Erotyka · 2 godz. 17 min czytania
TO ROZA TAK PACHNIE
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
R: I W jasnej, wielkiej sali magazynowej przerobionej umiejętnie na studio, wokół czterech kamer telewizyjnych kręciło się kilku mężczyzn, inni przeciągali pośpiesznie długie kable, a pozostała część regulowała oświetlenie. Na drzwiach wejściowych widniał ogromny napis: ?Casablanka?, a pod nim już mniejszymi literami: ?filmy pornograficzne, dyskoteka, nightclub? ... - Zaczynamy za dwadzieścia minut, dzisiejszy film musi wyjść o jedenastej!- krzyk-nął w stronę ekipy filmowej wysoki, postawny mężczyzna o piwnych oczach. - Rafał!- do mężczyzny podbiegła kobieta- Jacek dzwonił, że nie dojedzie. Trzeba będzie kogoś skołować... - Cholera!- przeklął trzydziestolatek- Miałem nadzieję, że dotrzyma słowa, ale takim ćpunom widocznie nie można ufać. - Może zadzwonić po Pawła? Ostatnio wspominał, że chętnie by znowu poszedł w eter. - Paweł?! Paweł nie, on zupełnie nie pasuje do tej sceny. - No to kombinuj sam- wzruszyła zrezygnowana ramionami kobieta- Ja nie mam już pomysłów. - A Sara nikogo nie zna?- spytał po chwili. - Sara? No wiesz, jak ta smarkula może kogokolwiek znać, skoro nigdy ją stąd nie wypuściłeś?! - A niby, co miałem z nią zrobić? Wpuścić taką porno-gwiazdę na ulicę, to Bóg wie, co się może stać. - Jasne od razu rzuci się na pierwszego lepszego i go zgwałci...- rzuciła ironicznie Aneta patrząc wyzywająco na Rafała. - Nie krytykuj mnie Aneto, bo w następnym odcinku będziesz grała główną rolę w gwałcie zbiorowym. - Och- podniosła obronnie dłonie ku górze- To daję już spokój, ale szkoda mi jej i doskonale o tym wiesz. - Jakoś nigdy żaden z kamerzystów nie narzekał- uśmiechnął się diabolicznie. - Czy ty serce sprzedałeś diabłu? - Za pieniądze jestem w stanie zrobić wszystko, nie znasz mnie na tyle, aby o tym wiedzieć? - Poznaję cię niestety coraz lepiej i w miarę upływu czasu coraz bardziej się ciebie boję. - Wiesz? To może być nawet podniecające! - Przestań- syknęła blada ze złości- Mam męża, a ty masz żonę. Rafał wzruszył demonstracyjnie ramionami dając jej do zrozumienia, że zupełnie go to nie obchodzi. - To jak to zrobimy? Mam dzwonić po Pawła? - Nie- Rafał spoważniał- Mam kolegę, on będzie doskonały. - W porządku. To problem z głowy. Aneta pewnym krokiem odeszła od mężczyzny i znikła za drzwiami, na których widniał napis Sekretariat. Rafał bez słowa zaczął iść długim i wąskim korytarzem, po krótkiej chwili natrafił na schody, po których zaczął powoli iść. Nie śpieszyło mu się. Znał ten budynek jak własną kieszeń i nie miał problemu z odnalezieniem się w nim. W swoim biurze zapalił papierosa siadając w wygodnym, głębokim fotelu. Potem wziął do ręki telefon. - Cześć Łukasz- odezwał się. - Rafał!? Jak tyś się dawno nie odzywał... spodziewam się zatem, że coś dla mnie masz. Rafał roześmiał się szczerze. - Zgadza się. Mógłbyś wpaść za godzinę? - Nie wiem czy dam radę, ale już wyjeżdżam. - Tylko nie utknij nigdzie, tak samo jak Jacek. - Jacek to ćpun, nie rozumiem jak możesz mu ufać. - Już więcej pracy u mnie nie dostanie, może być tego pewien- Rafał wypuścił z płuc kłęby dymu. - A co masz dla mnie? - Z pewnością ci się spodoba, ale nie będę wyprzedzał faktów...
Sara przeciągnęła się leniwie na swoim dwuosobowym łóżku. Jej pokój był niemalże pu-sty, poza kwadratową szafą pod oknem nic się w nim nie znajdowało. Na podłodze blisko kontaktu stał tam jeszcze czarno-biały telewizor. Przez zasłonięte czarnymi kotarami okno było widać jedynie drugą, betonową ścianę z naprzeciwka i niewielki skrawek ulicy. Za drzwiami obok miała jeszcze łazienkę, z której korzystała po każdym występie. W tej chwili ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach i niebieskich oczach usiadła na łóżku. Na sobie miała jedynie przykrótką bluzkę, która zasłania z led-wością jej pośladki. Bez pośpiechu podeszła do drzwi i otworzyła zamknięte na kilka zamków drzwi. Stał w nich Rafał. Uśmiechnęła się do niego i otworzyła szerzej, aby mógł wejść. - Saro, masz występ- odezwał się siadając na jej łóżku. - Fajnie. Nudziło mi się już tu samej... - Mogłaś powiedzieć przesłałabym ci kogoś. Ale pewnie nie pomyślałaś co?- rozczo-chrał jej włosy patrząc na jej duże piersi spozierające spod bluzki. - Zgadza się, ale pooglądałam kasety, które mi dałeś. - I co? Podobają ci się? - Nie próbowałam jeszcze czegoś takiego, ale wiesz? To mogłoby być bardzo cieka-we, dla mężczyzny- dodała. - To może pokażesz mi?- uśmiechnął się ponuro do dziewczyny. Sara chwyciła natychmiast za bluzkę chcąc ją unieść i ściągnąć z siebie, ale Rafał przy-trzymał jej dłonie. - Zostaw siłę na później. Mój kolega jest świetny, dobrze wam będzie dzisiaj. - Znam go?- spytała zaciekawiona, nie przejmując się jego odmową. - Nie, jeszcze nie dałem ci sypiać z czterdziestolatkami...- uśmiechnął się rozbawio-ny. - Czterdziestolatek?- jęknęła- Taki stary? - Może i stary, ale ma niezłego, mówię ci będziesz zadowolona. - Wiesz co robisz...- odezwała się cicho. - Sara przecież wiesz, że nigdy nie zrobię nic, co by ci mogło zaszkodzić. - Wiem, Rafał- przytaknęła- Czy Natalia mogłaby mi przynieść śniadanie? - Dopiero wstałaś?- spytał wstając z łóżka. - Roman był tutaj całą noc, nieźle mnie wymęczył. - Roman?!- krzyknął- A to skurwysyn, mówiłem mu, że dzisiaj w nocy ma ciebie zo-stawić w spokoju! - Rafał, nie mów mu nic. Inaczej jeszcze mi coś zrobi...- przestraszyła się. - Jeżeli odważy cię chociaż tknąć wyleci z pracy. Nie martw się, każę Lucjanowi aby się tobą zajął- zamknął za sobą drzwi. Dziewczyna została sama w swoim pustym pokoju. Usiadła na ziemi i zamknęła oczy, nie myślała o niczym. Od kiedy pamiętała była tutaj. Od kiedy pamiętała nie robiła nic innego poza zaspakajaniem mężczyzn. Znała wszystkich kamerzystów, monterów i facetów pra-cujących w ?Casablance? Poza nimi pracowały tu na stałe także trzy kobiety Aneta, w sekretariacie, Natalia w stołówce, Patrycja jako pokojówka. Było jeszcze tutaj pięć dziew-czyn pełniących funkcje podobne jak ona, Ola, Kinga, Paulina, Justyna i Lucyna. Dużo było takich osób, które były tutaj tylko jeden raz, potem odchodziły, zarabiało się oczywi-ście nieźle, ale Sarze nigdy nie pokazano jej pieniędzy wszystko dostawał Rafał, który albo przepijał pieniądze dziewczyny, albo wydawał jej na kolejne produkcje. W Internecie takie rzeczy cieszyły się ogromną popularnością, jeszcze dostatecznie rozreklamowane przynosiły ogromne dochody. Nie znała niczego poza murami ?Casablanki? mimo swoich siedemnastu lat nigdy nie widziała światła słonecznego, nieba ani gwiazd. Nie wiedziała, co to drzewa i zwierzęta. Nawet telewizor miała tak nastawiony, że mogła oglądać jedy-nie programy pornograficzne, albo kasety, które od czasu do czasu podrzucał jej Rafał. Nic z tych rzeczy nie było jej obce, uważała to za swoje życie, nie znała przecież nic inne-go. Tak już musiało być...
- Sara!- wrzasnęła z dołu Patrycja- Pośpiesz się, dziewczyno! Sara popatrzyła na zegarek, faktycznie, o mały włos by zaspała! Zbiegła na dół dziękując Patrycji i wpadła do sali. - Cześć Dorian!- uśmiechnęła się do kamerzysty- Jak tam? - W porządku, jakoś się żyje. Dziewczyna uśmiechnęła się i wskoczyła na duże łóżko, na którym leżało mnóstwo podu-szek i czerwona, aksamitna pościel. - Możesz się już rozbierać!- krzyknął w jej kierunku Darek, który był pomocniczym reżyserem. Sara bez wstydu ściągnęła z siebie bluzkę i odrzuciła ją daleko od siebie. A potem ułożyła się rozkosznie w poduszkach i przymknęła oczy przed ostrym światłem reflektorów. Wtedy usłyszała rozmowy. Jakiś miły i nieznany jej głos rozległ się przy wejściu, a potem ucichł. Po kilku chwilach znów go usłyszała, otworzyła więc oczy i popatrzyła zaciekawio-na na mężczyznę, który stanął nad nią zupełnie nagi. Dla niej, na oko, miał czterdzieści siedem lat, miał ciemne, błyszczące oczy i posrebrzane po bokach włosy obcięte krótko na jeża. Ciało miał opalone i wysportowane. Wzrok dziewczyny prześlizgnął się niżej i wtedy dostrzegła jego męskość była naprawdę imponująca! W całej swojej karierze jesz-cze czegoś tak dużego nie widziała. Łukasz patrzył na nią chwilę z wahaniem, a potem usiadł koło niej. - Łukasz!- uśmiechnął się podając jej rękę. - Sara...- odparła zaskoczona dziewczyna- Pan rozmawia?... ze mną? - A niby dlaczego by nie?- spytał, próbując nie dać po sobie poznać jakie wrażenie zrobiło na nim jej niby banalne pytanie. Widocznie musiała być przyzwyczajona do tego, że faceci do niej przychodzili, brali to co chcieli, a potem zostawiali ją samą. Zrobiło mu się jej żal. - Postaramy się to jakoś przeprowadzić, dobrze? - Dam sobie radę, czy pan już też kiedyś próbował? - Tak ? przytaknął i wtedy poczuł się strasznie podle. Dziewczyna kiwnęła niemo głową. - To w porządku. Wiem na czym stoję...- a potem krzyknęła w stronę Rafała, który rozmawiał z przedstawicielem firmy puszczającej filmy w Internecie- Możemy za-czynać! W odpowiedzi mężczyzna pokiwał jej dłonią i w sali rozległ się metaliczny dźwięk naka-zujący ciszę. Jednocześnie dziewczyna ułożyła się na w pościeli rozciągając swoje powabne ciało na jedwabie i unosząc dłonie wysoko ponad głowę. Łukasz poczuł skurcz w gardle, ale nie dając nic po sobie poznać, położył się na niej i zaczął ją całować. Najpierw całował za-chłannie jej usta, potem przygryzał delikatnie jej uszy, następnie zsunął się ustami na szyję, dekolt i piersi. Dziewczyna jęknęła rozkosznie, kiedy włożył palec w jej najczulsze miejsce... Pojękiwania i to, co potem robili było tak niesamowite, że Dorianowi wypadła komórka z dłoni... Rafał także nie wrócił tym razem do swojego biura, jak to miał w zwyczaju robić. Patrzył jakoś dziwnie na nich oparłszy plecy o ścianę.
