Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 24 min czytania

Trzeci czynnik część V

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział V – Inna perspektywa

„Wśród wielu opowiadań pochodzących z średniowiecza, lub jeszcze wcześniej, można spotkać historie mówiące o skrzatach, elfach czy też krasnoludkach. Wiara w ludzi niewielkiego wzrostu była wyjątkowo silnie zakorzeniona, zawsze jednak były one przedstawiane w granicach zdrowego rozsądku. Nikt przecież nie wykreowałby postaci krasnoludka rozmiarów pchły, albo mikroskopijnego gnoma. Co ciekawe, idąc w drugą stronę spotkamy, prócz kilkumetrowych olbrzymów, spotykamy również greckich gigantów i tytanów. Jaka jednak jest podstawa tych wierzeń, wszyscy przecież wiedzą jakich rozmiarów może być człowiek, i nic nie jest w stanie tego zmienić choć nie wiem jak byśmy tego chcieli. Niemniej musimy się również zastanowić, czy rzeczywiście te wszystkie opowieści są jedynie wyssane z palca, czy może i rzeczywiście tkwi w nich ziarno prawdy, a człowiek naprawdę może zmienić swój wzrost na inny, zupełnie irracjonalny dla jego świadomości. Gdy tak się bowiem stanie, należy sobie zadać pytanie: co ty byś zrobił, gdyby ty, lub ktoś ci bliski zmienił swój rozmiar?”

Monika szła samotnie przez gęsty, zamglony las. Panował mrok, padał drobny, acz rzęsisty deszcz. Dziewczyna miała na sobie liczne obtarcia oraz rany. Idąc potykała się, co chwila o korzenie i powalone pni drzew. W jej oczach widać było smutek i przerażenie. Wycięczona, spragniona, głodna wyczerpana, nie bacząc na to jednak: szła. Parę merów za nią podążał jakiś cień, krok w krok, zupełnie jak by ścigał biedną dziewczynę. Spostrzegła w pewnym momencie, że coś za nią idzie, dlatego natychmiast przyśpieszyła, jednak i cień również przyśpieszył, ona rzuca się do ucieczki, on także biegnie. Nagle dociera do niej, że jej próba ucieczki to bezsensowny bieg w miejscu. Cień ją dogania, przed oczami dziewczyny ukazuje się jego oblicze: człowiek, którego Monika spotkała w lesie, człowiek, którego…zabiła - Morderczyni! – Odezwał się straszliwym głosem. - Nie! - Morderczyni. – Powtórzył głos. - Nie, odejdź ode mnie, odejdź! - Morderczyni. – odezwał się ponownie kolejny głos. Wokół niej stały znajome sylwetki, z znanymi jej twarzami: obaj bracia, mama, profesor, naukowcy…jej ojciec, wszyscy powtarzali jedno słowo: morderczyni. Z najmroczniejszego miejsca w lesie wyłonił się dr X. - Sumienie bywa…zabójcze, panno Rybicka, czy może raczej: morderczyni hahahahahahahahahahahaha………………………………. Wszyscy zaczęli śmiać się, śmiać z demoniczną uciechą na twarzy. Dziewczyna złapała się za głowę, dosłownie zaczęła tracić zmysły, oszalała by, gdyby nagle się nie…obudziła. Zerwała się z łóżka jak opętana, cała spocona ze strachu, zaczęła płakać. Trwało to jakiś kwadrans, potem jakoś się otrząsnęła. By zapomnieć o koszmarze, postanowiła się trochę przewietrzyć. Kilka minut na przebranie się z piżamy w strój codzienny i mogła iść. Po cichutku, powoli by nikogo nie obudzić, wyślizgnęła się na pobliskie podwórko.

