Filozofia · 15 min czytania
Trzy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
UCZUCIE
- Nie czujesz tego? - Co niby mam czuć? - Jak deszcz Cię oczyszcza, jak spływa z Ciebie każdy problem, każde zmartwienie, cały ten codzienny brud. - Z tego deszczu będę miała więcej brudu niż twojego ?oczyszczenia?. Widzisz jak wyglądam? - Już dawno nie widziałem czegoś tak pięknego.
* * *
Tak się poznaliśmy. Oczywiście jeszcze mi odpowiedziała żebym sobie darował i odeszła, a ja od tamtej chwili nie mogłem oderwać od niej myśli. Choć zawsze byłem sceptyczny co do wszelkich wierzeń i religii to wtedy pomyślałem, że Bóg jednak istnieje, taka uroda nie mogła być zasługą samego człowieka. Była cudowna, każda, nawet cząstka jej ciała, była dla mnie jak arcydzieło, w jej wyglądzie nie mogłem znaleźć nic co by mogło przynieść rozczarowanie lub komuś się nie podobać. Była tą kobietą, którą każdy się ogląda, dosłownie każdy komu było dane na nią spojrzeć z pewnością nie zapomni tego widoku. Tego dnia deszcz zerwał się z sekundy na sekundę, zaskoczył wszystkich, może niektórzy się go spodziewali ponieważ cały dzień było okropnie duszno, tak czy owak my do nich nie należeliśmy. Miałem okropny dzień w pracy i wracając do domu nie myślałem w sumie o niczym jak to często mi się zdarza, co jak wielu twierdzi jest niezwykłą sztuką i wtedy rozpoczął się kwadrans, który czekałem całe moje życie, zapoczątkowały go pierwsze krople rzęsistego deszczu, ulewy moczącej wszystko w ciągu zaledwie kilku sekund. Znacie na pewno te deszcze kiedy idąc drogą widzi się jak jakaś szarość pędzi w waszą stronę, słychać szum coraz głośniej i dopiero po kilku chwilach orientujecie się, że za chwilę nie będzie na was suchej nitki. Ku nawet swojemu zaskoczeniu zacząłem się śmiać i nucić ?Ciągle pada?, musiałem naprawdę śmiesznie wyglądać, ale nie przeszkadzało mi to. Wtedy ją ujrzałem. Zła, wściekła, nienawidząca całego świata a jednocześnie jak bogini, wydawałoby się, że nie z tego świata. Ciemne włosy sięgające ramion, całkowicie zmoczone, szczupła talia, figura osy. Cała mokra sukienka przylegała brzucha, bioder, nóg, piersi. Można było dostrzec prawie każdy fragment. Miała fantastyczne piersi, nie były duże, ale też nie małe, takie jakie sobie wyśniłem, nie wiem czy można to opisać, ale ona właśnie takie miała, nie były niczym przykryte oprócz cienkiego bawełnianego materiału ubrania. Było w niej to coś, coś co musi mieć kobieta, którą się jest w stanie pokochać i muszę przyznać, że miała tego dużo. To właśnie to coś sprawiło, że dałem radę wykrztusić z siebie jakieś logicznie brzmiące zdanie. Zapamiętałem nasze spotkanie, każdą jego sekundę, nie było to trudne, nie trwało ono nazbyt długo, zapamiętałem jej ciepły głos, otulający, ogrzewający, przyciągający, jej delikatny uśmiech zaraz po moim płaskim jak stół komplemencie, ruch bioder i piersi kiedy się schyliła poprawiając sukienkę, zapamiętałem wszystko co tylko było do zapamiętania i cieszyłem się to chwilą, tym, że zamieniłem z nią choć parę słów.
* * * - Przepraszam. Naprawdę. - Nie ma za co. - Ależ jest. Wiem, że chciałeś być miły, ale te twoje ?oczyszczenie? odebrało mi mowę. - Ja to czułem. - Nie zrozum mnie źle, po prostu rzadko ktoś w taki sposób rozpoczyna rozmowę, ale przynajmniej nie banalnie. - Jestem zaszczycony, w twoich ustach to brzmi jak komplement. - W ramach przeprosin za mój brak taktu i grubiaństwo zaproszę Cię na pizzę. Lubisz? I nawet zapłacę. No, co ty na to? - Jak mnie już zaprosisz to pewnie się zgodzę.
