Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

TOŻSAMOŚĆ TARY- rozdział I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Przestań! Stop! Nie mogę... - powiedziała Tara, odsuwając od siebie Luka. - To jeszcze za wcześnie. Przepraszam...

- Oj, daj spokój. Przecież rozumiem...

Tara spojrzała w jego nienaturalnie wielkie oczy koloru brązowego i od razu chciała w nich utonąć... Ale czy nie wolała zanurzyć się w szarości Simona? Nawet gdyby tak to jest już za późno.

- Ale moje słońce... - Luk przerwał ciszę. - Przecież Simona nie ma już od ponad roku. Myślę, że powinnaś o nim zapomnieć.

- Co?! - Tara zdenerwowała się. - Jak mam zapomnieć o najlepszym co mnie w życiu spotkało! No jak! Pomyśl!

- Ej, ale spokojnie... - chłopak odsunął się od niej. - Przecież ja tylko coś sugeruję...

- To następnym razem daruj sobie te dobre rady, ok?

- Jasne, przepraszam... Chciałem dobrze.

- Wiem, ale to jednak dla mnie jeszcze za wcześnie... Zrozum.

- Wiesz co? Czasem zastanawiam się czy nie jestem tylko misiem na pocieszenie! - Te ociekające pogardą słowa wypluł jej w twarz tak niespodziewanie, że Tara nie wiedziała jak mu odpowiedzieć.

- Ale... yyyy... To przecież nie tak... Ja ciebie kocham, Luk!

- Tak? A czy ludzie, którzy się kochają nie powinni być ze sobą blisko? Fizycznie blisko?

- Co?

- Nawet nie mogę cię pocałować! Nie mogę objąć, bo przecież to przypomina ci o Simonie! Nie mogę używać twojej ulubionej męskiej wody kolońskiej, bo takiej używał też kto? Oczywiście Simon!

- Błagam cię! Nie naciskaj!

- Taro, popatrz na mnie. - Nagle zaczął mówić szeptem. - Czy ty kochasz mnie, czy Simona?

- Ja... Ja kocham was obu.

- Nie Taro, nie ma takiej odpowiedzi!- krzyknął na nią i wybiegł z korytarza.

Tara oparła głowę o ścianę i zsunęła po ścianie. Tym korytarzem mało kto przechodził, bo znajdował się w starym skrzydle, które nie nadawało się do użytku, więc zrobiono z niego drogę ewakuacyjną. Nie było to mądre rozwianie, bo podczas jakiegoś wypadku, korytarz też mógł ulec zniszczeniu. Dziewczyna myślała i próbowała odpowiedzieć na pytanie Luka. Jednak bezowocnie. Była tak wyczerpana, że nie miała siły wyjść z korytarza, a co dopiero dojść do łóżka. Skuliła się na zimnej podłodze i zasnęła. Obudził ją dopiero dźwięk alarmu i tupot stóp zmierzających w jej kierunku.

Tara błyskawicznie wstała i zaczęła biec w stronę wyjścia na zewnątrz. Kiedy obejrzała się przez ramię zobaczyła jak zbliża się tłum ludzi i woła: Tara! Tara! W ich oczach można było dostrzec ten charakterystyczny ogień, który ujawnia się w sytuacjach zagrożenia życia. Coś jakby obłęd.

Mimo tego, że dziewczyna biegła jak najszybciej, oddalała się do drzwi, a przybliżała do tłumu. Zwalniała, choć wkładała w bieg wszystkie swoje siły. W końcu nie dała rady i upadła na ziemię. Spojrzała w stronę nadciągających ludzi. Z trudem uklękła i zaczęła wypowiadać słowa modlitwy. Na sekundę przed zderzeniem i stratowaniem, Tara zamknęła oczy. Czekała i czekała, ale nic nie poczuła. Żadnego bólu, żadnego uderzenia.

