Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Triada- początek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Triada

Ogień i zgliszcza. Pył i unoszący sie w powietrzu zapach spalenizny. Krzyki, płacz i zawodzenie. I ta postać. Wielki, czarny jak smoła koń uderzający kopytami po pokrtyej popiołem ziemi. Rycerz dosiadajacy go rozgladał sie dookoła badawczym, nieprzeniknionym wzrokiem. Ciemny, długi płaszcz falował delikatnie na jego plecach poruszany rozgrzanym od żaru powietrzem. Jeździec jednym ruchem reki zakutej w zbrojną rekawicę wyciągnął miecz i rozpłatał głowę nadbiegającego ku niemu człowieka. Koń nawet nie drgnął. Stał w miejscu posłuszny poleceniu swojego pana. Jedynie poruszajace się co jakiś czas uszy zdradzały oznaki życia zwierzęcia. Nagle dosiadający go mężczyzna energicznym ruchem skierował głowę przed siebie. Ostrogi błysnęły zmuszająć konia do biegu. Tęten kopyt. Coraz bliżej. Bliżej... Morhan otworzył oczy. Czy te koszmary nigdy się nie skończą? Od momentu, gdy jego wioska spłonęła, nie przestały go one nawiedzać. Nie pamięta dokładnie tego co się stało potem. Wie tylko ze obudził się w jakiejś komnacie na ogromnym łożu. Bolało go dosłownie wszystko. Obok niego siedział starzec. Długie białe włosy spływały mu do ramion. Twarz przypominała te, które Morhan widział u kamiennych posągów znajdujących sie wokół pałacu króla Nucturna. Była tak samo pozbawiona wyrazu. Ale najbardziej uwagę przykuwały jego oczy. Wyglądały jak u ślepca. Absolutny brak źenic mógł sprawiać wrażenie, iż mężczyzna nie jest w stanie zobaczyć czegokolwiek. Nic bardziej mylnego. Rafgart, gdyż takie imię nosił był w pełni sprawnym, pomimo blisko dwustu lat życia człowiekiem. A raczej magiem. To własnie wykonywanej przez siebie profesji udało mu się przez tak długi czas zachować siły witalne. Morhan został z nim i zgłębiał tajniki czarnoksięstwa aby w przyszłości zająć miejsce swego mistrza. Tak też się stało. Młody mężczyzna wstał wreszcie ze swojego posłania i otworzył okiennice w zajmowanym przez siebie pokoju. Znajomy karczmarz zawsze trzymał dla niego ten pokój. Za każdym więc razem, gdy młody mag przyjeżdżał do Altei zatrzymywał się wlasnie w tej gospodzie. Spojrzał na zachód. Chmury. Ciemne i złowrogie nadciagały zwiastując burze. Tym bardziej Morhan musiał się pospieszyć. Jeśli chciał dotrzeć do Lireamu zanim drogi będą nieprzejezdne z powodu deszczu, musiał wyruszyć natychmiast. Co prawda Altea i Liream nie były od siebie zbytnio oddalone, lecz większą część drogi stanowiły piaszczyste ścieszki, które pod wpływem nawet nie wielkiej ilości wody, zamianiały się natychmiast w istne bagna. Mag zbiegł więc po drewnianych schodach w dół i podszedł do prostego szynkwasu, za którym stał korpulentny jegomość. Na widok Morhana karczmarz ożywił się nagle.

- Witam najjaśniejszego pana!- wykrzyknął. – Mam nadzieję,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Triada- początek — czytnik · opowiadania