Psychologia · 6 min czytania
Trzeba się obudzić
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z ogromnym trudem podniósł się i poczłapał do łazienki. Woda kapała przeraźliwie głośno. - Trzeba się obudzić... - rzekł smętnie sam do siebie młody mężczyzna. Bez większego zaangażowania wykonał czynności określone przez naukowców mianem porannej toalety i przeniósł karton swej egzystencji zwany potocznie ciałem do kuchni. Tam po jego granatowej piżamie spłynęła poranna kawa, która nie chciała trafić z przeźroczystego dzbanka do kubka w serduszka. Jego oczy nie wyrażały zainteresowania tą sytuacją, ale usta wykrzywiły się w beznamiętnym grymasie. Wstał od stołu i podszedł do okna. Na ulicy szalała szaruga. Szare, asfaltowe oblicze miasta czyścił poranny deszcz. Ciemne niebo, zsyłające potężne krople wody, ani myślało się rozwiać. Tajemnicze siły przyrody, okrywające ciągłym kołem życia całą planetę, działały także i w Polsce. Mężczyzna odszedł od okna. Miał dość widoku wodnych kropel, które tak bardzo przypominały łzy. Nie miał, co ze sobą zrobić. Nie chciał myśleć o przyszłości, rozpamiętywać przeszłości, ani żyć teraźniejszością. Najchętniej wróciłby do ciepłego łóżka i położył się spać. Jednak tego też mu się nie chciało. Bezrozumnie usiadł przy biurku i zaczął pisać list do matki. Nakreślił jedynie kilka zdań. Potem zgniótł kartkę i wyrzucił za siebie. Za oknem uderzył grzmot. Gromowładny po raz kolejny zsyła mi znak? - pomyślał. Wstał od biurka i podniósł zmiętą kartkę papieru. Jeszcze raz przeczytał krótkie słowa pożegnania i przeprosin. Nie spodobało mu się. Wcale nie chciał odchodzić, ale nie mógł postąpić inaczej. - Trzeba się obudzić. - szepnął cicho, ale pewnie. Wstał. Nie zdecydował się iść. Usiadł ponownie. Kolejna błyskawica przeszyła niebo nad miastem. Zaczął pisać od nowa. Nie mógł jakoś nigdzie bez tego wyjść. "Witam cię, kochana mamo. Jeśli czytasz ten list to pewnie wiesz już, co się stało. Może postaram się przynajmniej wytłumaczyć, dlaczego stało się to, co się stało. A może jednak nic się nie stało. Ale o tym pozwól, że zdecyduję ja. Wszystko zaczęło się pewnego zimowego wieczoru. Jak, co tydzień, w sobotę razem z Mirkiem i Radkiem poszedłem na dyskotekę. Tym razem miało być jednak inaczej niż zwykle. Wszyscy przed wyjściem zaopatrzyliśmy się w tabletki. Nie były to byle jakie tabletki, bo zawierały w sobie [składnik, który zawiera w sobie tabletka gwałtu]. Lekarz ci wytłumaczy. Wszyscy, oczywiście, wykorzystaliśmy okazję i po godzinie, wraz z najlepszym towarem jaki był na imprezie, wyszliśmy do parku. Ustawiliśmy się w około dwudziestometrowych odstępach i zaczęliśmy. Oczywiście nie zapomnieliśmy o zabezpieczeniach, nie chcieliśmy przecież złapać jakiegoś syfa. Po udanym stosunku, jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do domów. Tak, czy inaczej po tym wydarzeniu złapało mnie ogromne poczucie winy. Przecież razem z Mariolką mieliśmy takie wielkie plany. Oczywiście nic jej nie powiedziałem, ale ona sama, z mojego zachowania,…