Komedia · 41 min czytania
trywialna opowieść
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Życie czasem przynosi zmiany tak zaskakujące jak rozstanie Britney Spears z mężem (hmm zły przykład to akurat było do przewidzenia).Są zdarzenia które mogą pociągnąć człowieka na skraj załamania nerwowego. Są sytuacje które sprawiają że wydaje ci się że nic już nie ma sensu. Wszystko co wydawało ci się ważne, co kochałeś i w co wierzyłeś obraca się w pył na twoich oczach. To wszystko może doprowadzić cię na samo dno... nie zapominajmy jednak że ta historia ma mieć optymistyczny wymiar, więc to wszystko o czym była mowa wyżej może okazać się też przełomem. Nic przecież nie dzieje się bez przyczyny, nic nie jest bezcelowe bo wszystko dokądś zmierza a my razem z tym. Ktoś bardzo mądry ( niejaki Forest Gump- filozof i myśliciel) powiedział kiedyś że „ życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo co ci się trafi”, a ja tylko dodam że od nas tylko zależy co z tym zrobimy.
Aby to wszystko o czym mówię miało jakieś ręce i nogi, żeby nie było tylko czczym gadaniem chciałabym za przykład przytoczyć pewne dzieje, dwóch niewiast już nie dziewczyn ale jeszcze nie kobiet (albo na odwrót) którym udało się przezwyciężyć własne słabości i odnaleźć siebie( no prawie ale są na dobrej drodze, grunt to mieć plan i cel i dążyć do niego).
Zacznijmy więc od początku, a na początku była Bożena. Bożena miała 19 lat i zawsze marzyła o śpiewaniu ale nie miała warunków aby rozwijać swoją pasję. Oprócz tego że po prostu nie umiała śpiewać, to kiepsko tańczyła i miała odrosty( choć nie wiem co to ma wspólnego z resztą). Bożena od kiedy skończyła 14 lat obierała ziemniaki w knajpie swojego ojca. Robiła to po lekcjach dzień w dzień przez cztery lata liceum, śpiewając przy tym wielkie szlagiery zespołu „Happyfriend” aby umilić sobie czas katorżniczej pracy. Kiedy miała tylko chwilę wolnego wieczorami włączała swój mały telewizor marki KGB- Orion, i oglądała teledyski 2paca na stacji vivat Polska. 2pac był dla niej zawsze wielkim mistrzem muzyki i absolutnym idolem. Kiedy po maturze rodzice zawyrokowali że Bożena pójdzie na studia histeryczne, myślała że jej marzenia zostały pogrzebane bezpowrotnie. Ostatnie wakacje przed studiami Bożena spędziła jak zawsze obierając ziemniaki w knajpie ojca od rana do wieczora. Któregoś czerwcowego gorącego popołudnia kiedy jak zwykle obierała 28 kilogram ziemniaków na frytki i podśpiewywała sobie przy tym swój ulubiony przebój pt. ”Jak się masz kochanie”. Stało się coś nieoczekiwanego, coś co na zawsze miało odmienić jej życie albowiem ktoś wszedł do kuchni. Bożena podniosła wzrok i pierwsze co zobaczyła to złote buty marki Nike Fly, następnie skórzane opięte spodnie i srebrną koszulę z cekinami. – oho to musi być ktoś ważny- pomyślała Bożena .
