Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Trzy głosy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Deszcz padał od trzech dni. Krople nie przerwanie dudniły o dach. Dziewczyna siedziała na metalowej pryczy i rozmasowywała zziębnięte dłonie. Była późna jesień, koło godziny 23. Świeca stojąca na drewnianej podłodze dogasała tworząc woskowego kleksa. Pod ścianą stała szafka, która ledwo trzymała się na spróchniałych nogach. Na owej szafce znajdowała się metalowa miska, a obok gliniany dzbanek. Cieszyła się, że ma gdzie spać. Że ktoś pozwolił jej spędzić tu parę dni; aż ulewa przejdzie. Zanim ją tu przyprowadzono, do schroniska, które prowadziła babcia w podeszłym wieku, spędzała noce przy fontannie, na ryneczku. Nie wiedziała czemu, nie było tam przecież żadnego zadaszenia, a mimo to czuła się tam dobrze. Pomijając lodowate zimno, przenikające ją do szpiku kości oraz kąśliwe uwagi pijaków. Przebywała tam dwa dni, a następnie pokierowano ją tutaj. Staruszka burzyła się, że nie ma miejsca; nie przyjmie żadnej ladacznicy, która straciło prace. Dziewczyna cały czas stała ze spuszczoną głową, z kosmyków włosów, woda skapywała na wyszorowaną podłogę. Nie odzywała się, nie chciała się narażać. Nie miała też zbytniej ochoty. Nie teraz. Gdyby ktoś znał ją wcześniej, a teraz stałby z boku i obserwował całe zajście, zaklinałby się, że to nie ona. Monika nie siedziałaby cicho zbierając burę, na którą zresztą nie zasłużyła. Staruszkę, udobruchała dopiero sakiewka pełna brzęczących monet. Nie wiedziała, czemu ten mężczyzna okazuje jej takie zainteresowanie i traci na nią pieniądze, ale było jej to obojętne. Chciała się już położyć, chociażby przy fontannie... Naszły ją wątpliwości, teraz nie chciałaby tam wracać, nie po tym jak poczuła ciepło bijące od płomieni, skaczących w kominku i zapraszających zziębniętych, aby się ogrzali. Ona nie chciała, a inni? Gdy mężczyzna wyszedł, staruszka kazała jej iść za sobą. Dotarły na 3 piętro, a następnie właścicielka pokazała jej drzwi, za którymi były schody. Miała iść na górę. Jej mina świadczyła, że powinna się cieszyć, iż coś dla niej ma. Tak, była wdzięczna, ale w inny sposób. Wchodząc po starych dawno nie używanych stopniach, słyszała jak trzeszczą i uginają się pod jej ciężarem. Poręcz była przegniła i wolała jej nie dotykać. Następny krok. Trzask... następny Trzask... wiedziała, że to koniec jej uciekania, w jakiś dziwny sposób to czuła. Trzask...już widziała oczami wyobraźni swój nowy pokoik. Trzask...marzyła o własnym kącie od małego. Trzask...widziała już jak go urządzi. Trzask...uśmiech wpłynął na jej twarz. Trzask...jak dawno się nie uśmiechała. Dotarła na sam szczyt schodów. Złapała zimną, mosiężna klamkę. Nacisnęła. Drzwi ani się ruszyły. Naparła mocniej i prawie wypadły z zawiasów. Uśmiech zamarł na ustach. Wyglądał jakby został przyklejony. A czego się spodziewała? Apartamentu z sofką, na której gościć będą porcelanowe lalki? Ponownie doznała zawodu. Pierwszy raz to był, gdy matka wygnała ją z domu dowiedziawszy się, że jest w ciąży. Zastanawiała się jak długo wytrzyma. Sumienie zżerało ją od środka.

Podeszła do popękanej szyby. Tak szyby, bo oknem nie można nazwać czegoś, co nie ma framugi i jest przyklejone do ścian taśmą. Pomiędzy zbitymi razem belkami rozpościerały się pajęczyny, a na nich pająki

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%