Kiedy otworzyła oczy, nie była już na korytarzu. Klęczała teraz na zimnej betonowej podłodze. W ciasnym pomieszczeniu nie było nic poza umywalką i lustrem w kącie. Tara wstała i podeszła do niej. W lustrze odbiła się blada twarz, którą okalały lekko kręcone, brązowe włosy. Oczy były nienaturalnie duże, a rozszerzone źrenice, zatopione w brązowo- zielonych bajorach. Wyglądała na przestraszoną. Spod skóry wystawały kości. Nie miała też żadnych ubrań. Coś zaskrzypiało w innym kącie pokoju. Kiedy Tara tam zerknęła, nic nie zauważyła. Ponownie spojrzała w lustro, ale tym razem coś się zmieniło- miała zaszyte usta.

Próbowała krzyknąć, ale nie wydobyła żadnego dźwięku. Podłoga pod jej stopami zaczęła się odsuwać do ścian, uciekając jej spod nóg. Dziewczyna runęła w czarną otchłań. Desperacko próbowała się czegoś złapać. Nagle zdała sobie sprawę, że nie spada, ale leci w górę. Podniosła głowę i ujrzała zbliżającą się białą plamę- światło.

Tara z ogromną siłą wyleciała na powierzchnię. Udało jej się utrzymać równowagę. Kiedy spojrzała za siebie w nadziei, że będzie mogła wrócić i poszukać wyjścia, zobaczyła kopiec ziemi. W miejscu dziury, którą wydostała się na powierzchnię, był grób. Odruchowo cofnęła sie kilka kroków i krzyknęła. Nie miała już zaszytych ust. Widać było, że grób jest świeży. Nie było jednak żadnych kwiatów ani wstążek z napisami "tęsknimy za tobą". W ziemię był tylko wbity krzyż z wydrapaną datą: 31.12.19998.

Tara nie mogła się uważniej przyjrzeć, bo coś ciągnęło ją z niewyobrażalną prędkością w przód. Próbowała zorientować się gdzie jest, ale wyłapała tylko wielki dąb, dziurawe ogrodzenie i polanę ze zlewającego się obrazu.

Nabierała jeszcze większej prędkości. Wystające gałęzie smagały jej nagie ciało. Niespodziewanie zatrzymała sie na środku jakiegoś zatłoczonego placu. Padał śnieg, a ludzie trącali ją żeby znaleźć się bliżej sceny. Instynktownie chciała zasłonić gołe ciało, ale tym razem była ubrana w szary kombinezon i ciężkie szare buty, tak jak wszyscy na placu. Ze strony sceny usłyszała część jakiegoś przemówienia.

- ...to musi się skończyć! Teraz my przejmujemy władzę! Naprawmy to, co oni niszczyli przez tyle stuleci!

Wszyscy dookoła zaczęli wiwatować i powtarzać: Ki-ra! Ki-ra. Coraz więcej osób zaczęło ją trącać, co przerodziło się w bicie z premedytacją. Dwaj mężczyźni podeszli do niej. Jeden z nich miała brązowe, a drugi szare oczy. Brązowooki zaczął ją dusić, a szarooki- odciągał ją od sceny.

Dziewczyna obudziła się z trudem łapiąc oddech. Ktoś przyłożył jej maskę do twarzy co polepszyło sytuację. Rażące światło przysłonił mężczyzna w białym fartuchu i maseczce na twarzy. Sprawdził czy strzykawka działa i chciał wbić ją w szyję dziewczyny, ale ta odsunęła głowę. Wstała z metalowego stołu, zrywając przy tym wszystkie przezroczyste rurki, które wprowadzały w jej żyły płyny o różnych kolorach i wykorzystał cenne sekundy zaskoczenia lekarza, na ucieczkę.

Wybiegła na biały korytarz i ruszyła do drzwi na samym końcu. Za nimi było małe pomieszczenie z otworami w ścianach, z których wyleciała biała para.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%