Psychologia · 4 min czytania
TRZASK
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TRZASK. Miliard kawałków. Każdy poleciał w inną stronę. Barwna mozaika, rozpłaszczona na marmurowej posadzce. Przez chwile bała się, że białka Angeliki wyleją się nagle z ogłupienia. Razem z nimi pocieknie ciurkiem błękit jej oczu. Otrzepała się z tak chorobliwej myśli i otworzyła szeroko spierzchnięte od mrozu usta. Widziała kontem oka jak Oleńka wyciska sok ze skórki pomarańczy i aż się zdziwiła. Pomyślała odruchowo: „Angelika powiedziałaby: oko nie ma kątów!!”. Jednak ona nadal wytrzeszczała swe delikatne gałki oczne i przybrała pozę oszołomienia. Wiedziała, że aby dać upust wyjaśnieniom musi odczekać długą chwilę. Mimo wszystko nie spodziewała się takiej reakcji. Czarne źrenice, otoczone błękitną otoczką, zaczęły produkować bezbarwny płyn. Pierwsza łza trafiła bezczelnie na jeden z odłamków kubka. - O Boże – szepnęła, a Oleńka ryknęła, pięknym, dziecięcym śmiechem. Po policzku Angeliki spłynęła czarno-brązowa maź – wynik wodoodpornego tuszu. - Angeliko. Ja cię bardzo przepraszam. Nie wiem jak to się stało – naprawdę nie miała pojęcia. Być może to te wiecznie trzęsące się, kościste ręce. Może siła sugestii?... Przecież, od kiedy tylko przeszła wymuskany próg tego domu, gdy zobaczyła Angelikę o idealnym spojrzeniu i równie idealnym wyglądzie, znienawidziła wszystko. Teraz żałowała. Czarne łzy kapały na podłogę. Nieskazitelny makijaż groteskowo wyglądał na wykrzywionej od płaczu twarzy. Szminka przybladła. Angela siorbała malutkim noskiem, i ocierała resztki tuszu gładką ręką. - Ja wiem, ja wiem – powtarzała tragicznym głosem. Obydwie z Oleńką osłupiały, spoglądając na swoją dotychczasową dręczycielkę. Objęła ją nieporadnie. Angelika wpadła w spazmy. - Przepraszam! Ja przecież nie zrobiłam tego specjalnie! Na pewno znajdziesz taki drugi... –