Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 14 min czytania

To tylko sen

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To tylko sen. Wracałam z kolejnej pierwszej i ostatniej nieudanej randki. Nieudanej tylko z mojego powodu. Miała wszelkie warunki, aby być udaną. On był miły, uprzejmy, dość przystojny i starał się. Rozmowa nam się układała, nie tak jak poprzednio, kiedy tamten zupełnie nie rozumiał, o czym ja mówię a ja nie rozumiałam, o co chodzi jemu. Dzisiaj było inaczej, przyjemnie. Głos miał miły, żartował, opowiadał o swoich zainteresowaniach, podróżach i fotografowaniu. Jego ciało podczas rozmowy delikatnie a nie nachalnie pochylało się w moją stronę. Ja ze skrzyżowanymi rękami na kolanach skutecznie zachowywałam dystans. To miły człowiek pomyślałam po pięciu minutach, nie miało to jednak większego znaczenia, bo już po pierwszej minucie wiedziałam, że więcej z nim się nie spotkam. Pomimo tego zjedliśmy smaczną kolację, potem poszliśmy na spacer. Bardzo chciał mnie odwieść do domu, ale stanowczo odmówiłam. Chyba poczuł się urażony, jednak nie nalegał. Dlaczego wciąż jesteś sama? Często słyszę to pytanie od znajomych. Tak naprawdę to oczywiste, ale oczywiste tylko dla mnie. Dla innych to zupełnie niezrozumiale. Bardzo często ktoś z moich przyjaciół lub rodziny organizuje mi kolejne randki, które kończą się podobnie jak ta dzisiejsza. Ja zgadzam się, bo chyba gdzieś tam głęboko mam nadzieje na wyzdrowienie. Jednak moja nadzieja umiera bardzo szybko, bo często już w momencie, gdy zgadzam się na kolejne spotkanie, jeszcze przed ujrzeniem kolejnego starającego się mężczyzny. Może dla mnie stworzeni są tylko dranie a może jeszcze gorzej, bo w grę wchodzi tylko ten jeden drań. Szłam ulicą starego miasta. Nie spieszyłam się, chociaż zbliżała się północ. Zastanawiałam się jak delikatnie powiedzieć temu mężczyźnie, że kolejne spotkania są niemożliwe. Może nie zadzwoni pomyślałam w chwili, gdy usłyszałam sygnał przychodzącego smsa-a. Dziękował mi za spotkanie i życzył dobrej nocy, więc raczej zadzwoni. Jeśli nie odbiorę telefonu może domyśli się i da sobie spokój, odpuści sobie i nie będę musiała przeprowadzać kolejnej krepującej rozmowy. Tak naprawdę to ja lubię te pierwsze i ostatnie randki. Poznaję różnych ludzi, zjadam smaczne najczęściej darmowe posiłki, chodzę do kina, słucham komplementów, dostaje kwiaty a potem trzeba powiedzieć im to, że dalszego ciągu nie będzie. To jest jednak przykre, że też muszę im wszystkim się podobać. Tylko raz przez te wszystkie lata zdarzyło się, że po spotkaniu facet nie zadzwonił. No i też było mi przykro, jednak poczułam się urażona. Zadzwoni źle nie zadzwoni też źle. Wędrowałam zupełnie nie w kierunku własnego domu mijałam hałaśliwie zachowujących się młodych ludzi. Co ja tu robię? Powinnam leżeć już dawno w ciepłym łóżku. W moim wieku nie włóczy się po starówce o tej godzinie i to do tego samotnie. W moim dojrzałym wieku prawdziwej kobiety jeździ się samochodem, pije dobre wino, zjada dietetyczne kolacje, lub ogląda seriale pod ciepłym kocem na własnej kanapie. No może robi się jeszcze kilka rzeczy jednak samotne spacerowanie pośród rozbawionej młodzieży nie jest dla mnie. To może być nawet niebezpieczne.