Po półtorej godzinie nakazano przerwę. Łukasz opadł koło niej na poduszki, zmęczony i zdyszany, ale także dziewczyna przez dłuższą chwilę nie umiała złapać tchu. Mężczyzna pochylił się nad nią przytulił ją do piersi. - Co pan robi?!- jęknęła- Jeszcze jest przerwa. - Chciałem cię tylko przytulić, mała. - Przytulić?- powtórzyła cicho- Po co? Całe szczęście w tej chwili podeszła do nich Natalia podając im napoje, Łukasz zatem nie musiał jej jak na razie odpowiadać. - Dzięki- uśmiechnęła się Sara- Wiesz może ile jeszcze będziemy kręcić? - Rafał mówił, że jeszcze pół godziny i na dzisiaj koniec, potem ma wpaść jeszcze Lucyna- odparła Natalia i poszła z powrotem do kuchni. Sara przeciągnęła się leniwie siedząc pomiędzy poduszkami. Kiedy zostali sami popa-trzyła na Łukasza i spytała go niepewnie, nieprzyzwyczajona do rozmów. - Podoba ci się tu? - Widziałem lepsze miejsca. Sara rozmarzyła się. - Ja też kiedyś chcę zobaczyć to wszystko, co jest poza moim oknem. Obiecałam to sobie... - To ty nigdy nie byłaś na zewnątrz? Poza ?Casablanką??!- jęknął zaskoczony. - Nie...- pokiwała przecząco głową- Rafał nie chciał mnie nigdy wypuścić... Boi się o mnie, wiesz? - Ha! Zgadza się, ma przecież tutaj żyłę złota...- mruknął do siebie. - Żyłę czego? - Ach, nie przejmuj się, głośno myślałem.
Po skończonym seansie, Łukasz i Sara zeszli zmęczeni z łóżka i w tym samym momencie światła pogasły. Oboje szli obok siebie, przy czym od razu dało się zauważyć, że Sara była od niego nieco tylko niższa. - świetna robota, Łukasz!- przyznał z uznaniem Rafał. - Miałem niezwykłą partnerkę- to chciał, aby usłyszała dziewczyna, ale jej już przy nich nie było, obejrzał się wkoło poszukując ją wzrokiem- Gdzie ona się podziała? - Kąpać się...- uśmiechnął się Rafał- Zawsze idzie pod prysznic. - Chciałem pogadać z tobą o zapłacie- mężczyzna ubrał na siebie spodnie. - To chodźmy do mojego gabinetu. Kiedy usiedli przy biurku, Łukasz milczał przez dłuższą chwilę. - Ile mi dajesz? - Słuchaj, byłeś rewelacyjny. Muszę ci tym razem dać więcej niż zawsze, naprawdę sobie zasłużyłeś... - Nie wyszłoby ci to taniej, gdybyś dał mi ją na dwa miesiące? Rafał zmrużył oczy, milcząc przez dłuższą chwilę. - Do czego ty właściwie zmierzasz? - Chcę ją wziąć do siebie na dwa miesiące. Byłoby jej dobrze u mnie, przecież wiesz. - A co ze mną? Przecież ona stanowi podstawę mojej firmy, gdyby nie ona... - Ja wiem, wiem...- machnął niedbale dłonią- Ale ona też chce żyć. Zamknąłeś ją w tej klatce i nie wypuszczasz jej nigdzie. Nie możesz jej tego dalej robić! - I ty to mi mówisz? Akurat temu, który ją znalazł jak była jeszcze dzieckiem i dał na wychowanie jednej z naszych byłych statystek? Nie spodziewałem się tego po tobie...- Rafał zgasił nerwowo papierosa w popielniczce. - Przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, że ona nie zna niczego poza tymi murami, nie wie co to niebo, ani co to za uczucie stać w deszczu. Pozbawiłeś ją niemalże wszystkiego, daj jej szansę przeżyć trochę radości. - Kiedy zobaczy to wszystko, co jest poza ?Casablanką? nie wróci tutaj już więcej. Wiem o tym... - Nie zatrzymasz jej siłą. Przecież prędzej czy później sama spróbowałaby uciec, tak może będzie Sarze łatwiej i wróci. Jeżeli sama zdecyduje się na ucieczkę, na pew-no już więcej się nie pokaże. - Pozwólmy jej samej zadecydować.
Następnego dnia Łukasz przyszedł do pokoju Sary, którą zastał przy telewizorze, w któ-rym oglądała bardzo ostre sceny pornograficzne. Jej twarz nie wyrażała nic, była spokojna, a w jej oczach czaiła się dziwna melancholia, która go bardzo pociągała. Kiedy go zobaczyła, wyłączyła telewizor i popatrzyła na niego wyczekująco. - Mam dla ciebie propozycję, Saro. Chciałbym wiedzieć czy chcesz wyjść z ?Casa-blanki? i zobaczyć wszystko to, co jest poza nią? - Wyjść z ?Casablanki??- szepnęła opadając na łóżko- Wyjść? Zobaczyć świat? - Tak... Jeżeli chcesz mogę cię stąd zabrać. Na długo... Poznasz mojego syna. Mam duży dom... Będzie ci dobrze... - Ale ja nie rozumiem, po co pan to robi? - Dla ciebie, mała. Nie powinnaś stale tutaj być, Rafał się zgodził, abyś wyjechała ze mną na wieś... Więc decyzja należy już tylko do ciebie... - Ja... ja nie wiem...- posmutniała- Nie znam tamtego świata, jest mi obcy. - Dlatego powinnaś go poznać. A ja będę z tobą, możesz mi zaufać, Wiktorio. - A Rafał? On przyjedzie? - Nie. Ma dużo pracy, chyba wiesz i nie będzie miał czasu. - A inni? Oni też nie przyjadą? Będę sama? - Nie będziesz sama, przecież ja będę z tobą...
Sara ze łzami w oczach żegnała się z Rafałem. Miał jakiś dziwny wyraz twarzy, jego ciało było napięte, a ruchy nerwowe. Głos miał wyjątkowo niski. - Trzymaj się, Sara. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy...- powiedział otwie-rając im drzwi wyjściowe. - Oczywiście. Na pewno jeszcze tu wrócę- odparła. - Chodź- Łukasz objął jej talię ramieniem i oboje wyszli na zewnątrz. Za nimi z cichym skrzypnięciem zamknęły się wielkie drzwi. Kiedy tylko dziewczyna wy-szła na zewnątrz w jej twarz dmuchnął ostry wiatr, który poszarpał jej włosy. Sara wy-szarpnęła się z jego ramion odbiegając na bok i pochylając się nisko nad ziemią zaczęła wymiotować. Łukasz patrzył na nią niepewnie, czekając aż jej minie. Potem, kiedy już obtarła usta i podeszła do niego powoli przepraszając go za to przed chwilą, przyciągnął ją do siebie, a Sara jęknęła cicho tuląc się do niego. Wokół niej wznosiły się ogromne budynki oświetlone kolorowymi, migającymi neonami. Przez dłuższą chwilę przyglądała im się w zdumieniu nie pojmując zupełnie co to ma oznaczać. Koło nich przeszło kilku mężczyzn, pijanych i śmierdzących, przyglądali im się spod mocno nasuniętych na oczy czapek, a potem poszli dalej, w swoją stronę. Już dawno minęła druga w nocy, ale tego nie mogła wiedzieć dziewczyna. W jej pokoju nie było zegarka, nie czytała też gazet. W ogóle nie wiedziała, że coś takiego istnieje... Teraz patrzyła z wysoko zadartą ku górze głową w niebo, na którym skrzyły się gwiazdy. - Jakie piękne...- jęknęła łapiąc z trudem powietrze w płuca- Jakie cudowne, Łu-kasz... jakie cudowne... Mężczyzna uśmiechnął się do niej. Dopiero teraz zobaczył jak bardzo jest blada i wychu-dzona. Dotychczas tego nie zauważał. Przełknął ślinę. - Aaaa!- pisnęła szybko kryjąc się za nim jak małe dziecko, kiedy przejechało koło nich auto z włączonymi światłami- Co to...? - Samochód. Pojazd, którym pojedziemy do mnie. - Ja mam do tego wsiąść?- popatrzyła na niego niepewnie, zaciskając dłonie na jego długim, czarnym prochowcu. - Oczywiście, mała. Nie ma się czego bać. Sara posłusznie weszła do luksusowego samochodu i usiadła na tylnim siedzeniu. Ze strachem patrzyła na nowe otoczenie, chociaż światła wielkiego miasta bardzo jej się po-dobały i nie umiała oderwać od nich oczu. - Będziemy jechali bardzo długo, jakieś trzy albo cztery godziny. Możesz spać, jeżeli chcesz- powiadomił ją Łukasz kiedy zapalał silnik. - Dobrze- kiwnęła głową i popatrzyła przez okno. Przez pierwsze dwie godziny wielkimi od strachu oczami patrzyła na to wszystko co mijali po drodze. Nie widziała przecież jeszcze nigdy ogromnych fabryk, bloków mieszkalnych, domków jednorodzinnych, marketów, a nawet zwykłych sklepów spożywczych. Potem była tak wymęczona tym wszystkim, że skuliwszy się na tylnim siedzeniu bardzo szybko zasnęła.
