Dla dzieci · 6 min czytania
Truskawki dla Kasiuni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Truskawki dla Kasiuni Leżały – spokojne, świeże, czerwoniutkie i pachnące. Takie księżniczki, gładkie, mięciutkie jak gąbeczki. - Och, przydałaby się jakaś kołderka, lekka jak puch – powiedziała głośno Kasieńka, która właśnie podeszła do stołu, na którym stał talerz z przyniesionymi z ogrodu truskawkami. Dojrzały już ..., wygrzane na słońcu, dopieszczone muśnięciami nocnego chłodu i wycałowane przez deszczowe kropelki. Kasieńka klasnęła w dłonie. Wpadła na świetny pomysł. Sama zmęczona upałem, opalona i brązowa jak batonik w czekoladzie, postanowiła: - Schłodzę je! – i pobiegła do kuchni. Po chwili wróciła. Małe, zwinne rączki obejmowały słoiczek z białym pyłem. Kasieńka odkręciła wieczko. Nie, nie zapomniała o łyżeczce. Włożyła ją do skarpetki, bo rączki miała przecież zajęte. Słoiczek postawiła na stole, uniosła nóżkę i wyjęła łyżeczkę. Teraz zanurzyła ją w tym białym puchu i..., hojnie obsypała truskawkowe panny. - Pada śnieg, pada śnieg, pada dużo śniegu – zanuciła cichutko. Rzeczywiście, truskawki pokryła biała, lekka kołderka. Poruszyły się. Spodobała im się ta odmiana. - U la, la! – odezwała się jedna z nich. – Ale mam sukienkę... . Czy to balowa? - Balowa, wizytowa, taka „trendy” i „na topie”. Jak sobie chcesz – odpowiedziała jej sąsiadka, lekko krzywiąc zielony ogonek, otoczony zgrabnymi listeczkami. – O, jak trochę się poruszysz, będzie jeszcze lepiej – cała, caluteńka, równomiernie odziana w koronkową biel! – rozmarzyła się i już, już miała zatańczyć, gdy ktoś obok, ktoś niewielkich rozmiarów, ale mocno czerwony zawołał: - A mnie się nie podoba! Wolę moją czerwoną sukienkę – ostro, zdecydowanie czerwoną! Rozumiecie? Była to najmniejsza ze wszystkich truskaweczka. Słodziutka i przy tym zadziorna, uparta i hałaśliwa. Nie podobał jej się nowy strój. - Cukier puder – krzyczała – zwykły cukier puder! Za słodki, za lepki, zbyt biały! I zaczęła się kręcić, wiercić, potrącać leżące obok owoce. - Aj, aj! Nie rozpychaj się tak! Jeśli nie potrafisz zachować się jak normalna truskawka, to idź sobie do poziomek! Tam takie zachowanie nikogo nie dziwi! – skarciła ją duża, nieco już zbyt miękka sąsiadka. - A czegóż ty chcesz od poziomek? Już ja tam je wolę od czereśni, zarozumiałych choć robaczywych... – zauważył jakiś cieniutki głosik z prawej strony. - Cicho już! Proszę o spokój – rozległ się karcący, stanowczy głos największej, intensywnie czerwonej truskawki. Wyraźnie czuła się tu najważniejsza i inne owoce słuchały jej w milczeniu. Delikatnie strzepnęła nadmiar cukru pudru, zmarszczyła skórkę i kontynuowała: - Jeśli komuś się nie podoba, może odejść! Ale nie radzę, o nie... . Świat nie jest przyjazny dla