I w tej samej chwili ujrzała szereg bielutkich jak śnieg koronek, lśniących w promiennym uśmiechu tajemniczego jegomościa - hello, maleńka, do you know who I m ? – zapytał zdejmując kowbojski kapelusz. - yyy no- odpowiedziała nieśmiało. - No co ty babe – powiedział zaskoczony ów jegomość- to ja Heniek z zespołu „happyfriend”, śpiewałaś naszą piosenkę i byłem ciekaw jak wyglądasz. - Pan Heniek z zespołu „happyfriend” nie wierze to naprawdę pan!!- wykrzyknęła Bożena zrywając się ze swego pracowniczego taboretu. - Słuchaj honey śpiewasz tak sobie ale masz fajne cycki, a z tymi odrostami to coś się zrobi- zastanowił się pan Heniek- chodzi o to że potrzebujemy osoby do naszego chórku, wiesz nikt nie chce śpiewać z nami wszyscy twierdzą że to obciach a ty?- zapytał - Ja was uwielbiam- odpowiedziała Bożena z rozbrajającą szczerością. - No to fine. To co chcesz czy nie?- zaproponował pan Heniek - Nie – zająknęła się Bożena - Nie to nie- oburzył się sławny wokalista - Znaczy się nie śmiałam o tym nawet za marzyć- poprawiła się Bożena. - No to ja właśnie spełniam twój dream sugar- rzucił pan Heniek- pakuj malutka manatki i let’s go do raju bo szkoda czasu. Jak to na wsiach mówią komu w drogę temu w czas, czy jakoś tak.- i podrapał się po głowie. - O matko i córko- zaświergotała Bożena i poleciała na zaplecze restauracji aby spakować swoją walizeczkę - Danusiu skarbeńku, znalazłem frajerkę do naszej kapeli- wrzasnął pan Heniek wychodząc z kuchni. Bożena dziękowała Bogu za tego wspaniałego pana Heńka który niczym anioł zstąpił hmm. nie wiadomo skąd i podarował jej gwiazdkę z nieba, albo i lepiej taką małą wygraną w black jacka. Zanim opuściła próg tatusiowej knajpy ze znanym piosenkarzem i jego pękatą żonką Danuśka, zanim zamknęła za sobą drzwi i wpakowała się do mini vana opieczętowanego ogromnym logo „Heniek& Danusia zespół happyfriend”, obejrzała się za siebie na kuchnie gdzie przez jej ręce przeszło kilka ton ziemniaków i powiedziała cicho- ja tu jeszcze kiedyś wrócę, ale ja będę wtedy ważna, oj będę- i nieśmiało po raz pierwszy wydęła wargi w geście ważności.
Marzena całe dzieciństwo spędziła na gospodarstwie ojca, gdzie od najmłodszych lat sadziła ziemniaki. Jej ojciec niejaki Wac był ziemniaczanym królem znanym na całą okolicę. Marzena nie znała linearnego pojęcia czasu, nie umiała sobie go nawet wyobrazić. Czas pojmowała tylko cyklicznie. Wraz z nadejściem wiosny zaczynał się dla niej czas pielenia 20 hektarowego pola ziemniaków, w tym okresie chudła około 12 kilogramów. Latem nadchodził czas zbierania stonki którą jak to Wac mawiał „złośliwi amerykanie zrzucali na polski urodzaj”. Marzena zawsze marzyła że dorwie kiedyś tych parszywych amerykanów, przez których musiała całe wakacje zbierać stonkę, nigdy jednak nie udało jej się żadnego ująć. Najgorszy czas nadchodził jesienią, kiedy zaczynały się wykopki. Kiedy Wac siedział w domu zalewając się wódką i tęskniąc za czasami kiedy dobre władze przysyłały mu ochotników prężnie zabierających się do pracy w czynie społecznym, Marzena w pocie czoła gołymi dłońmi wyrywała znienawidzone ziemniaki. Kiedy nadchodziła zima mogła nadrabiać zaległości w szkole. Wacowi marzyło się że jego mała Marzenka pójdzie na studia rolnicze i przejmie interes, ta jednakże od dawna pragnęła czegoś innego. Nocami śniła że jest gwiazdą filmu, a jej bohaterki piękne femme fatale są obiektami westchnień milionów mężczyzn na ziemi.
Mijały lata Marzena skończyła liceum, a w jej życiu nic się nie zmieniało. Jej świat ciągle kręcił się wokół ziemniaków. Kolejne wakacje spędzała w polu, i tak któregoś dnia biegając w ferworze po hektarach Waca nie zauważyła że ze swym słoiczkiem pełnym stonek wylądowała na łące gdzie właśnie kręcili 2222 odcinek Serialu „ czułości and kłamstwa” Znamienity reżyser Andrew. Z. Był pod wrażeniem naturalności młodej dziewczyny ze wsi, i zauroczony postanowił wziąć ją... pod swe opiekuńcze skrzydła. Marzena tak jak stała poszła z ekipą w siną dal bez wiedzy zaborczego Waca. Oto miało szanse ziścić się jej marzenie.