Część 22 / 4
R: II Zaczęło świtać, kiedy dojeżdżali polną drogą do wielkiej farmy pod Gdańskiem. Dziew-czynę obudził przyjemny szum drzew. Otworzyła oczy i przetarła je wierzchem dłoni. - O, obudziłaś się, mała. Jesteśmy prawie na miejscu- mężczyzna popatrzył w tylnie lusterko. - To tutaj? ?spytała cichym głosem. - Tak. Zarobiłem na to przez filmy pornograficzne po części, kiedy byłem młody, teraz mam inną pracę, ale to w końcu normalne. Mój syn pracuje w firmie i też nieźle zarabia. Porządny z niego chłopak, jeszcze się na nim nie zawiodłem...- mówił o nim z wielką dumą. - Co to?!- wykrzyknęła nagle dziewczyna- Co to za stworzenie? Łukasz popatrzył we wskazanym przez dziewczynę kierunku i zobaczył swojego syna ga-lopującego przez łąki na pięknym czarnym rumaku. - To mój syn, Kamil. - To on ma cztery nogi?! To straszne... - Nie- roześmiał się Łukasz- To koń, takie zwierzę, na którym się jeździ. - Naprawdę? A ono może zrobić krzywdę? - Raczej nie... Trzeba uważać. Samochód zajechał przed dwupiętrową willę i zatrzymał się w cieniu jabłoni. Właśnie do-chodziła siódma rano. Sara wysiadła z samochodu i stanęła na dziedzińcu. Pod jej butami zatrzeszczał żwir. Natychmiast uklękła, by go dotknąć, trzymała go chwilę w dłoni, potem przepuściła go pomiędzy palcami. - Co to? - Kamienie, takie małe skały- wytłumaczył jej Łukasz, ale dziewczyna natychmiast podbiegła to wielkiego klombu, na którym rosło mnóstwo kwiatów. Sara dotykała ich liści i pąków, chcąc przyjrzeć im się z bliska. Potem bawiła się ziemią, tak dłu-go, aż Łukasz nie zawołał jej do siebie. - Co to jest? Te ładne rośliny? - To kwiaty. Podobają ci się? - Są piękne, a jak ładnie pachną! Jeszcze nigdy nie czułam tak przyjemnego zapa-chu...- uśmiechnęła się uszczęśliwiona. - Teraz chodźmy do środka, nie wiem jak ty, ale ja konam z głodu. - Muszę przyznać, że ja też. Ale chciałabym to wszystko jeszcze zobaczyć. Nie znam tego...- powiedziała idąc za nim po schodach do domu. - Nie martw się, będziesz miała jeszcze mnóstwo czasu, aby poznać okolice mojego domu. Poza kwiatami mamy tu przecież jeszcze krowy, konie, owce... Myślę, że nie będziesz się nudziła. Oboje przeszli przez pięknie urządzony korytarz, na którego ścianach wisiały obrazy przedstawiające morze i krajobrazy górskie. Sara przypatrywała im się z nieukrywanym zachwytem. Przy każdym z nich przystawała i przez dłuższą chwilę przypatrywała mu się z uwagą. Potem weszli po schodach i znaleźli się w kuchni. Łukasz zajął się robieniem kanapek i kawy, kiedy Sara z ciekawością małego dziecka rozglądała się po najbliższym otoczeniu. Najwięcej czasu jednak spędziła przy wielkim kuchennym oknie, przez które było widać pastwisko na którym, pasły się ogromnym stadem, owce. Sara przyglądała im się z rozbawieniem. - Wyglądają bardzo śmiesznie!- śmiała się przyciskając nos do szyby- Jak duże ka-mienie w trawie... - To owce, dają wełnę na ubrania. - Naprawdę?!- wykrzyknęła zdumiona- A mogłabym potem je jeszcze zobaczyć? - Pewnie, pójdziesz może z Kamilem. - A ty?- popatrzyła na niego lękliwie. - Ja mam jeszcze ważne prace. Kamil się tobą zajmie, bo ma urlop. - A będziesz przyjeżdżał? - Jasne. Będę się bynajmniej starał- odwrócił się od szafki i położył na stole talerze z jedzeniem- Podano do stołu. Dziewczyna usiadła koło niego i oboje zaczęli jeść. Kiedy Łukasz włączył muzykę Sara aż podskoczyła na swoim stołku. - Nie bój się, to tylko muzyka. Posłuchaj, spodoba ci się. Aby lepiej słyszeć Sara przestała jeść i przez dłuższą chwilę milczała. - To naprawdę przyjemne- przyznała- Takie uspakajające... - Tak myślałem, że ci się spodoba. Mogę ci potem dać te kasety. - Naprawdę?- popatrzyła na niego uszczęśliwiona, a potem rzuciła mu się na szyję- Dziękuję, Łukasz! - Nie ma sprawy, mała...
Wieczorem Sara wiedziała już, gdzie ma swój pokój, gdzie jest łazienka, skąd może sobie brać jedzenie, o każdej porze dnia i nocy. Wiedziała też już nawet jak włączyć telewizję i zmieniać kanały, a potem jeszcze Łukasz nauczył ją włączać radio. Wszystkie te wiado-mości siedemnastoletnia Sara chłonęła jak sucha ziemia wodę. Była szczęśliwa, że może się uczyć i że Łukasz ją tutaj zabrał...
Kiedy w swoim pokoju została sama siedziała długo na balkonie na pierwszym piętrze, patrząc na pasące się w dole owce. Zagroda ta była ogromna i ciągnęła się wzdłuż lasu. Te widoki wywoływały w niej mieszane uczucia. Szczęście i smutek, strach i ciekawość... Na razie nie umiała tego wszystkiego określić, ale miała nadzieję, że po tym jak prześpi tę noc wszystko jakoś samo się ułoży. Zadrżała z zimna, kiedy zerwał się porywisty wiatr i wtedy w blasku zachodzącego Słońca dostrzegła to dziwne stworzenie, a raczej jeźdźca. Łukasz mówił jej, że to jego syn, Ka-mil. Bardzo była ciekawa jak on wygląda i jaki ma charakter...?! Kichnęła i wtedy poczuła na swojej szyi czyjś oddech. - Łukasz?- spytała cicho. - Chodź, mała...- wziął ją na ramiona. - Łukasz? Co to tak pachnie? Czujesz ten zapach? Wiesz co to jest? - Tak, Saro. To róża tak pachnie. Kwitnie tuż pod twoim balkonem. - To taki przyjemny zapach...- przyznała tuląc się do niego. Łukasz położył ją na łóżku. - Nie możesz wieczorami przesiadywać przy otwartym oknie, jeszcze się przezię-bisz... - Pocałuj mnie...- szepnęła mu do ucha, kiedy się nad nią pochylał. Nie musiała prosić dwa razy. Łukasz zamknął drzwi balkonowe, potem zaciągnął zasłony i rozebrał się przed nią. Sara poczuła gwałtowną falę podniecenia, może był i stary, ale miał naprawdę fantastyczne, opalone ciało... Kiedy położył się koło niej, poczuła dreszcze na plecach. Uśmiechnęła się do niego, a on złożył namiętny pocałunek na jej ustach. Dziewczyna oddała go bez wahania. Potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Kiedy wyczerpani opadli koło siebie na łóżko, słyszeli w oddali tylko cichy szum lasu. Sara leżała wtulona w jego ramiona, ale dalej miała bardzo dziwne uczucie, kiedy to robił. Tak po prostu przyciągał ją do siebie i mocno tulił do piersi, po co to jednak robił? Jeszcze nikt nigdy jej do siebie nie przytulał, nie wiedziała, że to może być przyjemne...
Następnego dnia obudziła się w swoim łóżku sama, Łukasza nie było przy niej. Zostawił tylko róże przed jej drzwiami z dołączoną do niej karteczką, w której dziękował jej za wspaniałą noc, spędzoną razem. Sara włożyła kwiaty do wazonu napełnionego wodą, a potem pochyliła się nad nimi i powąchała je. - Jaki cudowny zapach!... Tylko róża tak pachnie...- westchnęła zachwycona. Następnie ubrała się w swoje stare rzeczy z ?Casablanki?, gdyż nie miała żadnych innych ubrań, nikt się dotychczas o to nie troszczył. Wyglądały one już całkiem nieciekawie, ale Sara oczywiście tak nie myślała. Szybkimi i tanecznymi krokami zeszła do kuchni i natchnęła się w niej na chłopaka, syna Łukasza. Oboje stanęli przed sobą, patrząc na siebie niepewnie. Ona od razu zauważyła, że jest on wyjątkowo wysoki i potężny. Miał szerokie ramiona i ciemne, kruczoczarne włosy krótko ścięte i oczy ciemne jak sama noc. Patrzyły na nią z rezerwą i złowrogo, jakby w każdej chwili przygotowane do odparcia ciosu. Ciało miał wysportowane, a spod czarnych ubrań, było widać nerwową pracę mięśni. Sara musiała przyznać, że jeszcze nigdy nie widziała kogoś tak męskiego i pociągającego jak on! Kamil był po prostu ma-rzeniem każdej dziewczyny, a na pewno Sary! Jednak mimo tego zafascynowania jego zewnętrzną powłoką, Sara dostrzegała w jego oczach też coś takiego, co nie pozwalało jej się do niego zbliżyć, taka rezerwa i chłód wiały z jego oczu... - Cześć, mam na imię Kamil- odezwał się głębokim i melancholijnym głosem. - Sara, miło mi ciebie poznać- uśmiechnęła się niepewnie. - Ojciec mówił mi coś o tobie, że jeszcze nie byłaś na dworze i niczego nie znasz, prawda? - No właśnie, bo ja pracowałam w ?Casablance? i mi nie pozwalali wychodzić...- za-częła mu z entuzjazmem opowiadać o wszystkim- ... No i twój ojciec zapropono-wał, żebym wyjechała na kilka dni do niego... - W ?Casablance?? ?skrzywił się, odwracając od niej głowę, by nie widziała jego twarzy- Musisz coś sobie zapamiętać, jeżeli nie chcesz mieć problemów nie wspo-minaj o tym, że tam pracowałaś, dobrze? - Ale dlaczego? - Bo mogłoby się to źle skończyć. Tak zwani porządni ludzie nie lubię takich jak ty. Czują do nich odrazę... - Co..?- szepnęła łapiąc się stołu, by nie stracić równowagi- Ale... ale... - Ech, nawet jeżeli nie będziesz o tym wspominała, na pewno zobaczą po tych two-ich ubraniach...- myślał dalej na głos Kamil- Chodź, pojedziemy do miasta. - Ja nie potrzebuję żadnych ubrań, mi te tutaj wystarczą. - Nie możesz tak chodzić! Te ubrania ledwie co zakrywają, nie ma mowy.- jego ton głosu nie znosił sprzeciwu, dlatego zrezygnowała z kłóceniem się z nim w tej kwe-stii. Oboje wyszli na zewnątrz i wsiedli do czarnego samochodu Kamila. Miał on otwierane okno w dachu i Sara mimo sprzeciwu chłopaka musiała się przez niego wychylić. Jechała tak dość długo chichocząc i śmiejąc się, nie zważając na to, że mogłaby w kierowaniu przeszkadzać Kamilowi. Kiedy dojechali do miasta zatrzymali się przed jakimś wytwornym hipermaketem, w któ-rym sprzedawano ubrania. I tu Kamil nie miał łatwego zadania. Z anielską cierpliwością tłumaczył jej też, że ruchome schody nie zrobią jej krzywdy i że nie ma się ich bać. Po-tem cały czas musiał na nią uważać, bo Sara kilka razy zatrzymywała się przy różnych rzeczach i patrzyła na nie zwracając uwagi na to, że Kamil się oddala. W końcu jednak dotarli do miejsca, w którym sprzedawano ubrania dla dziewczyn i Kamil odetchnął z ulgą. Zawołał sprzedawczynię do siebie i wytłumaczył jej sprawę. - Jest nowa i zupełnie nie zna się na rzeczy, ja też nie mam gustu. Proszę jej wy-brać jakieś wygodne ubrania, cena nie gra roli, byle żeby wyglądała jak człowiek... - Ależ oczywiście- uśmiechnęła się sprzedawczyni- Zaraz się nią zajmę. Pan może tymczasem iść do kawiarni, przyprowadzę ją z powrotem.
