Kariera · 6 min czytania
Trzy Dni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„…dobra znajomość j. angielskiego lub niemieckiego, nadzór produkcji…”
Dzień 1.
Zadzwonili, zatwierdzili, więc przychodzę. Ósma rano. Pięć milionów papierków. Deklaracje, oświadczenia, zaświadczenia, formularze, kwestionariusze, i jeszcze potwierdzenia, że to wszystko to prawda, że się pod nikogo nie podszywam, że istnieję, że ja to ja itd. Błąd – w książeczce wojskowej brak wyraźnego wpisu ‘przeniesiony do rezerwy’. Łaskawie mnie przyjmą, ale muszę donieść zaświadczenie, że doniosę zaświadczenie, że mnie przenieśli. Jasne, już widzę chęć współpracy ze strony WKU. Potem zwiedzanie zakładu, nowi koledzy, kierownik w biurze… siedzi z nami, więc zaczynam się martwić o której wyjdziemy. Obczajam program do nadzoru produkcji. Na hali same babeczki, to na pewno plus. Dostałem swoje krzesło. Nie fotel, a krzesło. Metalowe rusztowanie i dwie drewniane płytki. Tak, takie samo, jakich są tysiące w podstawówkach, gimnazjach i liceach (tych państwowych, oczywiście). Kurewsko wygodnie siedzieć na nim cały dzień. Do tego stary, kineskopowy monitor, miga jak gwiazdka na święta i zmienia kolory jak kameleon cierpiący na kameleonową odmianę schizofrenii skórnej. Po godzinie siedzenia tutaj mam wrażenie, że siedzę tak od upadku muru berlińskiego. Oczy szczypią i bolą. Plecy gniotą i bolą. Kręgosłup krzyczy, bo geografia biura wymusiła ustawienie monitora, a więc i mojego fo… krzesła, skosem do biurka. Cierpliwości. Dobra, to dopiero początek. Jutro już chyba będzie coś do roboty, nie?
Dzień 02.
Takie tam krycie się, ściemnianie, dekowanie… dekowizm stosowany. Nic się nie dzieje. Co ja mam tu robić? Rano odmeldować wykonane zlecenia z hali, jakieś półtorej godziny, a potem do szesnastej… nic. Radek, bardziej już obeznany z firmą, lata ciągle tu i tam, ciekawe co takiego robi? Pewnie się kitra między regałami na magazynie. No a ściemniać trzeba, kierownik patrzy… no więc nuda i dekowizm. Aha, dostałem jeszcze dwa cienkopisy. Czerwony i niebieski. Fajne, niemieckie. Ludzie jacyś tacy dziwni, milczący. Radio gra, ale tak cicho, że słyszą je chyba tylko nietoperze. Atmosferus grobus. Kierownik okazuje się faszystą, traktuje babki z hali jak szmaty. Ma być, kurwa, norma, a jak się nie podoba to do widzenia, tyyyle już innych czeka na wasze miejsca, co to ma być - ten typ. W ogóle, panie z hali są traktowane przez biuro z taką wyższością, wiecie, właściwą osobom, które na hali nie pracowały. Ja mam wykształcenie, ja tu w biurze kawę piję, co mi pani głowę zawraca. I tak mijają minuty, płyną, kapią ślamazarnie, jak bajty przy neostradzie. Ile tak można? Cisza taka, że aż mi głupio zjeść jabłko, bo będzie hałas. Jak w świątyni. Pracy, hehe. Zrobili mi badania lekarskie. Jest żem zdrów. Ciekawe, kiedy dostanę jakąś umowę o…