Adam również miał trudną pobudkę, jednak nie z powodu sennego koszmaru, a tego, co ujrzał, tuż po tym, jak ocknął się ze snu. Gdy tylko przetarł oczy, ujrzał wokół siebie ciemność. Nie był to jednak klasyczny mrok spowodowany brakiem światła. Coś go otaczało, w żaden sposób jednak, nie mógł rozpoznać co. Podszedł do tego czegoś, i delikatnie musnął opuszkami palców dziwnej powierzchni. Niezwykłe wydało mu się to, że było to coś zarówno miękkie, jak i gładkie. Z niepokojem rozejrzał się wokół, jednak nie mógł w promieniu swego wzroku niczego znajomego. Mimo to nie poddawał się, i szedł przed siebie, dostrzegając niebawem przed sobą jasne światło, dochodzące z szpary w tym czymś. Nie czekając dłużej, postanowił z korzystać z okazji i wydostać się z tego dziwnego miejsca. Pobiegł tam szybciutko, by następnie, móc wydostać się…w kolejne dziwne miejsce. Ale jednak tym razem znajome. Obejrzał się za siebie, patrząc na ogromną, gigantyczną więc, białą masę, która wcześniej go otaczała, a następnie spojrzał na siebie, i to na czym stał. Nie tylko wprawiło go w znużenie to, że jest całkiem nagi, i widać całe jego ciało (dokładnie całe), ale naddatek, pod swoimi stopami rozciągała się biała powierzchnia, która wydawała się być niezwykle delikatna i… - O boże! Czy to możliwe, że… Nie dokończył myśli, końcówka wydawała mu się zbyt nieprawdopodobna, a do tego straszna. O słuszności tego przekonaniu, mógł przekonać się w prosty sposób. Rozejrzeć się wokół. Tak też zrobił, a widok przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Wszędzie do o koła, znajdowały się ogromne ściany, oraz stojące przy nich meble, zaś to na czym obecnie się znajdował było po prostu jego łóżkiem. Ta niecodzienna perspektywa z jakiej miał okazję oglądać swój kąt, była dla niego dość wstrząsającym, ale także zapierającym dech w piersiach doznaniem. Wszystko to, co w nim się znajdowało, było ogromne, gigantyczne, przerastające obecne wymiary chłopca, czy raczej…chłopczyka, jeśli można się tak wyrazić, a żeby się w nim odnaleźć, zmuszony będzie podjąć działanie. Tylko jakie? Adama ogarnęła kompletna dezorientacja, nie miał bladego pojęcia, co robić. Po głowie chodziły mu różne myśli, jednak żadna, nie była tym, co mogłoby mu w tej chwili pomóc. W końcu, jeden z pomysłów wydał mu się w miarę rozsądny: zejść z łóżka na podłogę. Następnie znaleźć sposób na to, by znów wrócić do poprzedniego wzrostu. Tu jednak rodzi się kolejne pytanie: Jak tego dokonać? Na rogu prześcieradła dostrzegł niewielkie rozprucie, oraz zwisającą z niego nitkę. Postanowił zaryzykować. Podszedł do miejsca rozprucia. Złamał jednak najważniejszą zasadę alpinisty: Nie patrz w dół. Spojrzał. Wysokość, która dzieliła go w tej chwili od podłogi była tak ogromna, że aż w głowię się mu zakręciło. Mimo to chęć osiągnięcia celu przezwyciężyła strach, chwycił za kawałek nici, objął go mocno nogami no i…zjechał na niej niczym strażak na wezwanie. Nie minęła nawet chwila, a chłopak znalazł się na dole. Nie było to zbyt miłe, w okolicach czułego miejsca doznał dość nieprzyjemnych, jeśli nie wręcz bolesnych obtarć, ale czego mógł się spodziewać, w końcu to nie była gładka rura strażacka. Teraz jednak okazało się jak wszystko, co do tej pory było w pokoju, stało się dla niego ogromne. Wysokie niczym drapacze chmur szafki, plecak, piłka koszykowa, ubrania porozrzucane po pokoju…wszystko było gigantyczne. Nagle grunt pod nogami Adama zatrząsł się tak, że z trudem mógł złapać równowagę. Drzwi do jego pokoju otworzyły się, wydając głośny, skrzypiący dźwięk. Do środka wszedł olbrzym. Adam zaczął się w niego z uwagą wpatrywać, rozpoznając w nim kogoś doskonale mu znanego. Czarna skórzana kurtka z złotymi suwakami, jasnoniebieskie dżinsy, oraz czarne trampki o gumowej podeszwie. Te, na pozór nic nieznaczące szczegóły, nabrały dla niego większego znaczenia, tym bardziej, że nigdy do tej pory nie miał okazji, oglądania świata, w takiej makro skali. To robiło na nim piorunujące wrażenie. Szczyt kolosa, był dla niego ledwo dostrzegalny. Jego twarz zakryta była przez długie, brązowe włosy. - Adam, jesteś? – Odezwał się dudniącym, aczkolwiek damskim głosem olbrzym. Teraz nie miał już żadnych wątpliwości: Monika. Na początku ucieszył się z widoku siostry. Dziewczyna zaczęła iść w jego kierunku. Każdy jej krok, powodował coraz to silniejsze drgania podłoża, które utrudniały mu ustanie w jednym miejscu. Wkrótce jednak jego radość szybko minęła, gdy zrozumiał, że Monika przecież nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego, że