Kamil siedział w kawiarni już od dwóch godzin, kiedy wreszcie zobaczył szeroko uśmiech-niętą Sarę idącą za sprzedawczynią, która w obu rękach trzymała wielkie torby z ubra-niami. Chłopak chwycił się za głowę, kiedy to zobaczył, nie mógł w to uwierzyć, bo skoro ona nigdy jeszcze nie wychodziła, to skąd miała ten popęd do robienia tak olbrzymich zakupów?! Westchnął ciężko, wstając od stolika. - Już?- spytał, kiedy stanęły przy nim. Sprzedawczyni wyglądała na umordowaną, ale Sara uśmiechała się szeroko i opowiadała o nieudanych próbach przymiarki. - To już wszystko- odezwała się sprzedawczyni- A to rachunek... Kamil odebrał go z jej rąk i mimo, że suma była niebotyczna nie przejął się tym za bar-dzo. Bez wahania podał podaną sumę, a potem jeszcze zostawił jej napiwek. - Chcesz może loda?- popatrzył na dziewczynę, która w obcisłych dżinsach i szero-kiej bluzie z wyszytym na niej koniem rozglądała się ciekawie po kawiarni. - Pewnie, czemu nie. A dobre to? - Jasne, a zresztą sama spróbuj. Kamil zamówił im lody i po chwili kelnerka podała im wielkie kielichy wypełnione bitą śmietaną, lodami i owocami. - Pyszne!- wykrzyknęła pokosztowawszy trochę- Nie jadłam jeszcze nigdy pyszniej-szych rzeczy! - Fajnie, że ci smakuje- odparł Kamil, jednak w jego głosie nie wyczuła zbytniego zaangażowania- Czas już na mnie, zostawiłem rancho bez opieki, a owce same nie wrócą na pastwiska. - Może ci pomóc?- spytała pomagając mu nieść ciężkie torby z ubraniami. - No coś ty! Przecież ty nie umiesz jeździć konno!- ostudził ponuro jej zapał. - A nikt ci w tym nie pomaga? - Czasami ojciec, ale najczęściej mój...- tu zawahał się z lekka- przyjaciel, Daniel. - Aha, to może mnie nauczysz jeździć na tym koniu, co? - Jeżeli chcesz się nauczyć, to czemu nie? Ale nie dzisiaj, dzisiaj nie mam czasu. - No dobrze...- odparła wsiadając do samochodu chłopaka i zapinając pasy- To ju-tro...
Kiedy wrócili na rancho, Kamil zostawił ją samą z siatkami w korytarzu, a sam pobiegł się przebrać w strój jeździecki. Sara słyszała odgłos końskich kopyt pod swoim oknem już niedługo po tym jak udało jej się wnieść wszystkie swoje ubrania do swojego pokoju. Potem natychmiast zaczęła je wrzucać do szafek. Po skończonym rozpakowywaniu, postanowiła coś przekąsić, ale w lodówce nie było nic, co można by zjeść. W środku leżało kilka jajek i przypraw, kiełbasa. - Hmmm... Nie ma zupełnie nic, ale...- w tej samej chwili dostrzegła na półce książ-kę kucharską. Z okrzykiem radości pochwyciła ją w obie dłonie i zaczęła przeglądać najróżniejsze po-trawy. Gdy wreszcie udało jej się coś znaleźć, tak aby wykorzystać to co miała aktualnie pod ręką, zabrała się z zapałem do pracy. Sztuka kulinarna była jednak o wiele trudniej-sza niż jej się to początkowo wydawało. Ale zapalczywość dziewczyny wreszcie doprowa-dziła do rezultatów. Po popołudniu do domu wrócił Łukasz. Był najwyraźniej zmęczony, kiedy rzucał torbę na sofie w korytarzu. Sara szybko wrzuciła na talerz parujące jeszcze danie, włączyła muzykę i nalała napoju do szklanki. A potem zabrała się za sterty naczyń, które pobrudziła gotując obiad. Sama nic się nie najadła, bo większość składników spaliła na patelni i dlatego jedzenia starczyło jedynie dla jednej osoby... Łukasz wszedł do kuchni i stanął w progu tak bardzo zaskoczony, że nawet nie potrafił ukryć swojego zdziwienia. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się nie-pewnie. - Zrobiłam coś do jedzenia, mam nadzieję, że będzie smakowało... - To ty ugotowałaś? Nie sądziłem, że potrafisz!- uśmiechnął się siadając przy stole. - Nie będę kryła, że robię to pierwszy raz, mam nadzieję, że będzie smakowało...- odwróciła się do zlewu i znów zaczęła myć naczynia, ale ze zdenerwowania nie potrafiła się skupić na tym co robi. Naczynia leciały jej z rąk. Była bardzo ciekawa co Łukasz powie na ten obiad, który ugotowała. Tymczasem Łukasz znalazł w swoim obiedzie kawałek łupki od jajka i niektóre rzeczy były zbyt mocno przypalone, ale tak ogólnie, na pierwszy raz to nieźle jej poszło. Był też zaskoczony, że Sara sama się za to zabrała. Kiedy skończył odchylił się w krześle i uśmiechnął się szeroko. - Obiad był pyszny, mam nadzieję, że częściej będziesz gotowała... Sara aż pokraśniała ze szczęścia, ale swoją radość próbowała nieco hamować. - Tak się cieszę, że ci smakowało!- usiadła mu na kolanach obejmując jego szyję ramionami- Ale dla Kamila i dla mnie nic już nie zostało... - Nie martw się o to, zaraz pojedziemy do miasta i zobaczysz, gdzie będziesz mogła robić zakupy. - To fajnie!- uśmiechnęła się, lecz w tym samym momencie poczuła jak dłonie Łu-kasza zsuwają się pomiędzy jej nogi. Sara poczuła wtedy jak bardzo za tym tęskniła. Rozchyliła nogi, by ułatwić mu dostęp i już po chwili nasunęła się na niego poruszając się rytmicznie. Tuż przy swoim uchu sły-szała jego zduszony jęk. Czuła jak jej ciało płonie pod wpływem jego dotyku. Gdy osią-gnęła szczyt nie umiała powstrzymać krzyku, który wydobył się z jej ust. - Dobrze ci?- spytał odgarniając jej włosy z twarzy. - Bardzo mi tu dobrze, Kamil też jest dla mnie miły... Chciałabym tu zostać na zaw-sze, mogę? Łukasz posmutniał, słysząc jej zaangażowanie w głosie. - To nie takie proste. Rafał mówił, że możesz jechać ze mną na dwa miesiące i że potem najlepiej by było gdybyś wróciła. Nie myśl, że nie chciałbym mieć ciebie tutaj, ale po prostu jak na razie nie będziesz mogła zostać na zawsze... - Jaka szkoda... - Ależ, ależ Saro! Jesteś tutaj dopiero półtorej dnia, przecież jeszcze sześćdziesiąt dni przed tobą, wszystko może się jeszcze zdarzyć.
Część 33 / 4
R: III Po tej rozmowie wsiedli do samochodu Łukasza i ruszyli w stronę miasta. Sara przyglą-dała się ogromnym budynkom z nieukrywanym zainteresowaniem i wprost zalewała biednego mężczyznę pytaniami dotyczącymi różnych rzeczy znajdujących się w mieście. Później zatrzymali się przed wielkim marketem i razem weszli do środka. Sara znów wy-dawała z siebie okrzyki radości, kiedy napotykała na swojej drodze coraz to nowe, nie-znane jej rzeczy. Łukasz cierpliwie zaś patrzył na to, jak dziewczyna coraz więcej rzeczy wrzuca do wózka, który wziął ze sobą. Odetchnął z ulgą dopiero wtedy, kiedy stanęli przy kasie i Sara nie mogła już nic wpakować do jego kosza. - To wszystko?- spytała ekspedientka. - Tak, dziękuję- odparł uśmiechając się w taki sposób jakby tak wielkie zakupy robił codziennie. Kiedy zapalił silnik w samochodzie, Sara przytuliła się do niego. - Dziękuję!- wyszeptała ze śmiechem- Teraz już będę mogła nauczyć się gotować. - Właśnie, mam nadzieję, że się szybko nie poddasz. - Oczywiście, że nie. Ale teraz jeszcze zrobię jedzenia dla Kamila i Daniela. - To Daniela też już poznałaś? - Nie. Tylko Kamil mówił, że ten chłopak mu pomaga. - Właśnie. Poznali się na studiach. Spędzają ze sobą niemalże wszystek wolny czas. - Ja bym też chciała mieć przyjaciela. Nawet nie wiem, jak to jest mieć takiego ko-goś. - To osoba, której możesz zaufać i na której możesz polegać- Łukasz włączył auto płynnie w ruch uliczny. Sara milczała przez dłuższą chwilę, a potem wykrzyknęła tak głośno, że Łukasz o mały włos nie skręciłby na przeciwległy pas ruchu. - Mam!!! ? a potem popatrzyła zwycięsko na niego- To ty jesteś moim przyjacielem! - Jeszcze jest pytanie czy mnie lubisz- odpowiedział trochę drżącym z wrażenia gło-sem. - Pewnie, że tak! I to nawet bardzo! - To fajnie- uśmiechnął się- Cieszę się. - Ja też, bo mam bardzo miłego przyjaciela!- zachichotała wesoło Sara wystawiając głowę przez szeroko otwarte okno. - Saro, nie rób czegoś takiego, jeszcze ci się coś stanie!- upomniał ją Łukasz. Ale dziewczyna już jego nie słuchała. Zobaczyła bowiem jak przez wielką łąkę galopują dwaj mężczyźni na przepięknych zwierzętach. Wyglądało to dla niej naprawdę nieco-dziennie. - Kamil!!!- wykrzyknęła machając mu ręką i wychylając się jeszcze bardziej z okna- Cześć Kamil!!!- a potem jeszcze dodała- Cześć Daniel!!! Oboje mimo, że byli od nich dość daleko, usłyszeli krzyk dziewczyny i odmachali jej nie przestając ani na chwilę karkołomnego galopu.
