Fantastyka · 6 min czytania
Tropem Snów - prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Nie wolno ci tego zrobić!- krzyknęłam przerażona. Na statku leżał ogromny rekin. Bruce chciał go zabić. -Ty mi rozkazujesz ty…- posłał mi zbolałe, ale i zarazem mordercze spojrzenie. Miom to chwycił siatkę, w którą zaplątany był morski stwór i z pomocą załogi statku zaczął opuszczać ją powrotem do wody. Tuż ponad spienionymi falami, rozbijającymi się o burtę statku, zaprzestał owej czynności. Z przerażeniem patrzyłam jak twarde liny ranią skórę rekina, rozcinają ją. Niemal czułam jego ból. -Wypuść go!- błagałam. Łzy leciały mi z oczu. Wiatr i deszcz siekały mnie po twarzy. Bruce odciął linę. Siatka uwolniła zwierzę. Rekin odpłynął. Odetchnęłam z ulgą. Mężczyzna, upewniwszy się, że nikt nie patrzy, z wściekłością machnął nożem, rozcinając mi przy tym rękę. Syknęłam z bólu, ale nie krzyknęłam. Uszło mu to. Znowu. Popatrzyłam na rozcięci. Czułam pieczenie, ale krew nie leciała z rany. Zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam, leżałam we własnym łóżku. Ręka nadal mnie szczypała. „Dziwne. Przecież już nie śpię…”- pomyślałam. Tamte wydarzenia były snem. Bardzo realnym snem. Zerknęłam na zegar. Po północy. Zakryłam twarz kołdrą i usnęłam.
Statek zakołysał się niebezpiecznie. Przemoczona ruszyłam w stronę swojej kajuty. Długa, starodawna suknia ograniczała mi ruchy. Oblepiała moje nogi, co chwilę się o nią potykałam. Z pomocą przyszedł mi młody mężczyzna. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, ze to Will. -Gdzie byłeś?- spytałam. Milczał. -Gdzie byłeś?!- powtórzyłam. Łzy ciągle spływał po mojej twarzy. Mieszały się z deszczem. Will nie wiedział, że płaczę. -Miałem coś do załatwienia. Minęliśmy Bruce’a. On i Will zmierzyli się pełnym nienawiści spojrzeniem. Czułam strach. Bruce nienawidził mnie i Willa. Nie wiem dlaczego. To zastanawiające. Znałam imiona, rozkład statku, a tak ważny fakt mi umknął… -Co miałeś do załatwienia?- drążyłam temat. -Kocham cię.- pocałował mnie w czoło. –Jeśli ty czujesz do mnie to samo, to zaufaj mi i nie pytaj. Już niedługo. Uwierz mi. -Wierzę ci. I ufam. I zawsze będę.- przytuliłam się do niego. Zadzwonił budzik. Był już ranek. Podniosłam się z łóżka i przeciągnęłam leniwie. „Dziwny sen.” – pomyślałam. Ubrałam się i zaczęłam szykować do wyjazdu. Tego dnia miałam wraz z przyjaciółmi jechać do kina, na „Dzień z Komedią”. Zjadłam śniadanie i czekałam aż samochód Edyty podjedzie pod mój blok. Aby umilić sobie nieco ten czas, rozpamiętywałam sen. Bo był (jak już wspominałam) bardzo realny. Usłyszałam dźwięk klaksonu. Chwyciłam torebkę, a następnie zamknęłam drzwi na klucz. Zbiegłam na dół i pomachałam przyjaciołom na powitanie. -U, aleś rozwaliła rękę…! Coś ty robiła?!- Karol przyglądał się mojemu przedramieniu. -Ja? Nic!- odpowiedziałam i zakryłam skaleczenie rękawem. Podczas jazdy nie mogłam przestać patrzeć na ranę. „To przecież nie możliwe! To był sen! Tylko sen…!”
Wieczorem długo nie