Część 22 / 2
Bożena zamieszkała w posiadłości „happyfriend” gdzie otoczona służbą przechodziła gruntowną przemianę wizerunku tzn. farbowano jej odrosty i pielono brwi. Pani Danusia miała małego bzika na punkcie tipsów dlatego osobiście odmalowała i wypiłowała 10 sztuk dla swojej nowej pupilki Bożenki. Cera Bożeny umyta została najsłynniejszą wodą „la pelrier” i wszystkie pryszcze znikły jak ręką odjął. Po dwutygodniowej odnowie Bożena pozbyła się ziemistej cery której nabawiła się podczas tych wszystkich lat spędzonych w obieraczu. Wyglądała olśniewająco a zaufany stylista Danuśki zaproponował Bożence nowy image na który ta bez wahania się zgodziła. I o to w pełnej krasie narodziła się nowa gwiazda w chórku zespołu „happyfriend”, w swoim lateksowym złotym stroju i butach na platformie, włosach a’la Jesica Simpson miała zacząć robić karierę o jakiej nigdy nawet nie odważyła się za marzyć. Pan Heniek nauczył Bożenę jak poruszać ustami w rytm muzyki z playbacku, i jak reagować kiedy zaczną lecieć jajka i pomidory. Bożena zaczęła intensywnie przygotowywać się do pierwszego publicznego występu. Wiele tygodni trwało zanim opanowała drżenie ciała i nerwowy ścisk w gardle. Pomógł jej w tym wszystkim cudowny środek Nervosol i drugi cudowny specyfik czyli Pavulon. Hmm nie jestem do końca pewna w czym ten drugi jej pomagał, nieważne w każdym razie, kiedy Bożena została sama w chórku bo pozostałe dziewczyny zginęły w niewyjaśniony sposób, poczuła się pewniej. Danka i Heniek planowali tournee po wszystkich stanach Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie mieli zagrać serię koncertów w domach starców, co miało ich uczynić gwiazdami wielkiego formatu, a Bożenka świeża krew w zespole miała im w tym pomóc. Dziewczyna do końca nie wiedziała jaką tak naprawdę rolę w kapeli wymyślili Dla niej członkowie „happyfriend”. Kiedy sobotniego popołudnia wsiadała do samolotu tanich linii lotniczych „wizawir”, nie mogła przeczuwać tego co miało się wkrótce wydarzyć, albowiem była tak podekscytowana tym co się jej przytrafiło, nie dostrzegała oczywistych sygnałów które miały świadczyć o tym że Heniek z Danusią nie mieli do końca uczciwych zamiarów względem tej niewinnej dziewiczej istoty. Marzena w domu mistrza Andrew, czuła się bardzo szczęśliwa. Wielki reżyser krok po kroku pokazywał jej czym jest aktorstwo, i powoli zapoznawał ją z tajnikami kunsztu tego zawodu. Marzena uwielbiała się rozbierać i przechodzić nago przed oczami mistrza który był wtedy w siódmym niebie, i choć była nieśmiała z natury to przed kamerami czuła się jak ryba w wodzie. Uwielbiała odgrywać przed Andrew role tak frywolne jakie w prawdziwym życiu wydały by się jej nie do przyjęcia. Jej twarz często nabierała rumieńców na myśl o tym co przed momentem wyprawiała. Bez wątpienia odkryła swoje powołanie. Kiedy przygotowywała jakiś monodram zapominała o całym świecie zatracając się w tym co kochała bez końca. Jej ulubioną postacią była postać lady Chaterley którą opanowała do perfekcji, czasem nawet zapominała że to tylko gra i dniami i nocami nie wychodziła ze swojej roli (ku uciesze mistrza). Mistrz kiedy uznał że Marzena jest już całkowitą perfekcjonistką, postanowił nie czekać dłużej tylko wziąć swoją pojętną młodą studentkę... i poddać ją próbie generalnej. Miała ona stać się bohaterką jego nowego filmu który planował nakręcić w Hollywood. To była wielka rzecz, gdyż mistrz nad swym dziełem pracował latami, było to dzieło jego życia, pochłonęło cały jego umysł i serce tak mocno że nawet przeoczył chwilę kiedy jego ukochana Małgorzata kilka lat wcześniej odeszła „w blasku pierwszych promieni poranka przez omszały kamienny mostek” bez