W domu Sara nie pozwoliła ani na krok zbliżyć się Łukaszowi do kuchenki. Miał iść odpo-cząć, poczytać, albo pooglądać telewizję. - Już mam tyle jedzenia, że na pewno starczy dla nas trzech- przekonywała go- Dam sobie radę, zobaczysz. Będzie im smakowało! - Nie mam co do tego wątpliwości- rozczochrał jej z namaszczeniem włosy, a potem dostrzegł, że są one jedynie farbowane na czarno!- Sara, mam jeszcze taki jeden szampon do zmywania farby, mogę ci go dać. - Po co? - Wolałbym mieć śliczną brunetkę w domu, a nie farbowane czarne loki- uśmiechnął się do niej miękko. - Dobrze, umyję je później. Bo wiesz, Rafał twierdził, że czarny bardzo podnieca i że właśnie takie włosy muszę mieć, no i dlatego farbowałam. - Rafał miał rację, ale teraz już chyba możesz mieć z powrotem tamten kolor, no nie? - Pewnie- popatrzyła na niego z wdzięcznością znad parującego garnka wody. - Ładnie ci w tych nowych ciuchach. O wiele lepiej niż w tamtych. - Naprawdę? To fajnie. Dziękuję, przyjacielu, że mnie tu zabrałeś. Gdyby nie ty, nigdy nie poznałabym, tego co było poza ?Casablanką?...
Koło trzeciej popołudniu zmęczeni zaganianiem owiec do zagród Daniel i Kamil wrócili do domu, czekał na nich wspaniały obiad. Nieco co prawda przypalony, ale kunsztownie uło-żony na talerzu z płonącymi świecami na stole i bukietem kwitnących kwiatów w wazonie. Oboje popatrzyli po sobie zaskoczeni. - Czy twój ojciec kiedykolwiek gotował? Nie przypominam sobie...- szepnął Daniel podchodząc do stołu. - Ja też o tym nie wiedziałem- uśmiechnął się Kamil zasiadając do obiadu- Trochę przypalone- przyznał po chwili- Ale całkiem dobre. Nie sądzisz? - Pyszne, już dawno nie jadłem chińskiego żarcia... ?Daniel wyłożył się w swoim krześle prezentując swój muskularny brzuch- Trzeba będzie mu powiedzieć, żeby gotował częściej. - Komu, mi?- do kuchni wszedł niespodziewanie Łukasz ubrany w czarny dres. - Wspaniały obiad, nie wiedziałem, że umiesz gotować!- pochwalił go Kamil odkła-dając talerze do zmywarki do naczyń. - To nie ja gotowałem!- roześmiał się Łukasz- Jeszcze by tego brakowało, żebym stał przy garach! To Sara zaczęła się ćwiczyć w kunszcie kulinarskim. - Ta dziewczyna co machała nam z Twojego samochodu?- spytał Daniel. Łukasz skinął głową wyjmując z lodówki puszkę piwa. - A gdzie ona właściwie teraz jest? - Poszła spać. - Spać?!- wykrzyknęli zgodnie chłopacy. - Stwierdziła, że gotowanie jest bardzo męczące i że teraz będzie musiała nazbierać siły, aby zrobić kolację... Na taką odpowiedź wszyscy trzej wybuchli gromkim śmiechem. - No to nieźle- Kamil przeczesał ręką kruczoczarne włosy- Zupełnie nieźle... Wtedy zobaczyli zaspaną dziewczynę schodzącą ze schodów. Była ubrana w długą, błę-kitną koszulę nocną w gwiazdy. Przetarła oczy dłonią i popatrzyła na nich spod bujnej grzywki. Kamil od razu zauważył, że nie ma już czarnych włosów tak jak poprzednio, ale przybrały one zupełnie inny, bardzo matowy kolor brązu i tylko gdzieniegdzie na dole, pomiędzy lokami zobaczył on zdrowsze przebłyski. - Co się stało?- spytała zaspanym głosem, stojąc na schodach- Czemu tak hałasuje-cie...? - O, przepraszam- Daniel uśmiechnął się przepraszająco- Nie mieliśmy zamiaru cie-bie obudzić...- a potem dodał- Obiad był pyszny. Usłyszawszy to, twarz dziewczyny pokraśniała ze szczęścia, a potem nie odpowiedziaw-szy mu pobiegła szybkim krokiem po schodach na górę i wszyscy trzej usłyszeli zamyka-nie drzwi jej pokoju. - Co za dziewczyna- westchnął Łukasz- Szkoda, że nie jest starsza, ożeniłbym się z nią bez wahania. Daniel i Kamil popatrzyli po sobie, a potem wzruszyli ramionami, patrząc za mężczyzną idącym do gościnnego pokoju z puszką piwa w dłoni. - Jak ona ma na imię?- spytał Daniel. - Sara... Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że jesteś nią zainteresowany?- Kamil po-patrzył na niego ponuro. - No coś ty, Kamil!?- roześmiał się szczerze Daniel- Nasza mała tajemnica, pozosta-nie między nami...
Sara tańczyła radośnie po swoim pokoju słuchając muzyki, którą wcześniej pożyczył jej Łukasz. Jeszcze nigdy nie tańczyła, ale dzisiaj była wyjątkowo szczęśliwa i nawet zmę-czenie już minęło. Ubrała się pośpiesznie w jakieś dżinsy i bluzę, a potem zbiegła na dół. W kuchni już nikogo nie było. Posprzątała więc i zostawiwszy wszystko w porządku wy-szła na dwór. W jej twarz dmuchnął silny wiatr, wystawiła ją w jego stronę rozpościerając szeroko ra-miona stając na wielkim, drewnianym ganku. Popatrzyła wkoło. Dom Łukasza stał na niewielkim wzgórzu, dlatego mogła objąć całą okolicę wzrokiem. Wokół rancho ciągnęły się ogromne hektary łąk i tylko zagrody po jej lewej stronie leżały w cieniu lasu. Za domem, w sporej odległości, stały wysokie budynki i to właśnie tam Sara poszła na początku. Była bardzo ciekawa co tym znajdzie. Na początku doszła do stajni. Mocnym pchnięciem sprawiła, że drewniane wrota z cichym jękiem otworzyły się przed nią i dziewczynie ukazało się ogromne podłużne pomieszcze-nie, po którego obu stronach stały w boksach piękne konie. Dziewczyna stała chwilę w drzwiach, a potem powoli wsunęła się do środka stawiając ostrożnie nogi na betonie przyglądała się dziwacznym dla niej stworzeniom. One także odwracały głowy, by przyjrzeć się zupełnie nieznanej im osobie. W końcu Sara dotarła do końca stajni i razem naliczyła się trzydziestu koni, po piętnaście po każdej stronie po-mieszczenia. W końcu wyszła na zewnątrz i zobaczyła, wielkie metalowe zbiorniki stojące tuż przy ścianie stajni. Przyglądała im się chwilę, a potem poszła dalej. Po kilku minutach dotarła do zagród owiec pod lasem. Podbiegła do drewnianego ogrodzenia i usiadła na nim pa-trząc na owce, które spokojnie pasły się w wysokiej trawie. Uśmiechała się do nich, gdyż wydawały jej się mniej przerażające od koni. W końcu, któraś z owiec zainteresowała się dziewczyną i podeszła do niej przekręcając swój mały łeb to w jedną to drugą stronę, by jej się lepiej przyjrzeć. Kiedy zbliżyła się do niej, by ją powąchać, Sara przestraszyła się i tak szybko chciała zeskoczyć z płotka, że poślizgnęła się i spadła na ziemię. - Au!- jęknęła masując sobie tył głowy leżąc na plecach w trawie i wtedy dostrzegła jak owca pochyla się nad nią i liże jej policzek- Aaaa! Pisnęła zrywając się na kolana i odbiegając od zaskoczonej owcy. Dopiero w bezpiecznej odległości Sara zatrzymała się, niepewnie masując mokry policzek. Potem na kolanach zbliżyła się znowu do owcy, która patrzyła na nią wystawiając łebek spomiędzy belek ogrodzenia. - Tylko mnie nie ugryź- powiedziała ostrzegawczo do owcy, kiedy wyciągała rękę by ją pogłaskać. Owca dzielnie znosiła drapanie za uszami i poklepywanie ją po łbie jak psa. A Sara bar-dzo się cieszyła, że udało jej się pogłaskać to miękkie zwierzę. Nagle jednak usłyszała głosy Kamila i Daniela dochodzące ze stodoły. Wpadła na pomysł, że mogłaby im pomóc i dlatego pobiegła w stronę wrót. Niestety nie udało jej się spraw-nie przebrnąć przez stosy siana porozrzucane wokół stodoły, pod olbrzymim dachem i dziewczyna wylądowała twarzą w słomie. Chwilę leżała próbując się podnieść i wtedy do-strzegła jak dwaj chłopacy siedząc na snopkach... całują się! Sara zakryła sobie usta dłońmi, by czasami żaden dźwięk nie wydobył się z jej gardła, a potem cichaczem próbowała się przedostać na ziemię. Niestety i tym razem jej się nie powiodło, gdyż uklękła na sianie w tym miejscu, gdzie był zrobiony zrzut do stodoły i dziewczyna z piskiem wpadła na środek stogu siana wewnątrz stodoły. Chłopacy zerwali się ze swoich miejsc i popatrzyli na tragicznie wyglądającą w tym momencie dziewczynę wychodzącą z trudem z siana. - To ja już może pójdę- odezwał się Daniel machając w stronę wściekłego Kamila. Kiedy tylko drzwi za Danielem zamknęły się, chłopak doskoczył do Sary i postawił ją mocnym szarpnięciem na nogi. - Coś ty sobie wyobrażała?! Dlaczego nas podglądałaś, dziwko?! - Ja...- szepnęła wstrząśnięta- Ja nie chciałam, naprawdę! - Wszystko widziałaś, prawda?!- krzyczał wściekły chłopak- Przyznaj mi się tu! - No... całowaliście się- odparła cicho- Nic więcej, czy to coś złego? Kamil uspokoił się puszczając jej ramię, za które wcześniej boleśnie szarpał. - Ja... Ja jestem gejem. Wiesz co to jest?