Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 27 min czytania

Trzeci czynnik część IX

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Rozdział IX – Bestia z głębin{/b}

Minął tydzień od tragicznych wydarzeń nad jeziorem węgorzy. Zbiornik został otoczony kordonem pilnujących go strażników przyrody, oficjalnie policja wprowadziła tam zakaz wchodzenia do czasu zakończenia śledztwa w sprawie śmierci dwójki strażników. Wszyscy jednak przeczuwali że w woda może kryć jakąś mroczną tajemnicę. Ktoś przypadkowo wygadał się, powodując iż w ten niedzielny poranek, wokół zaroiło się od nawiedzonych ufologów i kryptozoologów, szukających ’’sensacyjnych odkryć’’. Mimo pilnego nadzoru, komisarz zdawał sobie sprawę z tego że nie będzie w stanie zamknąć jeziora na wieczność, i że prędzej czy później zmuszony będzie znieść zakaz. Teraz liczył się czas. Badania jeziora ograniczały jednak środki, a raczej ich brak. Policja otrzymała wprawdzie od profesora sonar do badania dna jeziora, nie było jednak możności wykorzystania go bez wypłynięcia nad jezioro, które groziło atakiem któregoś z Anomalocarisów. Mogliby wykorzystać śmigłowiec, ten jednak, po ostatniej akcji dostał poważnej awarii małego śmigła. W tej sytuacji, nie byli wstanie zrobić absolutnie nic. Oni. Ktoś bowiem postanowił przyjrzeć się sytuacji nad jeziorem z bardzo bliska. Świadczył o tym niewielki helikopter, który zaczął dość nisko krążyć nad jeziorem, powodując nie lada zamieszanie. Komisarz natychmiast rozkazał skontaktować się z pilotem i sprowadzić go szybko na ziemię. Coś jednak poważnie utrudniało jakąkolwiek łączność. Sam śmigłowiec również zaczął dziwnie się zachowywać. Pilot powoli zaczął tracić nad nim panowanie, dwóch ludzi, będących po za nim na pokładzie również nie mogło nic zrobić, no może poza wymiotowaniem do jeziora z powodu nadmiernego kołysania się maszyny w powietrzu. Oddając się nieprzyjemnemu zajęciu, jeden z nich dostrzegł coś niezwykłego w wodzie. Natychmiast podbiegł do pilota by o tym zakomunikować. - Tam, w wodzie…, potwór, z długą szyją… Ten jednak w ogóle nie zwrócił na niego uwagi, zajęty był walką o zapanowanie nad maszyną. Inny stwór został dostrzeżony również przez policjantów nad wodą. Nie był to jednak ’’długoszyj’’ z jeziora, lecz ogromny nietoperz o skrzydłach mających na oko trzy metry rozpiętości, który zmierzał ku walczącym o życie ludziom w helikopterze. Pilot dostrzegł go w momencie, gdy wylądował na przedniej szybie, powodując tym samym jej zniszczenie. Skutki były oczywiste. Śmigłowiec po zatoczeniu kilku okręgów, rozbił się na położonej w centrum jeziora, niewielkiej wysepce. Monstrum ukryło się wśród porastających ją wierzb i olch. Nie było wyjścia. Komisarz musiał zorganizować wyprawę, by móc uratować ewentualnych ludzi, którzy mogli przeżyć katastrofę. Przedtem jednak pragnął się skonsultować z profesorem Connorsem. Nie był to jednak wyśniony moment do naukowych pogaduszek. Niedziela była tym dniem, kiedy to razem z dzieciakami chciał w ciszy i w spokoju pobyć nad grobem ich matki i ojca. Oboje zostali pochowani tuż obok siebie. Strata ojca była dla nich bolesnym ciosem, jednak strata kolejnego rodzica, może zostawić bolesny odcisk na ich psychice, stanowić źródło poważniejszych komplikacji takich jak załamanie czy też depresja. Komisarz przeczuwał gdzie teraz może ich