Niego. Co do Marzeny mistrz miał mieszane uczucia, z jednej strony wydawało mu się ze obudziła w nim pożądanie które jednak nie odeszło razem z dawną ukochaną jak długo sądził mistrz, z drugiej jednak strony ta niewinna istota budziła w nim ojcowskie uczucia, bał się że jakiś mężczyzna mógłby się do niej zbliżyć i zabrać mu ją na zawsze. Kiedy ją ujrzał po raz pierwszy był pewien że na pytanie- jak masz na imię- usłyszy odpowiedź –Lolita. Imię Marzena wydawało mu się zupełnie bez gustu, cóż jednak kiedy Marzena była do hmm. Marzeny przywiązana. Marzena dowiedziawszy się o wyjeździe do USA nie była szczęśliwa, nie wiedzieć czemu zawsze czuła niechęć do tego kraju. W ostatecznym rozrachunku doszła jednak do wniosku że, musi tam pojechać i musi dokonać zemsty na amerykańskim narodzie za stonki które były przekleństwem jej dzieciństwa i młodości. pomysł przyszedł jej do głowy prawie zaraz po starcie samolotu tanich linii „wizawir” którymi odleciała w pewne sobotnie popołudnie.
Bożena w samolocie aby się od stresować ( strasznie się bała lotów, choć nigdy nie leciała, ale zdążyła obejrzeć w telewizji całą serię „Oszukać przeznaczenie” i to wystarczyło) zjadła dwustugramowego Św. Mikołaja o wątpliwym pochodzeniu czekolado podobnym, i całą drogę nuciła pod nosem słowa ukochanej francuskiej piosenki Je t'aime... moi non plus. A zespół „happyfriend” wtórował jej w refrenie - Je t'aime, uuuuu Je t'aime Tymczasem trzy rzędy dalej, tą samą piosenkę nucili z podziałem na rolę Marzena i mistrz. Mistrz śpiewał- Je vais et je viens, entre tes reins ("Wchodzę i wychodzę, między twoje uda") patrząc czule w oczy swej niedoszłej Lolicie, a ona mu odpowiadała- Tu es la vague, moi l'île nue" ("Jesteś falą, a ja nagą wyspą"). I tak płynęli w przestworza w to co nieznane, Bożena i Marzena, i ludzie którzy pomogli wejść tej parze na tor zdarzeń który odmienić miał później bieg historii... ich historii a także historii świata .
Kiedy dobijali do brzegu ( taka przenośnia) , czyli kiedy wylądowali na lotnisku J.F.K wszyscy pobiegli do wyjścia, nie wiadomo czy to z radości że są już w końcu na upragnionej amerykańskiej ziemi czy też może dlatego że Że jakiś mężczyzna zostawił walizkę na pokładzie samolotu zanim otworzył małe okienko i wyskoczył krzycząc – Allach akbar !! W każdym razie nie wszystkim udało się szczęśliwie opuścić pokład, część pasażerów zginęła w płomieniach. Nie, to nie wybuch walizeczki przesądził o ich losie, sami o nim zadecydowali. kilkunastu pasażerów członków sekty scjentologicznej Po telefonie od jakiegoś bardzo znanego Toma (chyba tego z kreskówki tom& jerry), postanowiło dokonać zbiorowego samobójstwa. Ów Tom miał im przekazać straszną nowinę, albowiem rzecz w którą do tej pory nie wierzyli okazała się prawdą mianowicie odkryto że depresja poporodowa naprawdę istnieję. Tego wielu wyznawców scjentologii nie mogło przeżyć i w akcie desperacji dokonali samo spalenia( podpalili sobie nawzajem włosy). Naszym bohaterom udało się na szczęście w porę zbiec z samolotu, niestety to był dopiero początek katastrofy, albowiem kiedy już powoli oddalali się od maszyny, ze środka Boeinga wyskoczyła jedna z samobójczyń( prawdopodobnie rozmyśliła się i jednak nie chciała umierać) w szale i krzyku próbowała powiedzieć ludziom aby ugasili czymś jej płonące włosy, krzycząc tak i wymachując wszystkimi kończynami potknęła się o tajemniczą walizeczkę, tajemniczego pasażera który wcześniej wyskoczył przez okno, walizeczka poturlała się po schodkach i wpadła prosto na mistrza Andrew. Andrew leżał przerażony na ziemi podczas gdy na jego brzuchu spoczęła owa walizeczka, wszyscy obecni zdębieli i zaczęli uciekać