- spytał siadając ciężko na stogu siana. Dziewczyna pokiwała przecząco głową na znak, że nie rozumie. - To jest wtedy, kiedy chłopak i chłopak siebie kochają i kiedy dziewczyna nie po-ciąga. Rozumiesz teraz? - Tak, ale jest coś w tym złego? - Najwidoczniej tak, skoro tak bardzo społeczeństwo to tępi. Gdyby się o tym do-wiedział mój ojciec na pewno by się załamał. Dlatego to ukrywamy z Danielem, bo on też nie jest taki jak inna część chłopaków... On nie może nic o tym wiedzieć, słyszysz?! - Pewnie. Nic mu nie powiem, nie martw się- uśmiechnęła się- Ja naprawdę nie chciałam podglądać. Przyszłam, żeby wam pomóc, ale spadłam do tej dziury, kie-dy nie chciałam wam przeszkadzać. Przykro mi, wiesz? - No dobrze, dobrze. Ważne, że nic nie powiesz...- odparł Kamil. Dziewczyna zbliżyła się do niego i popatrzyła mu w oczy. Były smutne i krył się w nich jakiś żal. - Kamil?- spytała półgłosem- Czy nie chciałbyś spróbować, jak to jest z kobietą? Chłopak popatrzył na nią zaskoczony, a potem gwałtownie wstał, chwycił za widły i zaczął bez słowa przerzucać snopki siana pod ścianę. Sara patrzyła na niego chwilę, a potem bez słowa wyszła ze stodoły otrzepując ubranie z siana. Kiedy już doprowadziła siebie do porządku, zobaczyła nagle pośród drzew coś błyszczą-cego i połyskującego. Biegiem puściła się w tamtą stronę i zobaczyła wielkie jezioro na polanie. Było ono ogromne i jednocześnie piękne, o piaszczystym brzegu po tej stronie, po której stała. Na piasku i zobaczyła jeszcze mnóstwo śladów w kształcie półksiężyców. Nie wiedziała jeszcze, że były to ślady podków. Podeszła ostrożnie do wody i dotknęła jej tafli dłonią woda była ciepła. Ściągnęła więc buty i weszła po kolana do środka chichocząc wesoło. Wrażenie było naprawdę niesamowite. Przelotnie popatrzyła na zegarek i zobaczyła, że jest już po szóstej. ?Kolacja?!- pomyślała przestraszona, ubrała więc na nogi adidasy i biegiem ruszyła do domu. Na werandzie le-żał w hamaku Łukasz, słuchał walkmana i czytał najnowsze wydanie ?Playboya? Kiedy zobaczył dziewczynę uśmiechnął się do niej rzucając na ziemię gazetę. - Saro! Mogłabyś na chwilę?- spytał siadając w hamaku. - Pewnie- Sara spokojnym krokiem podeszła do niego. Oboje chwilę się całowali, ale nie trwało to długo. Już niebawem bowiem Łukasz ściągnął z niej spodnie i włożył palec w jej najczulsze miejsce. Dziewczyna wbiła paznokcie w jego ramiona, aby nie osunąć się bezwładnie na ziemię. Powoli ukryła twarz w przegubie jego szyi i ramion. Łukaszowi nie śpieszyło się, patrzył ze spokojem na każdą chociażby najmniejszą reakcję dziewczyny, a kiedy wreszcie mu się to znudziło przycisnął ją do ściany domu i wszedł w nią gwałtownie. Sara krzyknęła, przygryzając dolną wargę. Łu-kasz uśmiechał się, patrząc na nią widział przecież jak wiele rozkoszy jej daje... Kamil był zmęczony, kiedy powolnym krokiem wracał do domu. Propozycja Sary w pierw-szej chwili wydała mu się absurdalna i zupełnie nie do przyjęcia, ale widział w niej też jedyną nadzieję, bo może ona byłaby w stanie wyleczyć go z jego bycia gejem. Może wtedy przestałby się bać swoich byłych kolegów, którzy cały czas go szantażowali... Westchnął, bo w końcu jeszcze nigdy nie był z kobietą, nie czytał gazet pornograficznych, ani nie oglądał tego typu filmów, nic o tym nie wiedział i nie chciał wiedzieć, bo czuł do tego odrazę... Nagle usłyszał zduszony jęk swojego ojca. Zaciekawiony podszedł do werandy i spomię-dzy opadającego na ziemię bluszczu porastającego całą werandę zobaczył swojego ojca i... Sarę, która oplatała biodra mężczyzny swoimi nogami. Jej oczy lśniły, jakąś gorączką i pożądaniem. Łukasz także był zupełnie pochłonięty swoją namiętnością, do tego stopnia przecież, że nie przejmował się tym, że w każdej chwili ktoś mógłby ich zobaczyć. Nagle też Sara krzyknęła, ale nie był to krzyk rozpaczy, był o tym przekonany. Jego oj-ciec też wydał z siebie jakiś głęboki pomruk, a potem dziewczyna stanęła przed nim za-dzierając wysoko głowę ku górze uśmiechnęła się do niego miękko. Łukasz przytulił ją do siebie, a potem ukląkł przed nią, by podnieść jej spodnie, ale jego usta zatrzymały się pomiędzy jej nogami. Chwilę też tam zostały, aż Sara nie jęknęła cicho. Potem Łukasz powiedział coś do niej i dziewczyna z uśmiechem weszła do domu. Kamil usiadł na trawie i dopiero teraz poczuł, że ręce mu się trzęsą, a jego spodnie zro-biły się nagle strasznie ciasne. ?Czyżbym jednak czuł podniecenie widząc ich razem...? Nie sądziłem, że mogę odczuwać podniecenie, w taki... taki sposób...?- pomyślał wykła-dając się na trawie i patrząc na zachodzące Słońce.
Sara z namaszczeniem robiła kolację nucąc coś pod nosem, kiedy do kuchni wszedł Ka-mil. Dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi, gdyż sądziła, że jak zwykle wyciągnie sobie z lodówki piwo i pójdzie oglądać telewizję. Tym razem jednak chłopak usiadł przy stole i zaczął jej się przypatrywać. Sara długo tolerowała jego zachowanie bez słowa, ale w końcu nie wytrzymała. - O co chodzi, Kamil?- spytała kładąc na stół stos kanapek poukładanych na talerzu. - Zastanawiam się jak to jest... przespać się z kobietą. Sara popatrzyła w jego ciemne oczy i po raz kolejny przebiegł ją nieznany do tej pory dreszcz po plecach. Było w nim coś, co ją już od samego początku bardzo przyciągało. Potem po raz pierwszy chyba w życiu zarumieniła się i odwróciła się do niego tyłem za-krywając twarz dłońmi. - To kiedy chcesz spróbować?- spytała po długiej chwili milczenia. - Nie chcę żeby to tak wyglądało. Na początku, będę starał się ciebie w sobie rozko-chać, co ty na to? - Kochać?- myła naczynia z jakąś dziwną zawziętością- Nie wiem, co to znaczy ?ko-chać?... to słowo nic dla mnie nie znaczy... - To znaczy troszczyć się o drugą osobę, zawsze starać się jej pomóc. Nie odrzucać jej, jeżeli nie jest idealna. Bardzo ją lubić, chętnie spędzać z nią czas. Rozumieć ją i chcieć z nią być już do końca życia. A między innymi ludzi, którzy się kochają łą-czy też sex, chociaż pewnie z tej strony jeszcze na to nie patrzyłaś, no nie? - Nie...- potrząsnęła zniszczonymi od farbowania włosami- Myślałam, że robi się to jedynie dla pieniędzy i własnej przyjemności. - Właśnie, że nie powinno się tego tak pojmować. Sex jest czymś, co łączy dwoje ludzi i sprawia, że są sobie bliżsi... nie wiem jak mam tobie to tłumaczyć, w końcu sam jeszcze nigdy nie kochałem... żadnej kobiety... - A twoja matka?...- spytała cicho myjąc zawzięcie naczynia i nie patrząc na niego. - Nie znam jej, ojciec nigdy nie pokazał mi nawet jej zdjęcia. Opuściła nas, kiedy byłem jeszcze mały, chodziło o to, że ojciec pracuje między innymi w branży por-nograficznej. - Przykro mi. Ale ja też nigdy nie widziałam matki... Nawet nie miałam prawdziwego domu. Teraz patrzę na ten dom, na ciebie i na twojego ojca i rozumiem, że ja te-go wszystkiego nigdy nie miałam...- Sara poczuła nagle jak coś ciepłego spływa po jej policzkach- Co to? Przerwała mycie, odwracając się w jego stronę. Kamil wstał, rzucając na nią wielki cień. Dziewczyna zadarła do góry głowę, kiedy łzy wciąż mimo jej woli płynęły z jej oczu. - Nie płacz, Saro- otulił ją swoim wielkim ramieniem i przyciągnął mocno do siebie- Nie płacz... - Czyli to łzy, Kamil? Ja naprawdę płaczę...?- załkała cicho chowając twarz w jego koszuli.
Wieczorem razem z Łukaszem zasiedli do pierwszej, wspólnej kolacji. Sara zajadała się specjalnie wybranymi przez siebie przysmakami, huśtając się wesoło na swoim krześle, kiedy Kamil i Łukasz dyskutowali o tym, aby w najbliższym czasie owce zapędzić na inne pastwiska. - Znowu tyle roboty, a ja wyjeżdżam, akurat teraz- westchnął Łukasz- Nie będę ci mógł pomóc, ale jestem pewien, że Daniel przyjedzie. - Nie...- odparł sucho Kamil- Daniel nie może, będę musiał kogoś wziąć do pracy, sam nie dam rady. - To ja pomogę!- zaproponowała Sara. - No nie wiem, ty i Kamil w jednym namiocie?- spytał Łukasz z wahaniem. - Namiot?- dziewczyna przechyliła na bok głowę nie rozumiejąc. - Taki dom, który zrobiony jest z materiału, można w nim spać- wytłumaczył jej Kamil- Ależ tato, znasz mnie, nic jej nie zrobię. - Wiem, wiem...- machnął ręką na to- Jest jeszcze jeden problem, Sara nie umie jeździć konno. - A kiedy chcecie wyjechać z owcami? - Za dwa dni. - No to zdążę się nauczyć- klasnęła uradowana w dłonie, a potem dodała z dumą- Gotować też już umiem! - Zgadza się- roześmiał się Łukasz- Dobra. Kamil nauczysz ją jeździć? Będzie mu-siała to robić całkiem dobrze, jeżeli nie chce wylądować w szpitalu. - Zajmę się tym. Daniela też uczyłem jeździć. - No to z pewnością dasz sobie radę. - Czyli będę mogła jechać z Kamilem?- spytała Sara. - Pewnie, jeżeli nauczysz się jeździć. - Ale super!- klasnęła uszczęśliwiona w dłonie podskakując na swoim krześle. Łukasz i Kamil popatrzyli po sobie uśmiechając się do siebie.