jest w tym pokoju w nieco innej skali, i że jeżeli jej nie umknie na czas, to najzwyczajniej w świecie go rozdepcze. Na samom myśl o tym, przełknął zaschłą mu w gardle ślinę. W pośpiechu zaczął rozglądać się za odpowiednią kryjówką. Swoją uwagę skupił na niewielkiej szparce pod szafką. Mimo tego wszystko, jego siostra jednak go spostrzegła, nie była to jednak uwaga, jakiej się spodziewał. - A mówiłam mu by tu sprzątał, bo karaluchy się tu zalęgną. – Burknęła do siebie, i podeszła do domniemanego insekta. Chłopak cały sparaliżowany ze strachu, stanął niczym posąg, i spoglądał bezradnie ku górze na oblicze jej gigantycznej sylwetki. Nagle uniosła prawą nogę do góry. - No mój mały, zachciało ci się poznawać pokój mojego brata? Teraz poznasz podeszwę mojego buta. W gwałtowny sposób, opuściła nogę, próbując rozdeptać nieproszonego gościa. Adamowi w ostatniej chwili udało wślizgnąć się w wypatrzoną przez siebie dziurę. - Upiekło ci się, na razie. – Odparło srogo. Dziewczyna w końcu wyszła z pokoju. Chłopak mógł ze spokojem odetchnąć z ulgą, choć jego położenie, nie zachwycało go, ani trochę. W jego głowie zaroiło się od najróżniejszych pomysłów, jednak tylko jeden z nich wydał się mu dość ciekawy. Postanowił ponowić próbę kontaktu z wielką siostrą, tym razem jednak w bezpieczniejszy sposób. By wcielić plan w życie musiał dostać się do lustra, które wisiało tuż nad komodą. Czekała go nie lada wspinaczka. Wiedział jednak, że nic nie może go zatrzymać. W tym czasie Monika weszła do kuchni, a na blacie stołu dostrzegła wycinek z brulionu. Podeszła do niego, po czym chwyciła kartkę. Była to wiadomość zostawiona przez mamę. Pisała w niej, że pojechała do szpitala odwiedzić Patryka, natomiast jedzenie dla niej i brata czeka na nich w lodówce, gotowe do podgrzania w kuchence mikrofalowej. Dziewczyna odłożyła kartkę na bok, a następnie zajrzała do wnętrza lodówki. W niej znajdowały się naleśniki faszerowane dżemem truskawkowym, oraz twarogiem, a także butelka mleka. Wyjęła cały talerz, na którym one leżały, wstawiła je do kuchenki, a następnie nastawiła czas pieczenia na pięć minut. W tym czasie przygotowała gorącą czekoladę, wyjęła najpierw dwie szklanki, potem wsypała w nie po dwie łyżki czekolady, a po chwili wlała mleko. Gdy tylko naleśniki były gotowe, wstawiła kubki na dwie minuty. W niecałe 7 minut śniadanie było gotowe. Monika znów pobiegła na górę, by zobaczyć czy chłopiec przypadkiem do niego nie wrócił. Po raz drugi jednak go tam nie zastała. Nieco zaniepokojona zaczęła uważnie rozglądać się po całym pokoju. Na zaparowanym lustrze spostrzegła niemal mikroskopijne rysuneczki. Podeszła do szuflady, z której wyciągnęła szkło powiększające, by po chwili spojrzeć przez nią na maciupkie kreski i kropki. Ku jej zdziwieniu, wszystkie one układały się w jeden napis: - Zmniejszyłem się. Adam. Natychmiast dotarło do niej, co stało się z jej bratem. Natychmiast odłożyła lupę, robiąc przy tym krok do tyłu. Nagle usłyszała ciche chrupnięcie. Teraz to dopiero się wystraszyła. W jej głowie zaczęła pałętać się straszna myśl. Ma już, bowiem na sumieniu jednego człowieka, a teraz, znów mogła stać się sprawczynią czyjejś śmierci. Chociaż nie, nie ’’czyjejś’’, tylko własnego brata. Dziewczyna powoli uniosła lewą stopę do góry. Pod podeszwą buta ujrzała zmiażdżoną skorupkę po orzechu laskowym. Odetchnęła z ulgą. W drugim końcu pokoju spostrzegła, zdawać by się mogło na pierwszy rzut oka, małego robaczka, który…macha do niej maleńkimi łapkami. Monika powoli podeszła do małego stworzonka, po czym powoli przy nim kucnęła. - Adam, to ty? – szepnęła. Stworzonko kiwnęło główką w dół. - Boże! Jak to się stało? Adam usiłował coś powiedzieć, jednak jego słabiutkiego głosiku w ogóle nie dało się słyszeć. Dziewczynie przyszedł do głowy pewien pomysł. Wyciągnęła dłoń w kierunku małego chłopca. Biedak przestraszył się tak bardzo, że skulił się, zasłaniając przy tym twarz. - Nie bój się, wejdź na moją dłoń, przybliżę cię do mojego ucha, by móc cię lepiej słyszeć. Biedak stanął na nogi, a gdy tylko Monika przybliżyła do niego swoją dłoń, wgramolił się na nią dość mozolnie, dziewczyna pomogła mu, popychając go palcem drugiej ręki. Gdy był na jej centralnym punkcie, uniosła ją w górę tak, by ten był jak najbliżej jej lewego ucha, chłopiec ledwo mógł ustać na tak niestabilnej i nietypowej powierzchni, jaką jest ludzka dłoń. Gdy tylko udało mu się złapać równowagę, skierował wzrok na jej ucho, po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%