krzycząc- uwaga!, zaraz wybuchnie!, czeka nas śmierć! Jestem gejem. Głosowałem na Kaczyńskiego! Jedynymi osobami które popędziły mu na ratunek był zespół „happyfriend”. Kiedy pochylili się nad Andrew, walizka otworzyła się z hukiem... w tej samej chwili serce Andrew nie wytrzymało napięcia i ze strachu stanęło. Z walizki wyskoczyła małpka z granatem w ręku( muszę przyznać sprytni ci Arabowie), i poczęła nim machać, nie minęła minuta jak małpka skoczyła na Danusię, spojrzała jej w oczy zaśmiała się i zadowolona wcisnęła jej owy granat w ogromny biustonosz. - pomóż mi Heniek- wrzeszczała- zrób coś Heniek- patrzyła rozpaczliwie na męża.. Heniek skoczył do żony przytrzymał jej ręce jedną dłonią a drugą włożył jej w dekolt. Próbując uchwycić niebezpieczny przedmiot, błądził palcami po zakamarkach jej kształtnego biustu, o których zdążył już zapomnieć, po kilkuletniej seksualnej wstrzemięźliwości która była wynikiem jego kryzysu wieku średniego. Na usta Danusi wkradł się błogi uśmiech zadowolenia. Heniek w tym samym momencie poczuł ze znów mógłby być w pełni mężem dla swojej żony. Spojrzeli na siebie tak jak już od dawna na siebie nie patrzeli i...niestety w tym samym momencie zawleczka wysunęła się lekko z granatu ( wadliwy sprzęt jeszcze z ZSRR). Nie było już ani Andrew, ani zespołu „happyfriend”. Dziewczyny stały obok siebie obserwując całe zajście przez szklaną ścianę pomieszczenia gdzie odbywała się odprawa paszportowa. Zostały same w obcym kraju setki tysięcy mil od ojczyzny gdzie nikt ich nie znał, a teraz i one nikogo nie znały. Marzena poczuła ogromną pustkę a łzy napłynęły jej do oczu. - chcesz chusteczkę?- zaproponowała Bożena Marzena nie oglądając się w jej stronę skinęła głową. Bożena wyjęła z rękawa miękką jak aksamit chusteczkę marki „velvets”, i podała ją dziewczynie. Marzena wzięła chusteczkę - dziękuję- wymamrotała zalana łzami - masz ładne buty- zwróciła uwagę. - dzięki, też mi się podobają- odpowiedziała z zadowoleniem Bożena, po czym wzruszyła ramionami, odwróciła się i odeszła przed siebie. - Życie- pomyślała Marzena po czym ruszyła przed siebie uderzając głową w szybę. Bożena nie wiedziała gdzie iść i co ze sobą zrobić, uznała więc że wsiądzie do taksówki pojedzie do centrum handlowego zrobi zakupy i potem się zastanowi co dalej, jak uznała tak zrobiła. Po zakupach u Mucci Prady i Tiffaniego udała się na obiad do eleganckiej knajpy niejakiego McDonalda. Teraz mogła się zastanawiać co dalej ze sobą zrobić. Wszystkie rzeczy jakie miała ze sobą ona i zespół poszły z dymem, przy sobie miała tylko plik banknotów od pana Henia, dokumenty, błyszczyk, dwie prezerwatywy i ...tajemnicza płyta cd? To ją zastanowiło, nie przypominała sobie bowiem ażeby kiedykolwiek wkładała do torby płytę. Musiała to zrobić Danuśka. Bożena szybko skoczyła do sklepu muzycznego aby przesłuchać płytę, nagranie które odsłuchała zmroziło jej krew w żyłach ( w przenośni). Była to umowa transakcji miedzy zespołem „Happyfriend” a niejakim don Ricardo mafiosem z Polski, którego wpływy sięgały wszędzie nawet za ocean. Bożena miała być piosenkarką owszem, bardzo luksusową dodam tylko ze miała dawać koncerty nago w łóżku bogatych starszych panów. Co bardziej ją poruszyła to że miała być naga? Czy w łóżku? A może dla starszych panów? Nic z tych rzeczy. – mam śpiewać na żywo?- wykrzyknęła nagle sama do siebie- tego w umowie nie było, miał być playback. czy ci idioci nie wiedzieli że nie umiem śpiewać. Bożena rzuciła płytą o ziemię a ta rozbiła się w drobny mak. - sama sobie będę panią, nikt mi już nie powie co mam robić bo ja jestem ważna ja! Ja! Ja! Ja! ja! – Bożena szła przed siebie powtarzając te słowa w myślach.