Część 44 / 4
Następnego dnia z rana, już po samym śniadaniu Łukasz pożegnał się z nimi i powiedział, że wrócił za cztery dni i że mają uważać z owcami. Kiedy jego samochód skręcił w lewo w kasztanowej alei Kamil i Sara ruszyli powoli w stronę stajni. W środku pierwszy odezwał się chłopak. - Możesz sobie wybrać konia. Którego chcesz? Sara długo przypatrywała się poszczególnym koniom, aż w końcu znalazła takiego który najbardziej jej odpowiadał. Była to młoda klacz, o lekkiej budowie i ciemnej karnacji. Kamil powiedział jej, że jest ona wyjątkowo spokojna i nosi imię Astarte. Sarze bardzo się ono spodobało i mimo, że bała się do klaczy podejść, już nie umiała się doczekać pierwszej przejażdżki. Siodłając konia Kamil bardzo dokładnie tłumaczył dziewczynie jak powinna to robić i z anielską cierpliwością odpowiadał na wszystkie jej pytania. Po kilkunastu minutach chło-pak wyprowadził konia do zagrody, w której nie rosła trawa. Przypiął konia do lonży i popatrzył na Sarę. - To na początek wypadałoby, abyś ją pogłaskała. Nie bój się jej, inaczej wyczuje to i nie będzie ci posłuszna... Sara patrzyła chwilę na konia, który spokojnie stał przy chłopaku, a potem na drżących nogach podeszła do zwierzęcia i wyciągnęła w jego kierunku dłoń. Astarte obwąchała ją swoimi wielkimi chrapami, a Sara musiała aż przygryźć dolną wargę, aby czasami nie krzyknąć. Potem już odważniej zaczęła ją głaskać po pysku i silnej szyi, aż w końcu przytuliła się do Astarte z taką ufnością, że Kamil aż sam się zdziwił, że koń stoi spokoj-nie w miejscu. - To teraz nauczę cię wsiadać- odezwał się i przywiązał konia do belki, a sam pod-szedł do Sary- Musisz włożyć tutaj nogę- pokazał na strzemiono- Mocno się uchwycić siodła i podciągnąć się do góry, a potem przełożyć nogę na drugą stronę i też włożyć ją w strzemiono. - Ale ona jest taka wysoka, w życiu nie dam sobie rady!- jęknęła podchodząc do klaczy. - Najwyżej ci pomogę, ale dasz sobie radę. A teraz włóż nogę w strzemiono... Sara zrobiła wszystko tak jak kazał, ale kiedy podciągnęła się do połowy nagle straciła siły w ramionach i osunęła się prosto na Kamila, który w ostatniej chwili ją złapał. Był to chłopak tak silny, że bez problemu utrzymał ją w swoich wielkich ramionach. - O rany! ?roześmiał się- Miałaś szczęście. - Przepraszam, nie wiem jak to się stało...- jęknęła speszona jego bliskością. - To dalej- postawił ją na nogi- Spróbuj jeszcze raz! Tym razem przerzuć drugą no-gę nieco szybciej, nie stawaj w tym strzemionie... Sara odetchnęła głęboko i tym razem jej się udało. - Hura!- pisnęła siadając wygodniej w siodle- Ale tu wysoko... - Włożyłaś nogę do drugiego strzemiona? - Tak. I co teraz? - Poczekaj- Kamil odwiązał lonżę, ale nie kazał Astarte ruszyć- Teraz każ jej iść. - Co? Niby jak?- popatrzyła na niego zaskoczona. - Nie wiem, sama ją naucz na jakie komendy ma ruszać. - ...Astarte...- Sara zamilkła- No jedź, koniku... Jedź... Klacz jednak ani drgnęła tylko spokojnie przestępowała z kopyta na kopyto. Kamil uśmiechnął się rozbawiony obojętnością konia na starania jego jeźdźca. - Astarte!- Sara jęknęła już głośniej i niespokojnie machnęła nogami w strzemio-nach i w tym momencie ku zaskoczeniu obecnych klacz zastrzygła uszami i za-częła iść spokojnym krokiem wzdłuż ogrodzenia- Udało się! Udało się! Udało się! Kamil pomachał jej, puszczając konia na całą długość lonży i pozwalając mu chodzić spo-kojnie w kółko. - Pamiętaj, koń nie jest człowiekiem, musisz myśleć za niego. On może przestra-szyć się nawet spadającego liścia. Dlatego trzymaj zawsze lejce krótko, abyś mo-gła go w razie czego przytrzymać!- instruował ją w czasie jej jazdy- Udami zawsze staraj się ściskać boki konia, to da ci poczucie bezpieczeństwa. I pamiętaj jeszcze o tym co mówiłem ci w stajni. Lejcami kierujesz koniem, jeżeli pociągniesz w le-wo, pójdzie w lewo, jeżeli w prawo, to pójdzie w prawo... - Dobrze, będę pamiętała- uśmiechała się siedząc sztywno w siodle. - Saro nie siedź tak sztywno staraj się raczej zespolić z koniem, ponieś się jego rytmem, będzie ci wygodniej i przyjemniej...
Po godzinie spokojnego chodu Kamil popędził Astarte, która zaczęła kłusem krążyć w kółko. Sara na początku zupełnie przerażona raz po raz piszczała przeraźliwie, ale potem pod namowami Kamila zaczęła koncentrować się na jeździe niż na tym, że jedzie tak szybko. Nauka kłusu zajęła im mnóstwo czasu i dopiero po pięciu godzinach, kiedy już zaczęło się ściemniać Sara poczuła się zupełnie pewnie w siodle wcześniej już wypróbo-wawszy wszystkie możliwości i ewentualności czekające ją w siodle w czasie spokojnego stępa, kłusu i chodu konia. Uznała zatem, że już nie ma się czego bać i że spokojnie mo-że towarzyszyć Kamilowi w wyprawie na nowe pastwiska. - Czeka cię jeszcze najtrudniejsze!- odezwał się Kamil, kiedy Sara już bez lonży kłusowała wokół niego- Galop, najszybszy bieg konia. Jest trudny i anglezowanie, też trzeba umieć bardzo dobrze. - Kamil?- spytała go zupełnie nie myśląc o galopie - Przejedziemy się? - Jest już zimno i niezbyt podobają mi się te chmury, chodźmy lepiej do domu. My-ślałem, że na dzisiaj ci wystarczy. - No coś ty!- roześmiała się Sara- Jest super, bardzo lubię konie. I chciałabym się jeszcze przejechać po okolicy. - Jutro będą bolały cię mięśnie, zobaczysz. - Chodźmy, Kamil. Tylko na godzinkę. Dobrze? - Okay. Poczekaj tu na mnie. Wezmę tylko swojego konia- dał za wygraną chłopak i przeskoczywszy jednym sprawnym susem ogrodzenie ruszył pewnym krokiem w stronę stajni. Sara tymczasem jeździła sobie spokojnie na swojej klaczy, a nawet kładła się na jej szyi i słuchała jej odgłosu kopyt na miękkiej ziemi. Po chwili usłyszała jeszcze jeden tętent końskich kopyt dlatego podniosła się i zobaczyła Kamila, który kłusując przybliżył się do ogrodzenia i nie zsiadając z konia otworzył je. Sara podjechała do niego i oboje ruszyli w stronę łąk. - Fajnie, że dałeś się przekonać, bo naprawdę spodobała mi się jazda konna- ode-zwała się Sara. - Dzięki, że nie powiedziałaś o niczym ojcu... - Chodzi ci o Daniela i o ciebie?- spytała patrząc na niego z profilu. - Tak- jego twarz wyrażała bolesne napięcie i smutek- Postanowiłem zerwać z nim kontakt. No i przestać widywać się z wszystkimi innymi gejami, których znam. Chcę być normalny. Zupełnie normalny, tak samo jak mój ojciec. - Jesteś normalny, Kamil. Ja nie widzę w tobie geja, ale człowieka. Przecież nie można traktować ludzi tylko pod względem ich orientacji seksualnych. - Szkoda, że nie myśli tak więcej osób, bo najczęściej to co inne, to jest potępiane, bo się wyróżnia i rzadko kto, to zna... Tyle wystarczy by być wyklętym z normal-nego życia. Nawet sobie nie wyobrażasz jaka byłaby to tragedia dla mojego ojca, gdyby się dowiedział, że jestem gejem... - Nie powiem mu tego... - Ale ja nie chcę nim być!- wykrzyknął zrozpaczony- Nie chcę już się ukrywać! Kła-mać mu w oczy. Chcę być taki jak wszyscy inni, normalny... Nie chcę już być ge-jem! - Kamil... ?szepnęła Sara- Jeżeli tylko będę mogła ci pomóc, powiedz... - Już pomagasz i pomożesz dopiero, ale to jeszcze musi poczekać. Jeszcze nie czas... ?szepnął jakby do siebie samego, a potem dodał z wyraźnym orzeźwie-niem- A teraz kłusem do domu, dobra? - Okay, zobaczymy kto pierwszy dojedzie- Sara pogoniła Astarte, która kłusem za-wróciła i zaczęła biec w stronę rancho. Kamil także nie czekał...