znaleźć. Nie był to jakiś odświętny dzień, cmentarz był w miarę pusty, wypatrzenie ich więc nie było trudne. Z daleka zresztą widać było liczne znicze i kwiaty poustawiane na pomniku obojga rodziców. Iwański powoli podszedł do nich, przeżegnał się by wyrazić szacunek dla pamięci ich rodziców, po czym przystąpił do rozmowy z profesorem - Nad jeziorem doszło do katastrofy śmigłowca, został zaatakowany przez dziwne stworzenie, nie Anomalocarisa. Rozbili się na małej wysepce pośrodku jeziora, możliwe że ktoś przeżył, ale potrzebuje naukowej pomocy. - Zdaje pan sobie sprawę, do czego doprowadziła nasza ostatnia wizyta nad tym jeziorem. - Tak, zdaję sobie sprawę, ale jestem policjantem, i jeżeli ktoś przeżył, ktoś potrzebuje pomocy, to mam obowiązek tej pomocy udzielić. - Za jaką cenę? - Cenę? - Chce pan narazić ludzkie życie by ruszyć na ratunek komuś, kto może już tej pomocy nie potrzebować? - Muszę spróbować - Znów chce pan płynąć sam? - Nie, wezmę kilku ludzi, z bronią i zapasem amunicji… - Uważa pan że to wystarczy? - Myślę, że powinno. - Niczego się pan nie nauczył. - Taki jestem. - Przyszedł pan tutaj, licząc że znów udam się na jakąś samobójczą wyprawę? - Miałem nadzieje… - Pomyślał pan o nich? – Zapytał go wskazując na dzieciaki. - Nie. – Westchnął - Niech pan jedzie ze mną do laboratorium, swego czasu zgromadziłem ryciny i opisy świadków przedstawiające różne zagadkowe stworzenia, może uda się je rozpoznać. - Dziękuje Profesor przed powrotem, zapytał o zdanie dzieciaki, nie chciał ich bowiem przymuszać do powrotu, jeżeli chcą jeszcze pobyć przy rodzicach. Zgodziły się wrócić do laboratorium, by pomóc komisarzowi. Tajemnica jeziora zaciekawiła wiele osób, także dr X-sa. Na ekranie jego komórki wyświetliła się wiadomość z której wynika że wody jeziora zamieszkuje niezwykłe stworzenie. Przeczytawszy to, natychmiast zawołał Viktora. Rozkazał mu zwołanie kilku najemników, oraz wyposażenie ich w broń myśliwską. Sam zaś zadzwonił do jakiegoś pośrednika, by zdobyć łódź. Dzisiejsze popołudnie miało być zaplanowane w stu procentach. W swoim biurze, profesor wyciągnął z półki jeden z licznie na niej stojących segregatorów. - Dużo pan tu tego ma. – Zauważył komisarz. - Swego czasu badałem liczne zjawiska nadprzyrodzone. - A nie zajmuje się pan meteorologią? - Meteorologia to moja praca, a zjawiska nadprzyrodzone są takim moim…hobby. - Każde hobby jest dobre…chyba. – Stwierdził niepewnie. - Kryptozoologia to jedna z moich ulubionych dziedzin, zaraz po zjawiskach atmosferycznych. - A ta krypto…coś tam, to od czego jest? - Zajmuje się tropieniem nieznanych nauce zwierząt. - A, to coś w rodzaju szukania potwora z Loch Ness, albo Yeti… - Tak, m.in. - Szczerze mówiąc, nigdy nie brałem takich rzeczy na serio, ale po tych przeżyciach jestem gotów uwierzyć we wszystko. - Mnie samemu trudno było w to wszystko uwierzyć, lecz kiedy człowiek stanie w oko w oko z czymś takim…sam pan rozumie. W tym segregatorze zgromadziłem dane na temat kryptyd powietrznych. W tym momencie profesor otworzył segregator na stronie, na której widniał szkic potwora o wyglądzie nietoperza z czerwonymi oczami wielkimi jak talerze. Komisarz oraz dzieciaki, które do tej pory wsłuchiwały się w rozmowę profesora z komisarzem, zaczęły z uwagą przyglądać się monstrum. - Co to jest? – Zapytał nieco wystraszony komisarz. - Słyszał