Inne · 10 min czytania
Tra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„ No tak, mam autyzm. Siedzę i gapię się w ścianę. Tylko piszę. Dlatego ktoś to czyta. Ja, Natasza Iwanowna, piszę, bo to mój sposób kontaktu ze światem.” Przeczytał Dymitr i zaciągnął się papierosem. Niebo było gwiaździste, a powietrze ciepłe. W umyśle Dymitra układał się plan. Chciał odnaleźć kobietę, wziąć z nią ślub, zapłodnić In vitro, by mogli razem wyjechać na Syberię. Dymitr był pasterzem, hodowcą lam. Wędrował po polach ze swoim stadkiem. Każdą lamę kochał i szanował. Każda lama była wartością samą w sobie i obiektem miłości.
Życie to karuzela. Natasza wpatrywała się w nurt rzeki. Nogi jej zwisały luźno z mostu. Obok siedział po turecku Molesz, poważny dwudziestoletni przyjaciel Nataszy. Miała spódnicę w kwiaty, zieloną. Brązowy sweter. Było ciepło. Okręciła się i złapała sznurek leżący na ziemi. -Widzisz Molasz, co niby mnie trzyma? Czy coś ma głębszy sens tutaj? Otuliła sznur wokół szyi i wykonała parę piruetów. -Niby słońce. Piękna pogoda. Ale wiesz… Kucnęła i nachyliła się nad głową przyjaciela, oparła się podbródkiem o niego, wtulając jego głowę w swoją pierś. –Ale wiesz…Szum drzew. Posłuchaj drzew. To jest uniwersalny język. -Zboczyłaś z tematu. Wymamrotał. Odrzuciła jego głowę, aż musiał się oprzeć ręką o deski mostu. -Śmierć! Krzyknęła. Thanatosie! Czczę cię w imię ojca i syna i ducha! Tylko śmierć jest w stanie mnie wyzwolić. Trzasnęła sznurem groźnie o deski. Kręciła nim nad głową. Oplotła wokół szyi, zawiązała pętle. -Biała Pani, modle się do niej. Tylko ona istnieje naprawdę. -Nie wiesz nic. Motasz wstał. Popchnęła go z powrotem do pozycji siedzącej. Usiadła na nim i pocałowała go w czoło, potem w jedno oko i drugie, potem w usta. -Amen. Zaczęła rozpinać mu koszulę. Całować go po całym ciele. On jakby sparaliżowany poddał się jej bez reszty. Położył się na moście. Rozpięła mu spodnie. Rozebrała go. Był nagi. Nie przestawała go całować. Nałożyła mu sznur na szyję. -I co teraz? Spytał uśmiechając się drwiąco. -Jestem modliszką. Wykorzystam cię i zabiję. Jeździła palcem po jego klatce piersiowej. -Wiesz o co w tym wszystkim chodzi? Bo ja wiem. Zabijesz mnie teraz. I będziesz zabijać mnie za każdym razem. Będę ożywać. Będę zmartwychwstały. Będę twoim chlebem. Twoim ciałem. -Eucharystią. Złotym pyłem. Będę cię składać w ofierze. Przybijać do drzew do góry nogami. Będziesz nasiąkał rzeczywistością i rzygał krwią ze śluzem. -Kult śmierci. To jest to, co potrafisz sobie wmówić. -Sugerujesz, że potrzebuję psychoterapeuty? Poczerwieniała ze złości. -Boże. -Tak, słucham? Zakpiła z niego. Patrzyli sobie w oczy, każdy myśląc o czym innym. Nikt nie chciał się odezwać. -Kto pierwszy? Molasz chciał usystematyzować wszystko. Liczył na jakiś obrót sprawy. Natasza wstała. Zrozumiała wiele rzeczy, o których normalni ludzie boją się myśleć. Usiadła na brzegu mostu, pozwoliła nogom zwisać. Wpatrywała się w rzekę. Dosyć płytką. Chłopak leżał nagi ze sznurem na szyi. Tylko co jakiś czas unosząca się klatka piersiowa wskazywała na to, że żyje. Oczy miał zamknięte. Natasza zastanawiała się nad różnymi rzeczami. Zaczynając od tego czy warto dalej żyć po to kiedy będzie miała miesiączkę. Ciąża wszak ryzyko. „ Molasz nic nie rozumie” myślała. „ja mam w sercu kolce, których się nie wytnie sekatorem. Obcęgi. Kombinerki. Trzeba je wyrwać z korzeniem. Kiedyś miałam tylko dziury w sercu. Teraz wyrosły z nich kolce. Teraz zabijam każdego i sama daje się zabijać. Oto cała historia. Powinnam ją spisać, żeby ostrzec ludzkość przed takimi jak ja. Mam pewną formę autyzmu. Wystarczy, że pisze. Litery, symbole, znaki nagrobne. Schrzaniłam sobie życie. Śmierć.” -Długo czekałam na ten moment! Krzyknęła. O, bogowie ciemni! Molasz ani drgnął. Motasz chciał być nieżywy. Molaszowi nie zależało. -Zapalmy. Wstała i kopnęła chłopaka w udo. Usiadł trzymając się w dziwnie kurczowej pozycji za nogi. Wyciągnęła z torebki paczkę marlboro i zapalniczkę. Zaciągali się i wypuszczali dym patrząc sobie w oczy. -Zagrajmy w kolejarza! Zaśmiała się. On obserwował ją wnikliwie poprzez kłęby dymu. -Nie wiedziałam, że tak ci zależy na mojej śmierci. Takie to dla ciebie ważne…zrozum, że ja nie chciałam nigdy nic złego. -Nie tłumacz się. Stanowczy głos. Za późno. Umrzesz. Zgasiła peta. Wstała. Niezdecydowana co dalej. -Zostaw mnie i żyj jak ci się podoba. Każdy w swoją stronę. -Ale czy nie rozumiesz, że sprawy zaszły za daleko? Kto raz dzielił ze mną łóżko posiadł intymną część mnie. Przeszedł subtelną granicę. Jest skazany na śmierć. Czarna ściana. Kulka w łeb. Zapaliła drugiego papierosa. Molasz zacisnął mocno wargi. Coś w sobie dusił. -Odszedłem, to bolało? -Boli za każdym razem. Przypalała sobie włosy na ręce papierosem. -Będzie niedobry, nie rób