W stajni, Kamil roześmiał się wesoło, zupełnie tak jakby zapomniał o ich wcześniejszej rozmowie. - Wygrałem!- zawołał do dziewczyny wjeżdżającej do stajni. - Masz większe doświadczenie- Sara pokazała mu figlarnie język- Pomógłbyś mi zejść? Tego jeszcze, zdaje się, nie ćwiczyliśmy. - Trzeba wyciągnąć obydwie nogi ze strzemion- odezwał się podchodząc do jej ko-nia-Oprzeć ramiona na szyi konia i zsunąć się po prawej stronie w dół boku konia. Nigdy po lewej, dobra? Sara robiła już to co mówił, ale kiedy stanęła na ziemi nogi ugięły się pod nią, jakby były z waty. - Aaaach!- pisnęła upadając na ziemię, ale już po raz drugi Kamil zdążył ją w samą porę przytrzymać. - A nie mówiłem?- spytał sadzając ją na snopku słomy pod ścianą stajni- Po takiej jeździe mięśnie osoby, która rzadko jeździ są naprawdę wyczerpane, ale nie chciałaś mnie słuchać. - Myślałam, że to będzie bolało, a nie że nie będę mogła chodzić. - Jutro będzie bolało- odparł z uśmiechem ściągając siodło z konia. - O rany... I to będzie tak zawsze? - Nie, już nie. Jutro będzie lepiej- wprowadził Astarte do boksu i zamknął go szczel-nie- A teraz wracamy do domu. Chłopak pochylił się nad nią i z łatwością podniósł ją na swoje olbrzymie ramiona. Sara przytuliła się ufnie do niego. Wkoło nich, było już zupełnie ciemno, a kiedy mijali zagrodę z owcami rozpadał się nagle ostry deszcz i w jednej chwili z nieba zaczęły lecieć pioruny. Sara krzyknęła przestraszona. - Nie bój się- Kamil uśmiechnął się do niej wchodząc do stodoły by jeszcze bardziej nie zmokli- To tylko burza. - Ale się przestraszyłam...- stanęła pod ścianą mocno opierając o nie plecy, gdyż nogi wciąż odmawiały jej posłuszeństwa- A konie?! - Nic im nie będzie, przyzwyczaiły się do takiej pogody? - I nie będą się bały? - Może trochę tak, ale nie martw się. Dadzą sobie radę. W stajni są najzupełniej bezpieczne- podszedł do uchylonych drzwi stodoły, za którymi lało z nieba stru-mieniami, tak że już teraz utworzyły się na ziemi małe strumyczki wody, a Kamil nie umiał dostrzec domu, mimo że w normalną noc byłby on doskonale widoczny. - Od razu mi ulżyło...- uśmiechnęła się do niego. - Obawiam się, że nie będziemy mogli wrócić do domu na noc. Zbyt mocno pada... - A, psik!- Sara usiadła pod ścianą trzęsąc się jak liść pod wpływem chłodu- Dobrze, mi to nie przeszkadza... - Coś mi się wydaje, że będziesz chora- mruknął niespokojnie przeszukując jakiś zakamarek stodoły- O, mam! Potem podszedł do dziewczyny z obszernym, starym kocem i nakrył ją z wielkim rozma-chem, tak, że dziewczyna niemalże pod nim znikła. A potem przeniósł ją na stóg siana i kazał jej się przespać. - A ty?- spytała kuląc się pod cieplutkim kocem. - Będę niedaleko. - A masz koc? - Nie jest mi potrzebny. - Właśnie, że tak! ...a, psik!...- zerwała się ze swojego posłania, ale zaraz potem znów usiadła czując jak nogi się pod nią uginają- Albo pójdziesz pod ten koc, albo ja też pod nim nie będę spała! - Saro, nie wygłupiaj się! - Mówię jak najbardziej poważnie- już miała się odkryć, kiedy Kamil przypadł do niej i swoimi wielkimi dłońmi okrył ją jeszcze szczelniej niż wcześniej. Sara uśmiechnęła się do niego i kiedy tylko puścił koc wzięła zarzuciła jego drugą część na ramiona Kamila. Ten otulił się nim i w ślad za dziewczyną położył się na sianie. Oboje słuchali jak deszcz bębni o blaszany dach stodoły i jak raz po raz rozbrzmiewają ogłu-szające grzmoty. Dopiero po chwili też zaczęło robić im się ciepło, pod grubym kocem, który kiedyś służył do nakrywania nim koni. Kiedy Kamil otworzył oczy, zobaczył, że Sara śpi już głęboko skuliwszy się pod kocem jak małe dziecko. Chłopak uśmiechnął się do siebie, ta dzisiejsza przejażdżka musiała jej dać popalić...
Następnego dnia Sara obudziła się dopiero, kiedy Kamil zaczął się podnosić ze swojego posłania. Ciało miała jak z ołowiu, a mięśnie nóg boleśnie ją szarpały. Usiadła na swoim posłaniu próbując nie dać po sobie poznać, jak wielki ból sprawia jej każdy choćby naj-mniejszy ruch. - I jak się spało? Sara przetarła wierzchem dłoni oczy i uśmiechnęła się do niego sennie. - Trochę krótko, ale to nic. Wczoraj było naprawdę fajnie- przerwała czując jak w brzuchu jej burczy- Chyba jestem bardzo głodna... - To wracamy. Nie wiem jak ty, ale ja marzę o prysznicu. - Ja też. Jestem cała brudna- popatrzyła na swoje dłonie i wstała. Lecz jęk bólu mimo woli wydobył się z jej gardła. - Czyli jednak bolą mięśnie- Kamil podparł ją na swoim ramieniu i zaczął ją prowa-dzić do domu. Na zewnątrz nie było już żadnych oznak po wczorajszej burzy, gdyż Słońce stojące już w zenicie przygrzewało z niesamowitą siłą. Obojgu zrobiło się gorąco. - śliczna pogoda. A dzisiaj też poćwiczymy jazdę? - A chce ci się? - Pewnie, że tak! ?wykrzyknęła, ale potem dodała już ciszej- Tylko mięśnie mnie trochę bolą... - Po kąpieli pokażę ci jak najlepiej rozmasować mięśnie, aby jak najmniej bolały. - Z pewnością ta umiejętność jeszcze mi się przyda... R: IV
Kiedy wrócili do domu Sara od razu udała się powoli do swojego pokoju i weszła pod prysznic. Bardzo dobrze działał na jej obolałe ciało, a potem przebrała się w czyste rzeczy i zaczęła schodzić po schodach do kuchni. Kamil był jeszcze pod prysznicem, z tego co udało jej się usłyszeć zza drzwi jego pokoju. Przygotowywała właśnie śniadanie, kiedy zadzwonił telefon. Chwilę patrzyła na niego nie będąc zdecydowaną czy odebrać czy nie, ale w końcu zdobyła się na odwagę. - Tak, słucham? - Sara, to ty?- na dźwięk głosu Rafała Sarze zrobiło się słabo. - Rafał fajnie, że dzwonisz. - Dzwoniłem wczoraj wieczorem, ale nikt nie odbierał, spróbowałem więc dzisiaj i mi się poszczęściło... Jak się masz, kotku? Nie zabrać cię czasami stamtąd? - Nie! Tutaj jest super i jeżdżę konno i umiem gotować, rozumiesz ja umiem goto-wać! - Tylko nie mów o tym Anecie, bo na pewno jej się to nie spodoba. - Na pewno was kiedyś odwiedzę. - Czyli nie masz zamiaru już do mnie wrócić, kochanie?- głos Rafała nagle pociem-niał i stał się ostry. - Przyjadę was odwiedzić. Bardzo bym chciała jeszcze się z tobą spotkać. - To fajnie kotku. Przyjadę do was dzisiaj. - Super! Zrobię kolację, będzie ci smakowała. - To jesteśmy umówieni. - Dobrze, to do siódmej. Pa. Ledwo odłożyła słuchawkę, a do kuchni przyszedł Kamil. Uśmiechnął się do niej wyciera-jąc swoje kruczoczarne włosy w ręcznik. - Kto dzwonił?- spytał wyciągając sobie z lodówki piwo. - Ach, taki Rafał...- odparła wykładając na stół jedzenie- Słuchaj, czy my skończy-my jazdę do szóstej dzisiaj? - Pewnie. Tak szybko się uczysz, że spokojnie damy radę do szóstej. A dlaczego pytasz? - Bo Rafał przyjedzie i chciałabym przygotować dla niego kolację. - A kto to jest ten Rafał? - Mój tato, to znaczy taki przyszywany tato, bo nie wiem kto jest moim ojcem... I on się mną opiekował w ?Casablance?... I on chciał mnie dzisiaj odwiedzić... Kamil skrzywił się popijając swoje piwo. - Nie podoba mi się to, Sara. Niepotrzebnie go zapraszałaś. - Czy ja narobiłam problemów?!- wykrzyknęła przestraszona.
Zaraz po śniadaniu pieszo poszli do stajni, osiodłali Astarte i zaprowadzili ją do ogrodze-nia. Sara umiała już samodzielnie wsiąść i doprowadzić konia do kłusu, ale więcej czasu zajęła jej nauka bardzo trudnego galopu. Kamil był jednak dobrej myśli i tak minął im czas do czwartej. - Skoro już umiem galopować, przejedźmy się tak jak wczoraj. Dobrze? - Nie wiem, a co z twoją kolacją? - Jeszcze mamy czas.- odparła- Kamil, chodź... - Dobra, dobra...- uśmiechnął się- Już idę. Po kilku minutach był przy niej i oboje z miejsca ruszyli galopem przez łąki. Sara miała niesamowite wrażenie wolności, tak samo jak ptaki na niebie. Chciała, by jej koń biegł jeszcze szybciej i aby nikt jej nie przeszkadzał w tym niesamowitym uczuciu. Tuż obok niej niewiele wolniej galopował Kamil. Jego opalona twarz teraz stała się łagodniejsza, a w ciemnych oczach zapłonęły ognie. Sara jeszcze nie widziała go w takim stanie, ale bar-dzo jej się to spodobało. W tym czasie oboje galopowali przez szeroką łąkę pełną kwia-tów. Płatki rozszarpanych pąków wzbiły się w powietrze i otoczyły ich kolorowym desz-czem. Sara uśmiechnęła się radośnie zawracając gwałtownie Astarte i galopując z nią prosto pomiędzy opadające płatki kwiatów. - Kamil!- krzyknęła- Patrz jak cudownie! Chłopak osadził swojego wierzchowca na zadnich nogach i popatrzył na dziewczynę stoją-cą pomiędzy płatkami. Widok był faktycznie zachwycający. Kamil uśmiechnął się miękko poklepując jedną ręką konia, aby go uspokoić, a drugą ściągając lejce. Po chwili podje-chał do niej kłusem. - Wracamy, Sara? Już chyba na nas czas. - Już?- skrzywiła się smutniejąc i strzepując ze swoich ubrań płatki kwiatów- Szko-da, a było tak fajnie. - Jeszcze ci się odechce jeżdżenia konno. Jutro cały dzień będziesz siedziała w sio-dle i na pewno ci się zbrzydnie- chłopak jechał tuż obok niej, tak że mógł ją w każdej chwili dotknąć. - Bardzo wątpię i już się nie umiem doczekać. Na pewno będzie ekstra! - Zobaczymy. - A ty będziesz jadł z nami kolację, Kamil? - Nie chcę wam przeszkadzać. - Nie będziesz!- wykrzyknęła- No coś ty, oczywiście, że nie będziesz nam przeszka-dzał...- chwilę milczała- A zresztą w czym byś nam miał przeszkadzać, co? - Ach, sam nie wiem- pokręcił przecząco głową- ...Na wyścigi do domu? - Znowu wygrasz i co mi po tym?- spytała cicho, a potem w jednej chwili pogoniła Astarte tak, że tamta ruszyła galopem w stronę stodoły. - Hej, Sara! To niesprawiedliwe!- wykrzyknął za nią Kamil, ale sam też nie miał za-miaru długo czekać. Jednak i tym razem…