pan kiedyś o Mothmanie? - To jakiś bohater z kreskówki, coś jak Superman albo Spider-men? - Nie, to stworzenie rzekomo widziane w USA w latach 60. Stworzenie to ukazało się wówczas wielu osobom, a jego pojawienie się łączyło się z różnymi zjawiskami nadprzyrodzonymi, takimi jak Zakłócenia w odbiorze urządzeń elektrycznych typu telewizor czy radio, pojawienie się UFO czy tropiących ich facetów w czerni. - Dziwne, Przed atakiem potwora na śmigłowiec odebraliśmy zakłócenia telefonów a śmigłowiec zachowywał się tak jak by tracił zasilanie. Możliwe że ten stwór był tym całym Mothmanem, ale nie spostrzegłem żadnych czerwonych oczu. Komisarz przewróciwszy kilka kartek do przodu spostrzegł stworzenie znacznie bardziej podobne do tego co zaobserwował. - A to? – Wskazał na nie palcem. - To Ahool - Co? - Nietoperzowate stworzenie widywane na Nowej Gwinei. Wg zeznań świadków jest to ogromny nietoperz, pterodaktyl albo uskrzydlona małpa. - Ten Ahool, znacznie bardziej przypomina tego stwora niż Mothman, ale jakim cudem przedostałby się tutaj z Nowej Gwinei? - Tak samo jak pojawiły się tutaj Anomalocarisy. - Czyli? - Lecąc helikopterem, wtedy, dostrzegłem przez okno wir w którym kłębiły się Anomalocarisy, przypuszczam, że mógł być to swego rodzaju portal czasoprzestrzenny, przez który te zwierzęta się tu przedostały. - Boże, skoro przez to przedostały się te całe Anomalocarisy, a potem te skrzydlate coś, Bóg jeden wie co jeszcze może się z niego wydostać? Oboje zgodzili się, że nie można tego tak zostawić, jednak nie było zgodności co do tego, co należy zrobić. Jedno było pewne. Muszą wrócić nad jezioro. Monika w imieniu reszty rodzeństwa zaproponowałaby oni również tam pojechali. Profesor początkowo niechętny, zrozumiał że najwyraźniej nie chcą by uważano je za biedne sieroty, które należy trzymać w kloszu na smyczy. Zgodził się, by oni również pojechali z nimi nad jeziorem, pod warunkiem że jeśli zmuszeni będą popłynąć na wyspę, oni zostaną pod opieką policjantów na brzegu. Nie mając innego wyjścia zgodzili się na ten warunek. Jezioro było bacznie strzeżone przez funkcjonariuszy, mimo to łatwo jest coś przeoczyć. Tym czymś mieli być łowcy UFO, którzy jakimś cudem przedostali się nad pobliski brzeg z sprzętem i łodzią motorową. Skryci pośród gęstwiny mieli nadzieje że nikt ich nie dostrzeże. Mylili się. Jeden z policjantów odkrył miejsce ich pobytu. Miał właśnie ich zatrzymać, gdy niespodziewanie odezwała się jego krótkofalówka. Komisarz polecił wszystkim informować go o zdarzeniach, i żeby nie podejmować żadnych kroków bez jego udziału. Policjant natychmiast go poinformował o łodzi łowców UFO. Usłyszawszy o łodzi, Iwański wraz z dwójką policjantów i chłopcami pobiegł tam by zapoznać się z sytuacją. Profesor z Moniką zostali by móc prowadzić obserwację jeziora. Przedzieranie się przez zarośniętą ścieżkę łatwe nie było, lecz w końcu dotarli na miejsce. Widok chłopców nieco zaskoczył policjanta, który ich wezwał, komisarz uznawszy jednak że kilkoro narwanych łowców przygód nie są specjalnym zagrożeniem. Komisarz wyszedł z za krzaków, gdy łowcy zwodowali z powodzeniem swoją łódź. - Koniec zabawy – zawołał do nich komisarz Nieco zdezorientowani stanęli wryci na widok uzbrojonej policji. - To teren zamknięty, zabierajcie się stąd razem z tą motorówką i gadżetami. - Myślicie że zdołacie ukryć