Zobaczyłam go i poznałam od razu, właściwe wiedziałam, że to on zanim go jeszcze zobaczyłam. Poczułam znajomy niepokój, spocone dłonie, bicie serca a potem jego sylwetka i twarz, oczy, usta i ten drański uśmiech, lekceważący, ale jednocześnie tak pociągający. Szedł z opuszczoną głową, lekko zgarbiony, napięty jak struna, niedostępny i chyba smutny. Nie wyglądał dobrze nawet w swoich markowych dżinsach, świetnej marynarce i błękitnej koszuli. Nie pasował do tego miejsca i sytuacji podobnie jak ja. Zupełnie tak samo jak ja nim, on był zaskoczony moją obecnością. Ręce trzymał w kieszeni a zatrzymując się przy mnie skrzyżował je na piersi. Kiedyś często przyjmował taką postawę, gdy ja zabiegając o odrobinę ciepła łasiłam się jak kotka, patrzył wtedy na mnie z góry z półprzymkniętych oczu. Innym razem zaciskał wargi ze złości, gdy coś mu nie wyszło i trzeba było znaleźć kogoś do rozładowania złych emocji. Marszczył czoło i patrzył na mnie z politowaniem, gdy miotając się po podłodze histerycznie próbowałam mu powiedzieć o tym, co czuje. Teraz był zdziwiony, jego oczy były szeroko otwarte, nawet wargi najczęściej zaciśnięte w ścisłe kreseczce teraz miał lekko rozchylone. Tak rzadko się uśmiechał, no chyba, że opowiadał te swoje ulubione dowcipy o kobietach. Tak, wtedy śmiał się bardzo głośno, poklepując mnie jak domowe zwierzątko. Czemu się nie śmiejesz? Nie rozumiesz ty mój mały głuptasku. On naprawdę uważał, że określenie głuptasek to bardzo miły komplement.

Zatrzymaliśmy się jednocześnie. Staliśmy naprzeciw siebie jak starzy dobrzy znajomi. Starzy znajomi, tak to prawda. Doskonale się przecież znamy. Ale czy dobrzy? Tego nie jestem taka pewna. Znam jego humory, widziałam jak śmiał się a także jak płakał, kiedyś też się zdarzyło. Znam każdy centymetr jego ciała, pieprzyki i pęknięte naczynka krwionośne. Wdziałam go w tak wielu sytuacjach i pomimo upływającego czasu doskonale to wszystko pamiętam, ale dzisiaj wyglądał zupełnie inaczej. Teraz patrząc na niego przyszło mi do głowy, że on wcale nie jest takim draniem, na jakiego się kreował przez te wszystkie lata. Dzisiaj po raz pierwszy dostrzegłam w jego szeroko otwartych oczach nie tylko zdziwienie, ale coś jakby strach. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że on, tak właśnie on może się czegoś bać. A jednak ten wielki maczo i super samiec, ten uroczy drań się czegoś boi. Jest przestraszony jak mały chłopiec, tak bardzo podatny na zranienie. To dziwne, że dostrzegłam to dopiero dzisiaj, bo chyba nie zmienił się, od tamtego czasu tak bardzo. Tacy jak on się nie zmieniają, pozostają drańsko uroczy do końca. Może zaskoczyłam go dzisiaj tak bardzo, że nie zdążył jeszcze założyć tej swojej maski, a może się starzeje podobnie jak ja. To byłoby ciekawe, on i starość. To jego nie dotyczy. Tak mówił kiedyś, ja umrę młodo inaczej strzelę sobie w łeb. Jednak żył, a lata płyną przecież nie tylko dla mnie. Włosy nadal nienagannie ostrzyżone, ale jakby rzadsze i zdecydowanie bardziej siwe a przy oczach zmarszczki, on też ma zmarszczki a więc nie zawarł paktu z diabłem. Starzeje się jak wszyscy. - Dobrze wyglądasz – powiedział i to był dla mnie szok. W tym samym momencie gdy to powiedział, odwrócił głowę jak zawstydzony chłopiec, a potem wyprostował ręce i uśmiechnął się. Trwało to wprawdzie tylko chwilę a uśmiech był przelotny, ale był. Jestem tego pewna tak długo czekałam na to, że przywita się ze mną z uśmiechem, na pewno to dostrzegałam. To było jak spełnienie marzeń, dlaczego teraz, gdy już przestałam o tym marzyć. Po chwili ponownie zwinął ręce w ciasny supeł, umieścił je na piersi i starym zwyczajem zapytał. - Cześć, co ty tu robisz? – w jego głosie wyczułam znajomą dezaprobatę a nawet może złość. Gdzieś w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%