Marzena po uderzeniu w szybę trafiła do nowojorskiego szpitala, kiedy się ocknęła zaczęła majaczyć - mistrzu, mistrzu czy jesteśmy już w Hollywood ? - proszę pani- usłyszała nad sobą głos, i jak przez mgłę zobaczyła szczupłą postać nachylającą się nad nią - - czy pani mnie słyszy?- ów postać mówiła do niej dalej. - Jest pani w Nowym Yorku w szpitalu stanowym, a ja nazywam się Doug Ross- Marzena poczuła ciepłą dłoń na swoim... policzku. - w pani rzeczach znaleźliśmy list zaadresowany do cytuję „ Mojej małej Lolitki” - to mój mistrz tak do mnie zawsze mówił- wzruszyła się Marzena- czy mógłby pan przeczytać co napisał? - Oczywiście- lekarz otworzył kopertę i zaczął czytać- moja mała lolitko, muszę ci wyznać prawdę i z góry przepraszam że robię to tak późno. Wiesz moja kochana że pracowałem nad moim wielkim dziełem, które w końcu zostanie zrealizowane. Wiem że obiecałem ci że to ty zagrasz główną bohaterkę tej historii, niestety jednak słowa nie dotrzymam, gdyż ceną jaką przyszło mi zapłacić za realizację tego przedsięwzięcia jest to aby główną postać zagrała Angie Dżolia . Wiem kochana że łamię ci tym serce, ale muszę tak postąpić, tego ode mnie oczekują. Napisze jeszcze dla ciebie wielką rolę moja droga napisze.... - oszukał mnie- Marzenie napłynęły łzy do oczu- przygotowywałam się do tej roli tygodniami, pozwolił mi wierzyć że to rola dla mnie, złamał mi serce- płakała Marzena - siostro chusteczki- krzyknął Doug i otarł łzy pierwszej od dawna kobiecie która poruszyła jego lodowate serce donżuana. - Ale, ale... tu jest jeszcze jakiś kluczyk- powiedział doktor z zaciekawieniem odwracając do góry nogami kopertę. - pokaż!- Marzena w jednej chwili otrzeźwiała rzucając się na doktora( hę dobre) i biorąc klucz do ręki przypomniała sobie słowa mistrza „ dobrze że scenariusz schowałem w świetnym miejscu”. Tak Marzena już wiedziała do czego służył ten klucz, i jakie możliwości przed nią otwierał. – jeszcze wam pokaże kto tu jest naprawdę ważny- pomyślała- znajdę scenariusz i sama nakręcę ten film.
Bożena, chodziła od baru do baru, od sklepu do sklepu pytając się o pracę – wszędzie słyszała -jesteś za ładna znajdź sobie pracę jako modelka, jesteś za mądra znajdź sobie pracę w radzie nadzorczej nowojorskiego banku. Bożena była u kresu, do tego kończyły się jej pieniądze, ale wiedziała jedno nigdy nie wróci do kraju z niczym. Postanowiła zaryzykować i zapytać się o pracę w kolejnym barze- ten będzie ostatni – powiedziała sobie w myślach. Za barem stała wielka ruda baba Bożena w pierwszym odruchu chciała zawrócić i wyjść. Znała doskonale opinię jaka krążyła o rudych ludziach w jej rodzinnej miejscowości, wszyscy mówili że są fałszywi i obłudni i że zawsze oszukają nawet jeśli nie chcą, bo mają to we krwi -