Fantastyka · 5 min czytania
Trzy minuty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tata był bardzo sławnym kardiochirurgiem. Ciągnęli do niego pacjenci z całego kraju. Wiadomo było, że pomoże, że jest dobry. Brał się za różne przypadki, te podobno łatwe - jak to określali jego koledzy - i te piekielnie skomplikowane, gdzie wystarczyła chwila nieuwagi i można było wysłać gościa na łono Abrahama. Tak, ojciec był cholernie dobrym sercologiem. Kiedyś, jako początkujący kardiochirurg, podpatrywałem go, co robi przed operacją, jak zakłada fartuch, myje ręce. Wiecie, nie każdy może podpatrywać samego mistrza, mi się akurat udało. Poszedłem w jego ślady i nawet nie żałuję. Tyle tylko, że nie szło mi tak dobrze, jak jemu. Wprawdzie rzadko oblewałem egzaminy, ale na praktykach byłem przeciętny. Często porównywano mnie do niego i niby byłem dumny, że porównują do kogoś tak wielkiego, ale z drugiej strony chciałem zapracować na swoje własne nazwisko swoją własną pracą, nie protekcją rodzicielską. Niestety, nie potrafiłem jak on przewidzieć ze stuprocentową pewnością, że ktoś przeżyje operację albo, że fiknie na stole operacyjnym. On jeszcze zanim otworzył bebechy, już wiedział co się stanie. Ale zachowywał się jak prawdziwy lekarz, zawsze mówił:"trzeba mieć nadzieję" i co najwyżej wyczulone ucho mogło usłyszeć drobną nutkę fałszu, jakby rezygnacji. Jakby już wiedział, że walka jest przegrana. Zwykle pilnie obserwowałem, jak zachowuje się przed operacją. Za każdym razem tak samo. Najpierw schodził na sam dół szpitala, do taniego baru, zamawiał kawę, słabą lurę z białym cukrem, dwie łyżeczki. Potem brał szklankę i szedł do pielęgniarek po kartę pacjenta, a dalej zamykał drzwi w swoim gabinecie. Byłem ciekawy, co tam robi. Spodziewałem się, że studiuje historię choroby, ale zaciekawiła mnie regularność tego zwyczaju. Zawsze na dokładnie jedną godzinę przed wejściem do bloku operacyjnego zamykał się u siebie. Jeśli operację wyznaczono o 16:30, to ojciec znikał o 15:30, jeśli o 14:15, to o 13:15 już był niedostępny. Nikt nie mógł mu przeszkodzić. Drzwi były zamknięte na klucz, a w szpitalu mówiono, że doktor skupia się i nie wolno pod żadnym pozorem, pod żadnym pretekstem, w ogóle nawet niech nikt nie próbuje. Kiedyś poszedłem do małej kanciapy - sprzątaczki trzymały tam zapas środków czystości - na szóstym piętrze, z której można bylo zobaczyć co się dzieje w przeciwległym skrzydle szpitala, bo…