Fantasy · 4 min czytania
Trzecia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Trzecia.
Jej dzieciństwo pachniało szałwią. Zapachem wilgotnej ziemi, której dotykała w ogrodzie na tyłach domu. Słodką, fioletową wonią lawendy. - Co to jest, mamo? – pytała, wskazując jakiś nieznany kwiat w opasłej księdze, która poza swoimi informacjami kryła pomiędzy kartkami wspomnienia i kurz. Pamięta cierpliwość matki, która niezmiennie odpowiadała na jej dziecięcą ciekawość i głód poznania świata. - Maciejka. Tymianek. Złotogłów. Z czasem nauczyła się ucierać dobroczynne proszki i gotować lecznicze wywary. Szeptać pod nosem tajemniczą inkantację, której nauczyła jej matka: - Na Pięć Marchii i Siedem Hrabstw, na Lasy Półksiężyca i Lamparcie Morze, na mieszkańców Przedwiecznej Puszczy: mantykory, minotaury, lwy i skrzydlaki – ulecz chorego i dopomóż mu w walce ze śmiercią. Nie zwiedziła ani jednego z tych miejsc, o których była mowa w pradawnym zaklęciu. Nie widziała egzotycznych roślin rosnących w tropikalnych Lasach Półksiężycowych. Musiała być tu, na miejscu. Niekiedy tylko przytulała policzek do miękkiego pyska Wichury i śniła o dalekich wyprawach. Kiedy jesienny wiatr zaczął wiać mocniej, a ciepły ogień w kominku buzować bardziej, nadeszły ciemne, długie noce. Arnika nie wiedziała, czemu te ciche godziny tak ją przerażają. Może dlatego, że czternastoletnia dziewczyna nie umie zatamować chrapliwego, głośnego kaszlu matki. Może dlatego, ze po raz pierwszy w tych dniach zauważyła siwe włosy i pomarszczoną twarz Szałwi. A może dlatego – że mimo ucierania proszków, warzenia naparów i sporządzania tabletek astmatyczny kaszel nie przechodzi. Aż wreszcie, pośród długich, zimowych nocy Szałwia odeszła. Nie ocaliły jej własnoręczne receptury, przestały