Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 29 min czytania

Trzeci czynnik część XII

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Rozdział XII – Dwie twarze{/b}

Ostatnie wydarzenia, które dotknęły Borkowice, od chwili gdy zjawił się w nich dr X, wiele osób padło ofiarą jego, bądź niezwykłych zjawisk, które miały tam miejsce przez ostatnie czasy. Najdotkliwiej od czuły to dwie osoby. Pierwsza z nich właśnie wyszła z szpitala, a raczej tego co zostało z niego po ataku Skowrońskiego. Komisarz Iwański, cudem zdołał uniknąć pocisków, które to odebrały życie wielu osobą znajdującym się w jego środkowej części. Szczęście miała również jego asystentka, pani podkomisarz Morawska. Traf chciał że leżała w sąsiednim pomieszczeniu, po tej samej, lewej stronie budynku, która jako jedyna nie odniosła tak dotkliwych zniszczeń, jak pozostałe dwie części. Ten jawny przejaw terroryzmu zmusił władzę wojewódzkie do tego by w sprawę zamachu zaangażował się osobiście prokurator Iglicki. Pierwszą rzeczą jaką zamierzał załatwić to przesłuchanie właśnie swoich współpracowników z jednostki kryminalnej. Niewiele mogli mu jednak powiedzieć. Morawska jako że postanowiła nie ukrywać swych przeżyć z puszczy Piskiej, nie wydawała się osobą wystarczająco wiarygodną, biorąc pod uwagę jej opowieści o rzekomym leśnym lichu, które grasuje w lesie. Największą nadzieje na wyjaśnienie zagadki pokładał w komisarzu, jednak jedyną rzeczą jaką mógł zrobić, to ponowne rzucenie podejrzenia na Skowrońskiego. Iglicki zdawać by się mogło podziela jego opinię o tym, że powinni bezzwłocznie zatrzymać Skowrońskiego, póki co jednak doktor jest niczym zjawa, która pojawia się znienacka, atakuje, i znika, nie pozostawiając żadnych śladów, na podstawie których można było by go zamknąć. O ile komisarz nie mógł mu za bardzo pomóc, to kilka osób ze szpitala opowiedziała mu o dwóch zagadkowych ludziach w czerni, którzy pojawili się w szpitalu, przesłuchując personel oraz pacjentów, w sprawie komisarza i jego asystentki. Niestety, jedyna osoba, z którą rozmawiali naprawdę szczegółowo, dr Malicka, zginęła, przywalona gruzami. Tak więc póki co, oni również pozostają dla śledczych zwykłymi zjawami.

Zbliżał się ranek, wszyscy jeszcze spali w swoich łóżkach, wszyscy oprócz Moniki. Dziewczyna obudziła się znacznie wcześniej niż zwykle. Parę razy przekręciła się w te i we w te. W końcu podniosła się, odkrywając z siebie kołdrę. - Jak spałaś? – Odezwał się jakiś głos. Dziewczyna obejrzała się wokół, jednak w jej niezbyt dużym pokoiku nie było żywego ducha. - Widzę że dobrze. Monika była kompletnie zdezorientowana. Nie miała bladego pojęcia kto do niej mówi te słowa. Znów rozejrzała się wokół, bardzo dokładnie. Po chwili, tego zakręcenia, zwróciła się na coś w rodzaju chmurki, która zaczęła formować się w ludzki kształt. Nie minęła chwila, jak tuż przed jej oczyma stanęła jakaś osoba, dziewczyna. Nie byle jaka. - Cześć. – Przywitała się przyjacielsko, co podkreśliła lekkim uśmieszkiem. - Kim jesteś? – Zapytała niepewnie Monika. - Naprawdę mnie nie poznajesz? A może zbyt rzadko patrzyłaś w lustro, w swe odbicie. Nagle jakiś zimny dreszcz przeszedł jej ciało, widok zjawy był dla niej znajomy, co tam znajomy, doskonale wiedziała z kim ma do czynienia, jednak jej rozum ani na moment nie chciał dopuścić myśli, o takim dziwactwie jak to. - To nie możliwe, ty nie możesz być