Fantastyka · 8 min czytania
Trudne decyzje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tamtego poranka z mozołem zwlokłem się z łóżka. Na skutek porannego otępienia z na wpół przymkniętymi powiekami zatoczyłem ogromny łuk przez moją sypialnie w stronę okna i wcisnąłem przycisk otwierający żaluzje. Miałem nadzieje, że kojące promienie słońca rozbudzą trochę moje zmysły i dodadzą chociaż odrobinkę optymizmu, który pozwoli mi przetrwać kolejny, ciężki dzień. Niestety szare chmury szczelnie przykrywały całe niebo, a rzadki, ale uporczywy deszcz tworzył tu i ówdzie, jakże nie lubiane przeze mnie kałuże. Zawsze mnie dziwiły takie zachowania – skoro już możemy oddziaływać na pogodę to dlaczego większość ludzi opowiedziało się za złą pogodą. Gdyby wyniki Powszechnych Wyborów zależały wyłącznie ode mnie zawsze świeciłoby słońce. Od razu wiedziałem, że dzień nie będzie należał do szczególnie udanych. Zaparzyłem kawkę i z kubkiem zasiadłem do komputera, aby przejrzeć wyniki wczorajszych wyborów i wziąć udział w Głosowaniu Porannym. Kolejną rzeczą, która z pewnością nie poprawiła mojego samopoczucia, było orzeczenie w sprawie wybudowania parku miejskiego w innym rejonie miasta. Zawsze lubiłem przespacerować do takiego parku i w otoczeniu zieleni podjąć kilka mniej lub bardziej ważnych decyzji na publicznym Terminalu Wyborczym. Dotychczas chodziłem do parku umiejscowionego w centrum, co kosztowało mnie sporo czasu i wysiłku. Miałem nadzieje, że te wybory coś zmienią. Niestety większość należała do Wschodniej Dzielnicy i tam właśnie powstanie nowy park. Wiadomość ta przygnębiła mnie do twego stopnia, że chwilowa straciłem ochotę na podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Fuknąłem na komputer i przemieściłem się do przedpokoju. Gdzieś z wnętrza szafy wygrzebałem wiatrówkę i parasol. Gdy już miałem zakładać buty mój komputer począł wydawać z siebie alarm. Zawsze gdy przed wyjściem zapomniałem podjąć jakiejś decyzji komputer informował mnie o tym krótkim, powtarzanym co piętnaście sekund sygnałem dźwiękowym. Przypominam sobie jeszcze głosowanie na temat częstotliwości powtarzania tego sygnału. Opowiedziałem się chyba wtedy za dwudziestoma sekundami, ale kto by to pamiętał. Wychodząc trzasnąłem drzwiami mocniej niż zazwyczaj. Zręcznie lawirując między kałużami, powoli posuwałem się w stronę knajpy, w której zawsze spożywałem śniadanie. Wybierałem to miejsce, wcale nie z powodu wysokiego standardu i szybkiej obsługi, lecz po prostu dlatego, że była najbliżej. Kątem oka ujrzałem podążający za mną Terminal Wyborczy, który najwyraźniej domagał się kilku decyzji. Już prawie mnie doganiał. Przyśpieszyłem więc kroku, a gdy był już niebezpiecznie blisko począłem biec. Wpadłem do środka lokalu i parasolem zablokowałem obrotowe drzwi. Przez szkło mogłem ujrzeć na wyświetlaczu szereg pytań jakie przygotował dla nas komputer na dzisiaj. Wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał na nie odpowiedzieć, ale postaram się ten proces jak najbardziej odwlec. W knajpie nie było wielkiego ruchu, zresztą tak jak zazwyczaj, aczkolwiek moje ulubione miejsce przy oknie było zajęte. Musiałem więc usiąść na niewygodnym i zawsze za wysokim stołku przy bufecie. Dzisiejszego dnia nie powinienem w ogóle wstawać z łóżka! – Poproszę zestaw śniadaniowy trzydzieści jeden – zawsze zamawiałem ten zestaw. Robot przyjmujący zamówienia bezszelestnie przyfrunął do mnie i swoim metalicznym głosem oznajmił: – Przykro nam, ale zestaw ten został wycofany w myśl orzeczeń wczorajszych wyborów. Nie wiedział pan? Jasne, że nie wiedziałem, przecież nie obejrzałem do końca tych wyników. – Więc poproszę… specjalność zakładu. Po chwili przede mną pojawił się soczysty hamburger z niezliczoną ilością dodatków. Musiał być smaczny, ale z pewnością nie zjem go. Już sobie pomyślałem, że w tym pechowym dniu jak ten inaczej być po prostu nie mogło – jestem przecież wegetarianinem, a…