Pisarstwo · 6 min czytania
„Tragiczne powikłania są po prostu właściwoś
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie podoba mi się teza Władysława Tatarkiewicza, choć muszę przyznać, jest częściowo słuszna. Nie podoba mi się dlatego, że jest to teza pesymistyczna. Jej przesłanie, które odbieram, może zresztą zbyt prostoliniowo brzmi: „Cokolwiek zrobisz, jakiegokolwiek wyboru dokonasz i tak skończy się to dla ciebie tragicznie”. Ponieważ jestem optymistą, a przynajmniej staram się nim być, takie podejście do świata, do życia jest dla mnie co najmniej dziwne. Przy takim podejściu świat staje się zły, szary i nieprzyjazny dla kogoś, kto tę tezę wyznaje i w takim świecie czuje się odrzucony. Z góry uważa wszystkie cele, wszelkie wybory za przegrane. Przy podejściu, dajmy na to: „Carpe diem”, czyli „żyj chwilą”, „chwytaj dzień i nie zastanawiaj się co będzie potem” świat staje się zupełnie inny. Nie podoba mi się pesymizm tezy Tatarkiewicza, jej z góry przegrany stosunek do życia, do wyborów, do marzeń. Niemniej jednak, muszę z pokorą przyznać, że jest to teza prawdziwa. Nie zawsze, nie w każdej sytuacji, nie przy każdym wyborze, nie w odniesieniu do każdego człowieka ale niestety jest prawdziwa. Taka jest, poniekąd i czasami, właściwość świata, w którym przyszło nam żyć.
Podam parę przykładów, które udowodnią, że teza ta jest słuszna. Szczerze mówiąc wolałbym tego nie robić, wolałbym na przykład podać przykłady, które próbowałyby tę tezę obalić nawet, jeśli z góry stałbym na przegranej pozycji. Zresztą, przykłady są niepotrzebne, codzienne życie dostarcza nam ich i tak wiele, że nawet najwięksi optymiści muszą ustąpić pola i się poddać.
Czasami człowiek dochodzi do takiej sytuacji w życiu, że faktycznie, cokolwiek zrobi, wcześniej czy później okaże się, że był to wybór tragiczny. W takim momencie można kierować się: ”Większą i mniejszą tragedią”, tak samo jak jest z „Mniejszym i większym złem”. Cokolwiek wybierzemy, okaże się to złe, sytuacja przyciska nas do ściany i stawia ultimatum: ‘Wybieraj, albo to mniejsze, albo to większe”. Wtedy faktycznie stajemy przed tragicznym wyborem, w tragicznej, rozpaczliwej sytuacji, w której musimy wybrać, albo jedno, albo drugie.
Jako przykładem z historii posłużę się sytuacją, w jakiej w latach 50. znalazł się Prymas Tysiąclecia. Mógł wybierać: Albo w swoich kazaniach będzie głosił opór i nie poddawanie się komunistycznemu rządowi, albo będzie normalnie sprawował swój urząd nie mieszając się w sprawy polityczne. Pierwszy wybór, opór, jest wyborem niebezpiecznym, jest prawie pewne, że za swoją działalność prymas poniesie konsekwencję, druga droga, bierność jest wyborem również tragicznym, lecz nie dla prymasa, lecz dla całego polskiego społeczeństwa owieczki bez swojego pasterza mogą szybko poddać się komunistycznej propagandzie.
Jak już wcześniej wspomniałem, w życiu napotykamy wystarczająco wiele sytuacji, które potwierdzają tezę. I choć jest to teza przykra, smutna, która przedstawia tą ciemną, tą bardziej tragiczną połówkę świata, choć kuje w oczy swym pesymizmem, swym, można rzec, wrogim…