prawdziwa. - Ależ mogę, i uwierz mi na słowo jestem. Jestem tobą. Dziewczyna która stanęła przed nią była niemal w krople w krople taka jak ona. Wszystkie detale jej wyglądu, jej ubioru, nawet jej sposobu stania (Monika z reguły stała dość swobodnie, trzymając ręce w kieszeniach swej skórzanej kurtki), były takie jak ona. Obie patrzyły sobie w oczy. Niepewność Moniki do tego co widzi, i słyszy mogła przełamać jedynie bezpośrednia konfrontacja. Ta druga, jakby czytając jej w myślach odezwała się do niej nadal uśmiechnięta - No dalej, zrób to, dotknij mnie, dotknij i przekonaj się że jestem prawdziwą osobą z krwi i kości, nie widmem ani ułudą. Monika powoli wyciągnęła przed siebie rękę, zmierzając powoli swą dłonią, ku jej twarzy, by w końcu położyć ją na niej i czuć jej niezwykle gładką skórę, zupełnie tak samą jak ma ona sama. - Z tym dotykaniem to nie przesadzaj. – Rzekła nieco złośliwie, po czym dodała jeszcze: Jeszcze ktoś zobaczy i pomyśli że jesteś jakąś lesbijką, czy czymś takim. Monika natychmiast cofnęła rękę - Teraz mi wierzysz? - Wierze, choć nadal nie wiem jak to możliwe. - Są na tym świecie rzeczy które się filozofią nie śniły, ty powinnaś wiedzieć o tym najlepiej. - Skąd właściwie jesteś? - Ty, powinnaś to wiedzieć najlepiej. Z resztą znasz mnie nie od dziś. Pamiętasz noc, gdy kontaktowałam się z tobą, w postaci odbicia w lustrze? - Tak, pamiętam, przedstawiłaś się jako moja ciemna strona. Próbowałaś mi dopiec, wmawiając mi że dopuściłam się mordu z zimną krwią. - A tak nie było? - To była obrona konieczna. - Każdy tak mówi, zresztą to nie ja będę się tłumaczyć, tylko ty! – Wskazała na Monikę. palcem, potęgując to za pomocą kamiennej miny. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Daj spokój, nie wmówisz mi że…, A jednak, przez te pierdo lamento z jajogłowym i swoimi braciszkami wyleciało ci to z głowy. - Co? - Rozprawa, sądzenie, kara. Mówi ci to coś? - Rozprawa jest dopiero za… - Za…hym, czy to nie pojutrze? - Boże! – Krzyknęła niezwykle przejęta. - Koszmar znów powróci, miałaś dość czasu by nastawić się na to psychicznie. - O czym ty chrzanisz? Przez ten czas, straciłam Matkę, przeżywałam koszmar widm, które postanowiły nawiedzić mój umysł… - Czy to takie ważne? - Przestań! Do cholery walczyłam z X-sem! - Nikt ci nie kazał, z resztą, lepiej by było gdybyś dała się mu zastrzelić, może to było by większą przyjemnością niż to co czeka cię w przyszłości. - Nikt nie kazał? Powiedz to tym duchom, które mnie tam przeniosły! Rozmowa pomiędzy niezwykłą dwójką dziewcząt rozwijała się w najlepsze, i z każdą chwilą stawała się coraz ciekawsza. Na tyle, by móc zainteresować Piotrka, który przechodząc obok jej drzwi zwrócił uwagę na dziwną rozmowę dobiegającą z jej pokoju. Postanowił podsłuchać z kto jest drugim rozmówcą siostry. Ledwie zdołał oprzeć się o jej drzwi, a w mgnieniu oka znalazł się wewnątrz. Drzwi o które oparł się nie były domknięte, a otwierały się do środku, skutek musiał być więc taki a nie inny. To co ujrzał w pokoju wprawiło go w osłupienie. Aż musiał przetrzeć rękawem oczy, by przekonać się czy to sen czy też po prostu dwoi mu się w oczach. - I co lamusie, podsłuchiwać ci się zachciało co? – Odezwała się jedna z nich. - Zamknij się! To mój brat, ej mały nic ci nie jest? – Zwróciła się kolejna do niego. - Słuchaj Monika, e…znaczy słuchajcie Moniki, to nie jest normalne. Dziewczyny