Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Trylogia Czarnego Maga - opinia o.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ostatnio, korzystając z wielkiego popytu na wszelkiego typu fantastykę rzesze pisarzy produkuje liczne bestsellery, które idąc na fali, osiągają, co tu dużo mówić, niezasłużoną popularność. Jako wielki fan tego gatunku patrzę na to z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony większe zainteresowanie zawsze przekłada się na rozwój. Więcej zdolnych autorów się tym zajmuje zachęconych większym gronem odbiorców. Sama fantastyka zaś traci powoli, ale nieubłaganie status niepoważnych bajeczek dla dużych dzieci. Z drugiej strony poziom staje się momentami żenujący upodlając fantastykę podobnie jak niedawno upodlono horrory. Patrząc zaś na to wszystko od strony czytelnika, powstaje ogrom nowych tytułów, które gładko można podzielić pomiędzy chłam i arcydzieło. Tak to już jest, że łatwiej nam oceniać w kategoriach czerni i bieli niż szarości, ale tym razem ma to niejako swoje uzasadnienie. Powieści średnich jest mało, więc nawet jeśli się jakaś pojawia to ląduje w jednym z działów na zasadzie arbitralnego wyboru. Kolejną rzeczą dość charakterystyczną do współczesnego nurtu jest chęć szokowania, a przynajmniej sprawianiu wrażenia kontrowersyjnego. Samo użycie słowa kontrowersyjny sprawia, że łatwiej coś sprzedać – cóż takie czasy. Zresztą samo w sobie nie jest to złe. Kontrowersyjny znaczy przecież między innymi rzucający nowe spojrzenie na stare tematy. Inna sprawa, że często uzyskuje się ową kontrowersyjność poprzez apoteozę przemocy, seksu lub zepsucia. Ewentualnie przez skrajne stanowisko w sprawach religii, etyki, poglądów i polityki.

I w taki składny układ wpada „Trylogia Czarnego Maga” (TCM) Trudi Canavan lądując równo po środku. Ma w sobie wszystko o czym pisałem powyżej. I tak: ogólnie jest to historia przyjemna, logiczna i prostolinijna umieszczona w ciekawym, oryginalnym świecie. Świat może jest nadmiernie uproszczony i pustawy, postacie mają psychikę ośmiolatka a liczba wątków jest aż podejrzanie niska przy tylu bohaterach prowadzących wzajemne interakcje. Można to jednak jakoś przeżyć, bo w końcu taki „Władca Pierścieni”(WP) też taki jest i to na całej linii. Głównym zarzutem jest jednak fakt, że każda z postaci przez cały czas robi właściwie to samo. Rozumiem, że to zabieg artystyczny umożliwiający skupienie się na jednym ważnym, z punktu widzenia autorki, obszarze w którym działa postać. Jednak przy takiej objętości sugeruje raczej brak pomysłów i skłonność do nadmiernych powtórzeń. Główna bohaterka (GB), na przykład, przez cały pierwszy tom ucieka przed magami a przez cały drugi stara się uniknąć szkolnych dręczycieli. Sama zaś jest dziwnie monotematyczna: uczy i ucieka. Trzeba przyznać, że topornie to wychodzi w kategorii całej trylogii liczącej bez mała tysiąc stron. Choć, trzeba to autorce przyznać, w skali, powiedzmy, rozdziału jest to przekonywujące. I właśnie z tego powodu mam chyba największy żal do pani Canavan. Bo widać, że potrafi wiarygodnie pokazać postać, określić jej motywy i zachowania, a także poglądy. Dlaczego zatem tego nie robi poprzestając na rysach, trudno powiedzieć. Jedyną ważniejszą postacią mającą głębię i swoje tajemnice jest tytułowy Czarny Mag (CM). Jednak nie wnosi to dużo odświeżenia do fabuły bo początkowo jest tylko postacią epizodyczną, zawsze obecną ale epizodyczną, a później wszystko w jednym momencie staje się znowu jasne i płytkie jak wysychając w słoneczny dzień kałuża. Rolę słońca odgrywa tu nagły przyrost akcji, widowiskowe pojedynki magów i rodzące

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%