Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

To tylko ciemność (Prolog)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie wiem, gdzie jestem, nie wiem gdzie idę. Poruszam się przez ciemny i wąski korytarz, który oświetlany jest przez bardzo rzadko porozwieszane pochodnie. W powietrzu czuć odrażający odór stęchlizny zmieszany z krwią i zgnilizną. Z trudem powstrzymuję odruchy wymiotne, staram się nie zwracać uwagi na ten przyprawiający o mdłości zapach. Rozglądam się dookoła - ściany tego korytarza zbudowane są z cegieł, podłoga wysadzana drobnymi kamyczkami, pomiędzy którymi ujrzeć można grudki ziemi. Całkowita dezorientacja sprawia, że czuję się okropnie, samotnie, smutno. Idę ciągle przed siebie, pozwalam, aby moje nogi zaniosły mnie tam, gdzie chcą. Doszłam do rozdroża dróg. Bez wahania skręcam w lewo. Dalszą wędrówkę uniemożliwiają mi drzwi. Wyjmuję z kieszeni klucz i powili wsuwam go do zamka. Ostrożnym, lecz zdecydowanym ruchem przekręcam go w prawo. Słychać leciutkie „puk” i drzwi nie stawiają już oporu. Sprawnym pociągnięciem klamki otwieram je. Zdecydowanym krokiem wchodzę do pokoju. Znam to miejsce. Nie wiem dlaczego, ale nie jest mi obce. Pomieszczenie jest okrągłe, ściany, podłoga i sufit stanowią ogromne lustra. Podchodzę do jednego i przyglądam się swojemu odbiciu. To z całą pewnością ja: długie, hebanowe włosy, niebieskie oczy, pociągła twarz, drobny, lecz widoczny nosek i pełne, krwistoczerwone usta. Jednak mój strój jest dość dziwny, jakby nie z tej epoki. Moje ciało zakrywa długa suknia, koloru czarnego, jednak pas okalający talię jest czerwony. Malutkie kamienie, którymi obszyty jest dekolt są tego samego koloru. Nieufnie, koniuszkami palców dotykam mojego odbicia. Lustra zafalowały i widok zmienił się. Teraz przede mną stała kobieta. Dość młoda, miała może z trzydzieści lat. Uśmiecha się do mnie, odwzajemniłam uśmiech. Po chwili promienność znika z twarzy damy. Piękny uśmiech traci swój blask, a białe zęby zmieniają się w długie kły. Ogarnia mnie przerażenie. Kobieta pojawiła się teraz we wszystkich lustrach. Wyciąga do mnie ręce, z których skapują resztki krwi. To samo robi jedenaście pozostałych kreatur. Muszę uciekać, jak najdalej stąd. Rzucam się w chaotyczny bieg przez siebie. Dopadam kolejne drzwi, które nie stawiają oporu, otwieram je szybko i zatrzaskuję z ogromnym impetem. Próbuję złapać oddech, dyszę głośno i szybko, serce chce mi wyskoczyć z piersi. Łapę ogromne hausty powierza, gdy nagle do moich nozdrzy dociera dobrze znany mi zapach krwi. Ręką zatykam nos i staram się nie zwymiotować. Muszę odnaleźć źródło tego okropnego smrodu, muszę. Idę przed siebie spokojnie, lecz zdecydowanie. Skręcam w lewo za ogromnym filarem i doznaję szoku. Dosłownie zaraz zwymiotuję. Na podłodze leży pełno nieżywych ludzi poukładanych w ogromny stos. Z niechęcią przyglądam się martwym. Są to kobiety, dość młode, całe we krwi. Obok leży około siedmiu takich stosów.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%