przed nami prawdę! – Krzyknął jeden z nich - A wg was co my tu ukrywamy? - Jak to co? W tym jeziorze żyje bestia wysłana tu przez kosmitów by z terroryzować okolicę! – Krzyknął drugi. - Sądzicie że kosmici nie mają nic innego do roboty, jak tylko napadać na tą zapchloną dziurę? Na miejscu kosmitów napadł bym na coś większego, jakiś Londyn albo Nowy York, jak w ’’Dniu Niepodległości”. - Pan uważa nas za szalonych, ale my wiemy że rząd ukrywa prawdę o kosmitach. - Nasz rząd? Oni nie są wstanie ukryć swoich przecieków, a co dopiero fakt istnienia zielonych ludzików. - Ale amerykanie… - Macie pretensje do amerykanów, to jedźcie protestować pod biały dom, a nie zawracacie dupę pracującym ludziom. - To dlaczego jezioro jest odgrodzone żółtą taśmą i pilnują go uzbrojeni policjanci, Co? - Jezioro było miejscem morderstwa, a my prowadzimy śledztwo i nie chcemy by tacy narwańcy zniszczyli istotne dla dochodzenia ślady. Nie zwracając na rozmawiających z łowcami UFO komisarz, chłopcy udali się kolejną ścieżką prowadzącą wzdłuż dalszej części jeziora. Ścieżka była dość krótka. Doprowadziła ich do dość nowego pomostu, przy którym zacumowana była duża łódź motorowa. Kręcili się przy niej uzbrojeni w strzelby z celownikami ludzie. Ich uwagę przykuł jednak jeden człowiek. - Dr X – szepnął Piotrek Chłopcy natychmiast pobiegli do komisarza. Udało mu się przekonać do opuszczenia jeziora, co czynili z widoczną niechęcią. Powoli pakowali lornetki, noktowizory i siatki do swoich plecaków. Zadowolony Iwański, ujrzał biegnących z znajdującej się przed nim ścieżki chłopców. - No chłopcy, wbiłem im do głowy że nie mają tu czego szukać, możemy wracać do profesora i reszty… - Nie możemy. – Odrzekł mu Adam. - Dlaczego, co się stało? – Zapytał zaniepokojony. - On tam jest, widzieliśmy go! - Kogo? - Dr X –ksa, jest na pomoście, tam za ścieżką. - X? Dobra zostańcie tutaj, my tam pójdziemy… - Niech pan uważa, nie jest sam, a ci ludzi mają broń – ostrzegł go Piotrek - Spokojnie, nic nam nie będzie. Komisarz ’’poprosił’’ łowców, by mieli oko na chłopców, on zaś i jego trzech kolegów poszli wzdłuż ścieżki. X i jego ludzie właśnie szykowali się do wypłynięcia na szerokie wody, gdy niespodziewanie zaskoczyły go słowa Iwańskiego. - Komisarz Jan Iwański, Policja Mogę zamienić z panem parę słów? – Zwrócił się stanowczo do Skowrońskiego. Doktor powolnym ruchem odwrócił się w jego kierunku. Komisarza zdziwił uśmiech na twarzy doktora. - Pan komisarz! Jak...Miło. - Daruj sobie Skowroński, czy powinienem raczej powiedzieć Dr X - Brawo. – Klasnął parę razy w ręce. – Wie pan kim jestem, to dobrze. - Dlaczego? - Cóż, zabawa się rozkręca. Te słowa były dla jego ludzi jasnym sygnałem do ataku. Wszyscy zaczęli strzelać ze swoich strzelb do policjantów, którzy schronili się za powalonym pniem nie opodal ścieżki, którą przyszli. X także dołączył do strzelających oprychów, próbując ze swojego pistoletu trafić w głowę któregoś z policjantów. Ci wyciągnęli swoje pistolety, którymi to odpowiedzieli, strzelając jednocześnie. Siła ognia przeciwników była dość duża, a na dodatek ich strzelby wyposażone w celowniki były niezwykle celne, i każde wychylenie głowy z za pnia mogło się skończyć tragicznie. Odgłosy strzelaniny rozeszły się po całym jeziorze. W miejscu, gdzie stacjonowali…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%