Romans · 12 min czytania
To Ty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z cudownych, sennych mar wyrwał mnie bezwzględny dźwięk budzika. Na zewnątrz było strasznie. Wyższa temperatura stopiła wczorajszy śnieg, a z nieba siąpił deszcz. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić spod cieplutkiej kołdry. Matma. Test. Musiałam. Zostało już niewiele czasu, więc niedbale wrzuciłam podręczniki do torby i pobiegłam do łazienki. W domu nikogo już nie było. Rodzice wyjechali najprawdopodobniej godzinę temu. Nie miałam czasu na staranną toaletę, więc umyłam jedynie zęby, wklepałam w siebie trochę kremu i pociągnęłam rzęsy czarną maskarą. Wbiegając do garderoby przypomiała mi się paskudna pogoda. Miejmy nadzieję, że maskara była wodoodporna. Zarzuciłam na siebie niebieski sweterek i jeansy. Urozmaiciłam wygląd wsuwając za szlufki czerwony pasek, a w uszach umieszczając czerwone kryształki. Do kompletu brakowało jeszcze parasolki. Świetnie. Gdy tylko wyszłam na zewnątrz krople deszczu poprzyczepiały się do moich włosów, a następnie pozlepiały je z zimnymi policzkami. Po drodze zdążyłam przemoczyć prawie całe buty. Zadzwoniłam do Aśki. Nie chciałam tracić czasu na wchodzenie do jej domu. - Możesz już wychodzić. Zaraz będę. - rzuciłam. Czekała przed swoją furtką z frustracją próbując utrzymać parasolkę w pożądanej pozycji. Bez żadnego przywitania ustawiła się równolegle do mnie i ruszyła przed siebie. Nie musiałam zatrzymywać się nawet na chwilę. Po około pięćdziesięciu krokach milczenia zdobyłam się na odwagę. - Słuchaj... Myślałam trochę nad tym, co mi wczoraj powiedziałaś. Nieśmiało spojrzałam w jej stronę. Wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. Zwykle to ona odzywała się pierwsza. - Naprawdę ? - zapytała nadal zszokowana. - No... Może nie do końca. - postawiłam na szczerość. - Nie myśłam nad tym konkretnie. Myślałam o tobie. Przykro mi, że czasem jestem taka... Nieobecna. Jej twarz wykrzywił grymas. - Miałam nadzieję, że wreszcie przejrzysz na oczy. - przyznała. Głośno wypuściłam powietrze. - Aśka... Ja nigdy nie będę taka jak ty. Nigdy nie będę chodzącym optymizmem. To po prostu nie ja. - Chcesz powiedzieć, że jesteś chodzącym pesymizmem ? Że całe życie masz być nieszczęśliwa, bo... Bo taka jesteś !? - niemal krzyczała. - Nie... Ale daj mi spokój. To moje życie. Spoważniała. - Twoje ? Jasne, że twoje. W takim razie wynoś się z mojego. Przyspieszyła. W ostatniej chwili chwyciłam ją za łokieć. Znów stanęłyśmy. - Nie chcę cię stracić... - wyszeptałam. - Jesteś mi potrzebna. Tyle wystarczyło by ją udobruchać. - Ja też nie chcę stracić ciebie. Ale boli mnie to, jak sobie marnujesz życie. Zamilkłam. Aśka wpatrywała się we mnie tak, jakby doznała objawienia, którym musi się koniecznie ze mną podzielić. Dałam za wygraną. - Daj sobie szansę. Nigdzie nie wychodzisz od dłuższego czasu. Spotykasz się tylko ze mną. - kontynuowała. - A ja mam wyrzuty sumienia, gdy wychodzę z Michałem. - Przestań. Ja niczego takiego od ciebie nie oczekuję. Możesz z nim wychodzić, kiedy tylko chcesz. - broniłam się. Znów zaczęłyśmy iść. Emocje trochę opadły. Westchnęła. - Wiem... Ale ty musisz się otworzyć na innych. Nawet z ludźmi z naszej klasy nie masz dobrego kontaktu. Co się z tobą takiego stało ? Jej źrenice stały się ledwo widoczne. - Jaki jest powód tego twojego załamania ? Jaki ? Ja go nie widzę. Nikt cię nie skrzywdził, Majka. Nikomu nie dałaś takiej szansy. Wiedziałam, że ma rację. Wiedziałam, ale i tak nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. Najchętniej odwróciłabym się na pięcie i poszła w diabły. - Sama sobie stwarzasz cierpienia. Zejdź na ziemię. Nikt cię nie zostawił, nikt nie oszukał, bo nigdy z nikim nie byłaś. - zawahała się przez chwilę. - Jedno spojrzenie nikogo do niczego nie zobowiązuje. Maciek, miał prawo związać się z Kaśką. Nigdy nawet nie rozmawialiście. Uderzyła w samo sedno. Poczułam jak fala zimna rozlewa się po całym moim ciele. Oczy zaszły mi mgłą, a usta ścisnęłam mocniej próbując powstrzymać ich drżenie. - Otwórz się na prawdziwych ludzi. Dostrzeż ich. - zpuentowała z troską w głosie. Dała mi parę sekund na przetrawienie ostatniej informacji i przytuliła mnie do siebie. Nienawidziłam jej wtedy, ale nie miałam dość sił by ją od siebie odepchnąć. Nie upuściłam nawet jednej łzy. Pozwoliłam moim oczom zamoistnie wyschnąć. Miała rację. Jestem żałosna. I nie chodziło tu tylko o jednego Maćka. O wszystkich. Rościłam pretensje do wszystkich. Chociaż nikt do niczego się nie zobowiązywał. Zamykałam się we własncyh urojeniach. W chorych oczekiwaniach. Czy to możliwe, żebym w ciągu tego roku tak dalece odsunęła się od rzeczywistości ? I dlaczego w ogóle zaczęłam to robić ? - Dziękuję. - wyszeptałam Aśce do ucha. Poczułam jak jej policzki zmieniają położenie. To był chyba uśmiech. Też się uśmiechnęłam. Przez moje ciało zaczęła przepływać niepowstrzymana fala olśnienia. I choć wiedziałam, że wszystkie te słowa sprawiają mi ból, byłam wdzięczna Aśce. Bo wiedziała. I ja teraz też wiedziałam. - Maciek. - powiedziałam pewnym głosem. Spojrzała na mnie z nadzieją. - Maciek. - powtórzyła bezdźwięcznie. Teraz wszystko miało być prostsze. Wreszcie mogłam poskładać się do kupy. Zagrzebać, zapomnieć, wygryźć wszystko, co chciałoby mi w tym przeszkodzić. Przeszłyśmy przez ulicę. Przed wejściem do szkoły kłębił się już tłumek licealnych dzieciaków z parasolkami. Czułam się silna. Żałosne. Czy to naprawdę możliwe, żeby jeden facet mógł przygnębić mnie tak bardzo ? Na tak długo ? I to dlaczego ? Bo zaczął się spotykać z Kaśką. A może to była jedynie kropla przelewająca czarę goryczy ? Może zobaczyłam w nim każdego, kto kiedykolwiek postąpił identycznie ?…