Filozofia · 8 min czytania
TOŻSAMOŚĆ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czym jest polskość? Czym patriotyzm? Odwieczne pytania o pozornie prostej odpowiedzi, a jednak... Zazwyczaj uznaje się, że Polakiem, lub też po prostu rodakiem danego kraju jest syn lub córka jego reprezentantów, a czynniki wychowawcze i środowiskowe mają uboczne znaczenie. Czy tak jest naprawdę? Ostatnio przydarzyło mi się coś, co skłoniło mnie do zadawania sobie tych pozornie bagatelnych pytań. W zeszły piątek siedziałam u rodziców w ich sklepie papierniczym. Ponieważ ten dzień nie należy do najbardziej dochodowych ruch nie był zbyt duży. Ja z nudów zajęłam się swoją lekturą „Zbrodnią i Karą” Fiodora Dostojewskiego. Spodobała mi się bardzo, więc zatraciłam się w niej całkowicie, nawet nie spostrzegłam, w którym momencie wszedł pewien klient. - Ekhym... - odchrząknął głośno, a ja natychmiast oderwałam się od lektury. Po drugiej stronie stał mężczyzna wyciągający do mnie rękę z jakimś kawałkiem papieru. - Film? - powiedział widząc, że najwyraźniej nie wiem o co chodzi. I po słowie „film” i po obcym akcencie z jakim je wypowiedział zrozumiałam, że jest to oczekiwany przez moją mamę obcokrajowiec, który miał przyjść odebrać wywołany film. - Ach tak! Już... - powiedziałam szybko biorąc od niego kwitek i podałam mu wywołany film. - Dwadzieścia sześć złotych... - Chciałbym jeszcze zobaczyć nożyczki... - powiedział robiąc jednocześnie charakterystyczny gest w powietrzu, bo najwyraźniej nie był pewien słuszności wymowy tego słowa. Wzięłam z półki wszystkie rodzaje nożyczek, jakie znalazłam i podałam mu. Długo przyglądał się każdej parze. Wyjmował je z folii i ciął nimi powietrze z głęboki namysłem. Ta dziwna precyzja w doborze sprzętu biurowego sprawiła, że cała scena wydała mi się dość groteskowa. Nie przepadam specjalnie za pracą w sklepie swoich rodziców. Kontakty z klientami nie są czymś, co sprawia mi wybitną przyjemność, a tamten mężczyzna nie należał do takich którzy mogliby to zmienić... - Wezmę te... - powiedział w końcu nie spuszczając oczu z pary nożyczek, z czarną rączką, której mimo wszystko nie przestawał wypróbowywać z wielkim zainteresowaniem i mimochodem podał mi pięćdziesiąt złotych. „Czy oni tam za granicą nie mają nożyczek, czy co?” - pomyślałam niechętnie klękając, aby dostać się do kasy i wydać obcokrajowcowi resztę. - Aaa! Dostojewki - powiedział klient, właśnie w tym momencie, w którym nabrałam już niemal całkowitej pewności, że nic nie oderwie go od nożyczek z czarnymi oprawkami. Zwłaszcza słowo „Dostojewski”, zabrzmiało w jego ustach bardzo nie po polsku, ale entuzjazm w jego głosie od razu wskazywał na duże zainteresowanie. - Tak... „Zbrodnia i Kara” - przyznałam zerkając na książkę. - Chodzę do liceum, to moja lektura... - A pani się podoba? Bo wielu studentów nie docenia... - Mnie bardzo zafascynowała... - powiedziałam próbując jednocześnie skupić się na wydawaniu reszty. Ja wiem że normalny człowiek zrobiłby to mimochodem, ale ja zawszę się boje że się pomylę. - Jego rodzice byli Polak... - Hmm? - mruknęłam zamiast odpowiedzi oddając mu w końcu należne pieniądze. Nie byłam pewna czy on powiedział faktycznie to co chciał. - On chyba raczej był Rosjaninem... - Tak, ale jego rodzice byli Polak - powiedział z takim przekonaniem, że aż zaczęłam wierzyć. W tym momencie gdzieś z zaplecza wyszła moja mama i również zaczęła się przysłuchiwać cudzoziemcowi. - To dość ciekawa sprawa - powiedział z wyraźnym zaangażowaniem. - Jego rodzice byli Polak, ale on sam odnosił się do nich dość niechętnie... Wręcz z dyskryminacją... W każdym razie życzę miłej lektury. Do widzenia. Cudzoziemiec wyszedł, a ja odwróciłam się do mamy z lekkim zaskoczeniem na twarzy. - On mi powiedział, że Dostojewski, był Polakiem - powiedział chcąc jak najszybciej podzielić się z kimś tą informacją. Sama dokładnie nie wiedziałam dlaczego ta informacja wywarła na mnie tak wielkie wrażenie. - Słyszałam... - powiedziała mama. - Rzeczywiście dziwne... Też o tym nie słyszała, ale on chyba wiedział o…