Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

To tylko sen

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdzierający dźwięk budzika przypomniał mu o porannych zajęciach. Przeciągnął się bez entuzjazmu, wstał, szturchnął Jacka, którego budzik nie był w stanie zmobilizować i – jak co dzień od kiedy zdał na te cholerne studia – pomyślał o nich z niesmakiem. Ocknął się po jakimś czasie i zajął łazienkę, w której spędził absolutne minimum, nie tylko w obawie, żeby się nie spóźnić. Nie lubił luster. Patrzył na swoją zarośniętą twarz i myślał o tym, że musi się ogolić, patrzył w swoje zmęczone oczy i zastanawiał się, czy ktokolwiek nie zechciałby się z nim zamienić. Na życie. Nie czuł się dobrze na studiach. Na tym kierunku nie zawierało się przyjaźni. Kumple z liceum wybrali inne miasta, mniejsze. On został wysłany to tego molocha przez ojca i nigdy mu nie powiedział, że wcale mu się tu nie podoba. Nie miał po prostu innego pomysłu, żadnej alternatywnej propozycji, którą mógłby przedstawić ojcu. Na uczelnię szedł na piechotę, rodziców było stać na mieszkanie blisko uczelni i w całkiem przyjemnej dzielnicy. Nie rozglądał się za nadchodzącą wiosną. W wielkim mieście zalanym betonem nawet błękitne niebo chowało się za burymi blokami. Chłopakowi brakowało energii nawet na uniesienie głowy. Patrzył w chodnik deptany o tej porze przez dziesiątki stóp. Nie rzucał się w oczy, nawet gdyby nie szedł taki skulony i nieciekawy, nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Tak było zawsze. Apatycznie wspinał się po dostojnych schodach jeszcze bardziej dostojnej uczelni. Po kilku godzinach przeraźliwie pustych i nudnych zajęć czuł, jakby miał już nigdy nie wrócić. Nie wiedział tylko – do czego. Nagle, zupełnie niespodziewanie nawet dla siebie samego, skręcił w uliczkę przy końcu której budził się do życia park. Szedł dość długo i natknął się na miejsce, którego nie znał. Otoczona drzewami ławka. Usiadł i zapomniał o świecie. Dawno nie zdarzyło mu się marzyć. Wrócił do domu wieczorem. Wcześnie położył się spać – i zasnął spokojny.

###

Okno. Za nim chaos, tak pierwotny, jak pierwotna może być materia. Trudno określić taki widok za pomocą ludzkich określeń. Barwy to światło, a światło w tym chaosie nie było czymś tak uporządkowanym jak to znane ludziom. Najpierw z prachaosu wyłoniła się wyspa – kawałek przestrzeni nieobjętej nią, tą szaloną, nieuporządkowaną przestrzenią. Nagle, jedna z cząstek materii zaczęła świecić coraz bardziej przypominając gwiazdę. Ale on wiedział, że to nie gwiazda – to źródło wszystkiego, ziarno stworzenia. Opadło na ziemię i natychmiast zaczęła wyrastać z niego roślina – mimo iż rośliną nie była. Najpierw zobaczył stopy i linię łydek, później tułów i ramiona. Twarz z bezbarwnej okrągłej masy poprzez dziecięcą buzię stała się twarzą kobiety. Pięknej kobiety. Jej ciało skończyło się kształtować, lecz wciąż było w ruchu, delikatnie falowało, choć sprawiało wrażenie niezmiennego. Z dwóch szczupłych ramion wyrastało sześć rąk. Łagodny taniec w powietrzu. Włosy wiły się wokół oczu, które patrzyły w niego. W niego! Nie lubił, kiedy ludzie patrzyli mu w oczy. Czuł się oceniany, badany. Spojrzenie kobiety było jak dotyk. Sięgało coraz głębiej w jego świadomość, a on dokładnie czuł delikatne muskanie najgłębszych pokładów pamięci...

###

Zerwał się z łóżka. Czuł się jakby wyśnił coś przerażającego, a to były tylko jego wspomnienia. Duże twarze dorosłych, kiedy wydawał z siebie jeszcze nieartykułowane dźwięki. „Będzie prawnikiem!” mówi ojciec z dumą znajomym czy rodzinie po jakimś jego sukcesie. Ciotka Katarzyna, wyschnięta kobieta z czerwonymi paznokciami i masą pierścionków. „O widzisz Boluś, jak ci się syn udał!” ćwierkała nie patrząc na chłopca. Podobno kiedyś przypominała mamę. Kiedy jako siedmiolatek pierwszy raz o tym usłyszał, wybuchnął płaczem pobiegł do swojego pokoju. Nikomu nie chciał powiedzieć, o co chodziło. On wspomnienia o mamie traktował jak największy skarb. Mama była tak piękna i dobra, jak tylko pozwalała mu wyobraźnia. Cały dzień chodził dziwnie nieprzytomny. Oczywiście, nikt nie zauważył jego nieobecnego wzroku. Chyba niektórzy ucieszyli się, że jeden z konkurencji (tutaj każdy był konkurencją) wysiadł i nie zawracali sobie nim więcej głowy. W każdym razie – świat dla niego zupełnie nie istniał, widział tylko swoje dziecięce marzenia. Sen był dla niego jak przebudzenie. Dopiero wtedy zaczął głębiej oddychać. Znowu okno. Kobieta już tam była. Unosiła się wśród chaosu, któremu nadawała nowy kształt samym swoim istnieniem. Sam patrzył w jej oczy. Jej myśli były takie czyste... Zaczęła falować w dziwny sposób, jakby ta taflę wody padał drobniutki deszcz. Uśmiechnęła się z czułością. Skrawek lądu, który pojawił się przed jej powstaniem zaczął się poszerzać. Rozejrzała się wokół i spojrzała na niego. Wyczytał z jej fruwających myśli „samotność...”. Dotknęła kawałka chaosu, owinęła go wokół palca jak watę cukrową i przysunęła do pięknej twarzy. Zauważył, że po policzku spływa jej łza, którą szybko otarła tym kawałkiem materii. Chaos stał się harmonią, stworzył strukturę... to był ptak! Mały gołąb, który błyszczącym okiem zerkał na swoją stworzycielkę. Odleciał. Kobieta. patrzyła, jakby mając nadzieję, że ptak zawróci. Zniknął. Smutek na jej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
To tylko sen — czytnik · opowiadania