widok za oknem. Gdy przeszedłem do konkretów, zaczął się bawić długopisem obracając go w dłoni, pstrykając co jakiś czas i przerzucając go z dłoni do dłoni. Potem zaczął coś notować, lecz gdy nachyliłem się lekko nie ujrzałem żadnego pisma, lecz jego pokraczne rysunki. Nie zważałem jednak na to, nie z takimi trudnościami już się spotkałem w mojej pracy. Jednak w pewnym momencie jego cierpliwość jakby się skończyła, choć było to pozorne wrażenie, wtedy dotarło do mnie, że całe spotkanie było idealnie zaplanowane. Przerwał mi wtrącając się w pół słowa: - Dobrze. Pan wie i ja wiem, że nie po to pan tu przyszedł. Zaniemówiłem. Przecież nie mógł wiedzieć, nie miał prawa wiedzieć: - Przepraszam, co ma pan na myśli? Odparłem starając się nie zdradzać skonfundowania. - Mam na myśli pana pracę. Wiem co pan chce osiągnąć – przerwał i oparłwszy się na stole strzelił palcami- wiem co Ty – zmienił ton wypowiedzi na ostrzejszy i stanowczy, ale wciąż spokojny – i tobie podobni robicie. Odsunąłem się nieznacznie od stołu. Niemożliwe. Nie, on nie może tego wiedzieć. - Wydajesz się być zaskoczony. Ile siedzisz w branży? –kontynuował niezrażony- Dekadę? Dwie? Czy może raczej pięć? On wiedział. Musiałem jakoś zareagować, musiałem coś zrobić, przerwać jego monolog i zacząć swoją robotę. Pochyliłem się nad stołem i zbierawszy myśli chciałem coś powiedzieć. Powiedzieć coś, co wytrąciłoby go z równowagi, z rytmu, tak jak on to zrobił ze mną. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy, a on nie przerywał: -Pominąłeś „gniew” przed akceptacją. – totalnie mnie rozszyfrował, czytał moje myśli jak książkę – Jak już sobie to wyjaśniliśmy, to powiedz mi, co ja tutaj robię? Tym razem dał mi czas do namysłu, wpatrując się we mnie pytająco z lekko uniesionymi brwami. Pomimo wiedzy nie obawiał się, nie był nawet zaniepokojony. Nie byłem w stanie odczytać ani jednej jego emocji. W końcu przerwałem dłuższą chwilę milczenia : - Skoro wiesz kim jestem, wiesz, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia w sprawie wyboru celu działania. -Kto cię nasłał? – nie wydawał się być zaskoczony Nie mogłem ryzykować nieporozumienia i odkrywać się doszczętnie, musiałem jakoś uciec od prostej odpowiedzi, jednocześnie będąc coraz bardziej zainteresowany rozmową, chciałem powiedzieć mu prawdę. Lub jej substytut: -Francuz – odpowiedziałem, ryzykując drążenie tego półstanu, w którym nie wiem, czy on wie, czy tylko gada bez sensu, jednak Carter szybko rozwiał moje wątpliwości gromkim śmiechem. - no nie, Peor? Powiedz mu, że nie tym razem- stało się jasne, jednocześnie niezwykle interesujące. Pierwszy raz spotkałem człowieka, który coś o mnie wiedział.- Chcę zawrzeć umowę.Wiem, że w tym siedzisz. – zaskoczył mnie doszczętnie. Umowę? Czy istnieje coś czego on nie wiedział? - Już się tym nie zajmuję – odparłem niepewnie, lecz stanowczo. Mój rozmówca roześmiał się gromko, oparłwszy się o oparcie krzesła po prostu oznajmił, pozbawiając mnie prawa głosu. -Nasza umowa obejmie twoje nadgodziny. – to nie miało sensu, jaką korzyść mógł on odnosić z mojej pracy? -Chcesz mojej pracy? Zdajesz sobie sprawę z tego, czego chcemy my? – jako, że zostałem postawiony pod ścianą nie pozostawało mi nic innego jak zapytać. - A jak sądzisz? – spytał i skierował na mnie swój wzrok zmuszając mnie do spojrzenia w kąt. – Konkretnie siedem nadgodzin. Siedem konkretnych osób. Tutaj – sięgnął do walizki i wyciągnął białą kopertę – masz dane pierwszego. Skontaktujemy się później. – i wyszedł. Nic więcej nie powiedział, w ogóle nic. Siedziałem chwilę w pokoju. On myśli, że kim on jest? Nie miałem jednak wyjścia – wiedział kim jestem, nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
To nie był zwykły człowiek — czytnik · opowiadania