popatrzyły na siebie nieco głupawo, potem zaś spojrzały na niego. Chłopak niewiele myśląc, wybiegł z jej pokoju, by móc znaleźć profesora. Naukowiec siedział w swoim gabinecie, który po ostatnich wydarzeniach nie był w najlepszym stanie, ale póki co było to jedyne zaciszne miejsce w domu. Piotrek wbiegł do środki jak salony, by nagle, tuż przed biurkiem uczonego stanąć zasapanym. Profesor spojrzał na niego, w dość obojętny sposób, nie miał pojęcia jak na to zachowanie zareagować, czy ma się zezłościć za to że wtargnął nagle, bez pukania, czy też puścić to płazem i wrócić do pracy. Jedynym rozsądnym wyjściem okazało się być wysłuchanie go. Nim jednak Piotrek przeszedł do sedna sprawy, spojrzał na kartkę leżącą tuż przed profesorem. Spostrzegł na niej Nazwisko Marty, więc nie omieszkał zapytać o to profesora. Ten wyjaśnił mu że piszę dokument będący wypowiedzeniem umowy Marcie. Connors nie miał zamiaru dłużej tolerować jej niezapowiedzianych zniknięć i pojawień się w laboratorium, a także jej kontakty z dr Skowroński, i możliwości szpiegostwa na jego rzecz. Teraz jednak pojawiło się przed nim pytanie co skłoniło chłopca do przyjścia do niego. Ten szybko przeszedł do tego co miał mu powiedzieć. - Profesorze: Wydarzyło się coś bardzo dziwnego. - Coś dziwniejszego niż to co było do tej pory? – Zapytał go nieco ironicznie - Chyba tak, nie wiem, ale czyjś klon w sypialni to chyba bardzo dziwne. - Jaki klon? Chłopak nie mówiąc nic więc ej, złapał za rękę profesora, by móc ’’zaciągnąć’’ go na górę do pokoju jego siostry. Uczony posłusznie pobiegł za nim w nadziei że znajdzie odpowiedź na dziwne zachowanie Piotrka. Będąc na miejscu przekonał się jak dziwaczne poczucie humoru ma matka natura. Jedne łóżko, jedne krzesło, jedna półka, dwie dziewczyny. Takie same. Czy jednak aby na pewno? Wszystko na to wskazywała, jednak by odkryć prawdę potrzebna była dokładna analiza. Badania DNA i odcisków palców, powinny wyjaśnić tą sytuację. Powinny. Profesor zaprowadził obie do laboratorium, a potem zebrał w nim wszystkich swoich naukowców, którzy bez żadnej zwłoki, mieli zabrać się do pracy. Badanie DNA jest zajęciem dość długotrwałym, jego analiza porównawcza trwa zwykle kilka godzin, na szczęście nie jest to problemem przy porównywaniu odcisków palców. Jak się okazało, obie dziewczyny mają identyczne odciski, w każdym detalu. To dość niezwykłe, ale mające miejsce w rzeczywistości. Jako że do ostatecznych wyników DNA musieli trochę poczekać, profesor wziął chłopców do swego gabinetu, by móc z nimi przedyskutować poszczególne aspekty tej anomalii. Ci mieli już przygotowane swoje teorie, najlepiej tłumaczące to, aczkolwiek najbardziej niesamowite. Piotrek wysnuł przypuszczenie iż mogą w to być zamieszani kosmici, i że mogli ją zabrać na statek i tam klonować ją, a następnie sprowadzić obie powrotem na miejsce. Adam sprowadził go na ziemie, podając o wiele bardziej prawdopodobną teorie. Wg niego za klonem Moniki stoi dr X, u którego to zresztą dziewczyna była nie raz. Z łatwością mógł ukraść jej kawałek DNA i skopiować ją, a potem podesłać ją jako konia trojańskiego, by następnie wszystkich pozabijać. I ta teoria nie przekonywała profesora, który owszem, zgadzał się co do tego że X zrobi wszystko by ich zabić, jednak nie ma żadnych podstaw do tego, by przypuszczać iż byłby w stanie wytworzyć z fragmentu DNA pełną wersję jakiegokolwiek organizmu.

