melodramat · 7 min czytania
Trzeci element - Prolog, cz. pierwsza: "Wyzna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spokojne fale omywały ich nogi. On, uprzednio płucząc rękę z piasku w morskiej wodzie przeczesał kosmyk ciemnych włosów okalających jej delikatną twarz – kochał każdy jej szczegół – duże, zielone oczy, lekko garbaty nos i pełne, kształtne usta. Kochał jej miękkie włosy oraz rumieńce barwiące jej policzki. Wiedział, że kobieta czuje to samo do niego. Ona wykonała nagły ruch, śmiejąc się dźwięcznie. Delikatnie i czule ucałowała jego usta, kładąc dłonie na jego piersi. – Kocham Cię – powtarzała te słowa przy każdej okazji, jednakże zawsze wywoływały u niego ogromną ekscytację, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. - Ja ciebie też – odpowiadał patrząc się w jej wiecznie rozmarzone oczy. - Udowodnij! – Droczyła się z nim, jednakże nagle spoważniała, a jej słowa nabrały poważniejszego tonu. – Złóżmy przysięgę! – zaproponowała, bynajmniej nie żartując – Będę kochać Cię aż do śmierci, a potem wyniosę to uczucie poza grób! Przysięgam, że nie opuszczę Cię nigdy, nawet w zaświatach będę z Tobą! – Myślał, że dziewczyna zaczęła fantazjować, jak to miała w zwyczaju, kiedy to pozornie śmiertelnie poważne przemyślenia kończyła zaskakującą i niezbyt poważną puentą. Był niemalże pewien, że usłyszy za chwilę jej żartobliwy śmiech, zdziwił się, gdy jej twarz nadal była spięta powagą rzuconej przysięgi, wyraźnie oczekiwała na jego odpowiedź w tej kwestii. - Wiedz, że i bez tej przysięgi byłbym twoim stróżem, dopóki w tym świecie istniałaby chociaż cząstka mojej duszy. Przysięgam kochać Cię przez wieki. – po tych słowach ona rzuciła mu się na szyję, całując go, a po jej policzkach popłynęły łzy wzruszenia. Była niezwykle poruszona tą chwilą, wiedziała, że nawet, jeśli nie istnieje nic poza światem żywych, w którym egzystują, będą razem do śmierci. Byli bratnimi duszami, które potrafiły odnaleźć się w zamęcie ludności, wśród której przyszło im żyć. Noc spędzili razem, na przemian rozmawiając, kochając się, fantazjując, czy zwyczajnie się śmiejąc. Nad ranem zrobiła coś, co poruszyło go do głębi – zaśpiewała mu piosenkę, która wiązała się z zaślubi w ich osadzie, myśląc, że on śpi. Głaskała go czule po twarzy, wpatrywała się w niego. Zasnął szczęśliwy, wiedział, że chce do końca życia budzić się przy tej kobiecie, że nie opuści jej nigdy. Odpłynął, słysząc jej cudowny głos. ***
Jej oczy – zieleń zainfekowała szarość. Jej rumieńce – umarły bezpowrotnie. Jej ciepło – umknęło, nie zamierzając już nigdy wracać. Jej śmiech i głos – zamilkły na zawsze, pozostając jedynie pięknym, bolesnym wspomnieniem.
Zrozpaczony, po godzinach szaleńczych poszukiwań i desperackich nawoływań wskoczył do chłodnej wody. Tam skonfrontował się z największą tragedią swojego życia, stamtąd wyłowił jej zwłoki. Utonęła w jeziorze, przy którego tafli złożyli przysięgę dotyczącą wieczności, przysięgę, która właśnie się dla niego skończyła. Spóźnił się, spał, pławiąc się w swojej samolubności gdy ona tonęła, nie uratował jej, swojego życia i przeznaczenia. Zaprzepaścił życie dwojga ludzi – swoje i ukochanej. Pałał nienawiścią do swojego jestestwa. Nie wiedział, jak to się stało, co się wydarzyło, mógłby przysiąc, że przed momentem śpiewała mu tę wspaniałą piosenkę. W akcie desperacji próbował ją reanimować kilka razy – nie udało się, krzyk i płacz również nic nie zdziałały. Prośby, groźby, błagania kierowane w stronę bogów odbijały się bez echa, nie potrafiły cofnąć czasu, ani przywrócić bicia serca ukochanej.
Biegł przez las co sił w nogach, nie zwracał uwagi na pociski wody bombardujące go z