Przyjaźń · 6 min czytania
To tylko szumią drzewa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Anastazja wahała się. Wejść czy nie wejść? Zdała sobie właśnie sprawę z tego, kiedy po raz ostatni była w tym miejscu… Ponad półtora roku temu. Teraz ze ściśniętym ze strachu sercem przekroczyła próg świątyni. Panowała w niej atmosfera kontemplacji, było cicho i spokojnie. Gdzieniegdzie zapalone świece rozpraszały mrok panujący w kościele i oświetlały twarze nielicznych, którzy przyszli aby w skupieniu oddać się modlitwie. Anastazja ze spuszczoną głową powoli szła w stronę ołtarza. Gdy znalazła się u jego stóp spojrzała na obraz przedstawiający Jezusa w otoczeniu Apostołów i poczuła napływające do oczu łzy. Padła na kolana i wybuchła płaczem…
Kiedyś wierzyła w Boga, kochała Go i czciła. Była wtedy dzieckiem. Miłość do Stwórcy trwała w niej nieprzerwanie aż do dwudziestego piątego roku życia. W tym właśnie wieku poznała Radosława. Przystojnego, inteligentnego, czułego i romantycznego mężczyznę, przy którym czuła się naprawdę szczęśliwa. Nie potrzebowała już Boga. Jednak po trzech latach między Radkiem a Anastazją zaczęło się psuć. On stał się szorstki dla swojej dziewczyny, nie chciał z nią rozmawiać i któregoś dnia odszedł. Zostawił list.
„Wybacz, ale czuję się przytłoczony. Uważam, że nasz związek nie ma szans na przetrwanie. Wyjeżdżam… Proszę byś mnie nie szukała. Tak będzie lepiej... Radosław.”
Kobieta przeżyła szok. W jednej chwili straciła ukochanego i najlepszego przyjaciela…
Część 22 / 2
Chciała wrócić do Boga i zacząć wszystko od nowa…
Klęczała przed ołtarzem, jej łzy raz po raz spadały na zimną, kamienną podłogę. Przepraszała, prosząc o wybaczenie i łaskę. Nie zauważyła nawet podchodzącego do niej księdza. Położył dłoń na jej ramieniu. - Chcesz porozmawiać dziecko? Skinęła głową. Godzinę później pełna radości wsiadła do swojego samochodu. Czuła się oczyszczona. Miała nadzieję, że teraz jej życie zmieni się na lepsze.
Jednak ta nadzieja szybko znikła z serca kobiety. W chwili, gdy wpadła w poślizg i potrąciła młodą, osiemnastoletnią dziewczynę. Patrzyła na odjeżdżającą karetkę powoli tracąc wiarę w Boga i w siebie…
Bardzo szybko udało jej się ustalić, do którego szpitala przewieziono dziewczynę i jak się nazywa. - Przepraszam Kingo- Pomyślała Anastazja krocząc szpitalnym korytarzem. Dostała pozwolenie na zobaczenie potrąconej przez nią dziewczyny. Cicho weszła do jej pokoju. Panował w nim półmrok. Podeszła do łóżka. - To Pani mnie potrąciła?- usłyszała cichy głos. Spojrzała na bladą, czarnowłosą dziewczynę. - Kingo, ja…- zaczęła lecz ta przerwała jej. - Niech Pani mnie nie przeprasza. Nie mam do Pani żalu. A poza tym nic mi się nie stało. Mam…