Doktor miał zresztą inne poważne kłopoty, jego laboratorium po ostatniej walce z Moniką stało się kompletną ruiną. Viktor wynajął jakichś osiłków by zrobili tu porządek, jednak zniszczenia były tak wielkie, iż nie prędko uda im się przywrócić tu dawny ład. Tymczasem do środka wszedł Kamil, który od dłuższego czasu nie pokazywał się w jego domu. Jego widok uszczęśliwił X-sa który sprawnym krokiem podszedł do niego. - Kamil, braciszku! Miło ze do mnie wróciłeś. - A co? Tęskniłeś? – Spytał kąśliwie. - Jestem w końcu twoją rodziną, chcę byś mnie ciepło wspominał na starość. - Mam cieplutko wspominać bydlaka, który zamordował moją rodzinę? Odpowiedz sobie sam. - Ciągle masz do mnie żal? Daj spokój, z nimi do niczego byś nie doszedł, a ze mną? Razem zawojujemy świat! - Nie mów mi że chcesz podbić świat jak jakiś debilski łotr z jeszcze bardziej powalonego komiksu. - To tylko metafora, chodzi mi o to, że razem możemy dużo osiągnąć. - Gdyby nie to że wszczepiłeś mi nadajnik, nigdy bym dla ciebie nie pracował. - Tak…, a jak tam moje sprawy, wysłałem cię do miasta, byś załatwił mi nowe terraria i wyposażenie do nich. Zrobiłeś to? - Tak – Burknął. - Świetnie, przy okazji, słyszałeś o ’’Czarnej mambie’’? - Mówiłeś że mają być pająki i straszyki, o wężach nie było ani mowy! – Protestował gorączkowo chłopak. - Czarna mamba, nie mamba czarna. - A to jest jakaś specjalna różnica w tym jak się to mówi? Tylko nie pieprz mi znów o systematyce gadów. - Różnica jest i to spora. Ta druga pełza z prędkością 40 km/h, a ta druga chodzi na dwóch nogach i jest o wiele wolniejsza, aczkolwiek oba te gatunki zabijają. - Nie wiem o czym mówisz .– Odrzekł lekceważąco. Kamil doskonale zdawał sobie sprawę z tego o co może chodzić X-sowi. Był zdenerwowany tymi zaczepkami, jednak nie chcąc dać po sobie tego poznać usiłował zwrócić rozmowę na inny tor, lub odwieść go od niej. - Daj spokój, braciszku – X zbliżył się do niego, by móc spojrzeć chłopakowi w oczy. – Widzisz, człowiek ma zadziwiającą cechę. Gdy popatrzy mu się w oczy, można z nich odczytać bardzo…wiele. Więc kiedy tu stoję, i spoglądam w twoje biedne ślepka, i zadaje ci pytanie: Czy nasłałeś na mnie płatnego zabójcę? Zdaje sobie sprawę z tego, że poznam prawdę nawet jeśli odważysz się…skłamać. To było nazbyt dużo jak na niego. Jego ciało oblał pot, z jego oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy, jego ręce latały tu i ówdzie, serce zaczęło bić mocniej, jego oddech znacznie przyśpieszył zaś dreszcz, przeszył go na wylot. - Milczysz? Zwykło się mawiać: ’’Milczenie jest złotem’’. Ja zaryzykuje bezkarnością, stwierdzić iż nie jest to prawda. Spójrz, gdyby była to…prawda, dzisiaj był bym cholernie bogaty i miał górę złota. A taki nie jest. Mogę więc śmiało stwierdzić, że milczenie nie jest dobrą deską ratunku. - A ty? Co ty byś zrobił na moim miejscu? - Ja? Zrobiłbym tak: chwycił w dłoń pistolet (w tej chwili X rzeczywiście wziął broń do ręki), upewnił się że w magazynku są naboje (co X uczynił w tym momęcie), odbezpieczył broń (to także zrobił), ścisnął go mocno, tak by drżenie ręki nie zachwiało trajektorią lotu ( Skowroński włożył pistolet w dłoń Kamila, upewniając się że mocno ją trzyma), przystawiłby ją sobie do skroni ( chwyciwszy za jego ramię ułożył je tak, by broń w jego dłoni, skierowana była lufą do jego skroniowej części broni), zamknąłbym oczy….i…, pociągnął za spust. Kamil w ostatniej chwili zrozumiał co może go spotkać. Szarpnąłby móc się wyrwać, X jednak trzymał go mocną, szybkim ruchem włożył środkowy palec pomiędzy kłębek spustowy, kładąc go właśnie na spuście. Nacisnął go. Kamil upadł na kolana. Strzał jednak nie padł, przy najmniej wszystko na to wskazywało. Żadnego bólu, żadnej krwi, żadnego odgłosu wystrzału, nic, tylko głucha cisza dookoła. Klęcząc tak miał przed oczami nogi doktora. Stopniowo kierował wzrok ku górze, zatrzymując go na twarzy X-sa. Na uśmiechniętej szyderczo twarzy X-sa. - Wiesz? Gdy w Ameryce skazują zbrodniarza na karę śmierci, gdy zamykają go w celi śmierci, by tam czekał na nieuniknioną egzekucję, w człowieku rodzi się najgorsza z jego cech. Ci którzy skazali taką osobą na ten rodzaj kary, uważają że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Trzeci czynnik część XII — czytnik · opowiadania