Akcja · 6 min czytania
To wszystko ich wina!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ratsclig siedział w domu i spoglądał w sufit. Nerwowo zerkał na zegarek wiszący na ścianie. Było w pół do dwunastej. Światło w pokoju było zgaszone, jedynie zza okna dobywało się zimne światło księżyca i niebieskawe światło gazowych latarń na ulicy, zmieszane z ciepłym letnim powietrzem. Mawfreen spał już jak niemowlę. Nie przejmował się zbytnio misja Ratscliga. Askern miał go obudzić jak będzie czas i chciał się wyspać. Łóżko Mawfreena było wielkie i miękkie, nieporównanie lepsze od łóżka Ratscliga. Starał się z niego jak najdłużej korzystać, bo nigdy nie miał takiej okazji. Ratsclig stał i zaczął wędrować po pokoju. Podłoga głośno skrzypiała jednak Mawfreena to nie ruszało, nadal chrapał jak po przepiciu. Ratsclig był już przygotowany do wyjścia, jednak powiedział sobie że wyjdzie równo za dwadzieścia dwunasta. Ratsclig miał takie obsesje, jak sobie coś wmówił to musiał to zrobić. Musiał i już. Na zegarze, na który padało słabe światło, było jeden po dwunastej. Ratsclig usiadł na krześle, zasznurował wysokie buty, schował do kieszeni sztylet z tygrysim oczkiem, do kieszeni na udzie schował pałkę i czekał. W końcu gdy wskazówka zegara wskazywała jedenasta czterdzieści Ratsclig wyszedł za drzwi. Na korytarzu było zupełnie ciemno i od razu uderzył go niesamowity odór stęchłego powietrza. Zatkał bluzą usta i dotarł po omacku do drzwi wyjściowych kilkakrotnie potykając się o różne dziwne przedmioty na schodach. Ulica była słaba oświetlona. Z czarnych kamienic wystawały drągi z zawieszonym kagankami na gaz. Powietrze było niezwykle świeże i czyste. Czuć było w nim morską bryzę i zupełnie nie pasowało do czarnych zabudowań rozświetlonych słabym niebieskim światłem. Ratsclig trochę dziwnie się czuł. To było nienaturalne... Nie zatrzymywał się dłużej i szybko ruszył główną ulicą. Dopiero bliżej portu miał zamiar skręcić na mniej uczęszczane tereny. Ratsclig wszedł na szeroką ulicę, która wcale nie przypominała reszty miasta. Była jaśniej oświetlona, wszędzie pełno było sklepów i... Ludzi. Starał się nie zwracać na siebie uwagi. Choć ewidentnie wyglądał podejrzanie, wysokie buty o miękkich podeszwach, czarna bluza z kieszeniami i takiego samego koloru spodnie, to przechodnie jakoś i tak go nie zauważali. Ulżyło mu kiedy skręcił w tak przyjemne dla niego ciemne tereny. Przebiegł na palcach przez przecinający miasto ciemny park i znalazł się na wybrzeżu. Zobaczył niedaleko wysokie szpiczaste maszty. Pobiegł szybko wzdłuż plaży w ich stronę i przeskoczył jednym skokiem płot. Nie zastał tam nikogo. W dodatku w porcie nie było żadnego oświetlenia. W budynku za oknami widział jedynie jakieś zakapturzone postacie, jednak nie było szans aby go dojrzeli w ciemnościach. Pokręcił się nieco po porcie i znalazł idealną łódź do ucieczki. Mały rybacki kuter. Wyjął z kieszeni