* * *
- Pięknie, rzadko znajduje się takie miejsce, które zapiera dech w piersiach. - Na pewno niejeden Indianin chciałby tutaj umrzeć. - Co ? - No wiesz, dla nich miejsce śmierci ma duże znaczenie. - Połóż się obok mnie zamiast dawać wykład o duchach Indian. Poczytasz mi? - ?Była moją Afrodytą i Wenerą w jednej osobie. Chciałem ją jeszcze całować. Jeszcze i jeszcze. Jej stopy, ręce i całe ciało. Nie mogłem przestać, tak mnie do tego coś pchało. Miałem uczucie jakbym był jej to winien. Wciąż słyszę w głowie odgłosy rozkoszy. Takie, które się wydaje kiedy...? - Kiedy dwoje ludzi się kocha. Chcę być z Tobą, chcę żebyś był we mnie. Tutaj i teraz. - Marzę o tym od chwili gdy Cię zobaczyłem. - Ja też. - Czekaj zaczyna padać. - To co. Czy to nie piękne?
* * * - Kochasz mnie? - Nie widzę świata poza Tobą, jesteś dla mnie wszystkim, kocham Cię w każdym momencie, tak jak w wierszu Norwida, który Ci czytałem on to wspaniale odzwierciedla. - Ten z kartki urodzinowej. - Dokładnie.
Część 22 / 2
Zawładnęła mną miłość do tej dziewczyny, kobiety i choć byliśmy młodzi ona była dojrzała, bez żadnych szczeniackich ckliwości, podchodów, pytań w stylu ?chcesz ze mną chodzić?, oboje wiedzieliśmy, że to jest właśnie to uczycie, na które się czeka całe życie, nieraz czekanie się opłaca, ale są tacy, którzy nigdy się z nim nie spotkali, a my patrzyliśmy mu prosto w oczy i czerpaliśmy z niego pełne garście, coraz więcej i więcej i nie było nam dość.
* * *
Czas naszej miłości, czystej, nieskalanej nawet jedną kłótnią był dla mnie czymś magicznym, zawsze chciałem być przy niej, nigdy nie miałem dość, nigdy nie narzekałem, radowały mnie wszystkie uśmieszki jakie mi posyłała. Kurwa, wtedy to był najpiękniejszy okres mojego życia, płakałem jak maniaczki brazylijskich seriali kiedy odpowiedziała TAK na to najważniejsze pytanie zadawane ukochanej, a potem modliłem się co wieczór o to żeby tego nie stracić, żeby jej nie stracić, a jednak przeznaczone mi, jej, nam było, że pewnego razu wracała do domu, padał deszcz, droga była śliska, wpadła w poślizg ? zginęła.
ŚMIERĆ
Długo nad tym wszystkim myślałem, spędzałem noce na plaży, w górach, w fotelu, w łóżku, ciągle pytałem dlaczego? Wszędzie szukałem odpowiedzi. Tylko Śmierć mogła i znała wszystkie odpowiedzi, wołałem ją, aż w końcu do mnie przyszła.
- Dlaczego? - To pytanie zadawano mi od wieków, zadawali je królowie, księżniczki, kupcy, żołnierze, matki, żony, kochanki myślałem, że może Ty będziesz pierwszym... - Który zada inne. - Nie jesteś pierwszy i na pewno nie ostatni. Jeśli chcesz odpowiem Ci na nie, ale to nie będzie nic czego byś się nie domyślał lub nie wiedział choć może na początku trudno będzie Ci to wszystko ogarnąć umysłem jakim do tej pory dysponowałeś, ale wszystko w swoim czasie.
* * *
- Zacznijmy od tego, że nazywacie mnie Śmiercią, a ja wcale nią nie jestem, w ogóle nie ma kogoś takiego, istnieje tylko w waszym wyobrażeniu. - A kim jesteś? - Możesz mnie nazywać jak chcesz, wy ludzie lubicie takie mądre słowa, które w kółko wymyślacie, a tylko ćwiartka z was wie co one znaczą. Jestem ostatnią rzeczą, którą widzisz jeśli umarłeś i nie zostałeś wybrany. - Zaczekaj jak to wybrany? Czy ona została wybrana? - Tak. - Gdzie ona teraz jest? - Jest w miejscu, które wy nazywacie rajem. Nie martw się, jest szczęśliwa, tam nie można być nieszczęśliwym, obojętnie kto tam się znajdzie nie zazna już żadnych trosk, ale to zapewne wiesz. - Widujesz ją. - Nie. Pozwól, że Ci wszystko najpierw wyjaśnię a potem będziesz zadawał pytania. Zapytałeś na początku dlaczego ona umarła, odpowiedź jest prosta Ojciec tak chciał, wy go…