Filozofia · 19 min czytania
Trzy Życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Trzy życia
16 sierpnia 1992 roku, Warszawa - Dworzec Centralny, godzina 19.10
- Nie mam już do Ciebie siły. Dalej się do tego nie przykładasz! Wszystko musisz spieprzyć! -Bartek nie mógł już ukrywać obrzydzenia, jakiego doznawał widząc swojego starego przyjaciela. - Dobra już dobra, nie praw mi tu kazań. Daj ten ostatni raz cholerne trzydzieści zeta i nie będę cię już męczyć, nie bądź sknerą… - Nie chodzi mi o to, że żałuje ci kilku złotych, chodzi mi o ciebie, o twoje życie stary... Prochy nie zagwarantują ci ani szczęścia, ani przyszłości. Uwierz mi proszę! Błagalny wyraz twarzy Dębskiego, wyglądał naprawdę szczerze, ale Maciej Skalski nic sobie z tego nie robił. To wszystko trwało już zbyt długo. - Szczęście? a czym ono jest, czym jest przyszłość tego, co nazywacie wszyscy wy pieprzeni racjonaliści, życiem!?. Dla mnie ta szara rzeczywistość nie znaczy nic, mniej niż nic.- nagle zamilkł i popatrzył głęboko w oczy przyjaciela. Po chwili milczenia wybuchnął dzikim śmiechem. Jego rozmówca nawet się tym nie zdziwił. - To na co czekasz, odbierz sobie życie, nie męcz się więcej… - Żebyś kurwa wiedział, że tak zrobię, tylko daj mi wpierw przyćpać.- dodał nalegającym tonem. - Nawet nie mów mi takich rzeczy, nie wierzę ci. Jesteś słaby, za słaby, nie masz odwagi! Jesteś tylko gówniarzem, który nie radzi sobie z życiem. Jesteś śmiesznie żałosnym dupkiem. - Próbowałem i sam widzisz… - Co widzę?!, Myślisz, że to tak z dnia na dzień i już, trzask i po wszystkim?!- dodał poirytowany naiwnością Skalskiego. - Ja już nie mogę czekać, dawaj forsę i idź do diabła…- dodał niemal błagalnym tonem. Dębski już nie mógł, tu zaczął się jego początek końca tolerancji. - Nic ci nie dam, nic! rozumiesz! Musisz spróbować jeszcze raz, uda ci się pomogę ci, będzie dobrze…- Maciek usiłował nadać swoim słowom wyraz pocieszenia i otuchy, ale rozmówca gwałtownie mu przerwał. - Jakie będzie dobrze, nic nie będzie! Dla mnie już nic nie ma... - O nie! Nie pozwolę, zbyt długo się znamy, za bardzo w ciebie wierzę. - To nie wierz!, Dla mnie nie ma już nadziei, dawaj kasę albo sam ci ją wezmę! - Nie Maciek, dość już tego. Pogadamy jak ochłoniesz, wiesz gdzie mnie szukać.- Po chwili, dodał- Liczę na ciebie. - Pieprz się!! Nie chciał już dłużej z nim rozmawiać. Zapiął kurtkę pod samą szyje, odwrócił się i odszedł wolnym krokiem. Tego, co się stało chwile później nie mógł podejrzewać. Skalski wyciągnął z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki nóż. Pobiegł za Bartkiem Dębskim. Pchnął go nożem, aż osiem razy. Twarz ofiary, wykrzywiła się w grymasie bólu. Chciał krzyczeć, wzywać pomocy, ale Maciej przysłonił jego usta drugą dłonią. Słyszał jak krople ciepłej posoki spadają na twarde podłoże. - Doigrałeś się skurwysynu… ~ Jak on może? Znamy się od piaskownicy, razem chodziliśmy do podstawówki, do liceum. Wśród obskurnych murów, zabazgranych graffiti, odszedł na drugi świat... Ból odczuwał tylko na początku, później już tylko powoli usnął. Do kiedy starczało mu sił patrzył na swojego zabójcę. Już nie widział w tej postaci starego przyjaciela. Widział już tylko wrak człowieka, którego było mu żal. Ludzie mówili później, że nikomu nie można życzyć gorszego końca. Gdyby znali wszystkie fakty, wiedzieliby ile prawdy było w ich słowach. Na klepsydrze napisano,,bestialsko zamordowany, przez nieznanego sprawcę, kochany brat i syn”
15 lipca 1988 roku, przystanek autobusowy na przedmieściach Poznania, godzina 20.26
- No dobra. To widzimy się jutro. Pamiętaj o tym sprawdzianie z biologii, bo później znowu zrobi wywiadówkę. -To by było w jej stylu.- Po chwili namysłu dodał – ale mniejsza z tym, coś mi się przypomniało. Jutro jest impreza u Wojtka. Napiszemy ten sprawdzian, a potem urwiemy się z dwóch polskich i zdążymy jeszcze zostawić w domu wszystkie rzeczy. Chyba zdążymy? -Jesteś geniuszem- jednocześnie parsknęli śmiechem- pani profesor będzie w siódmym niebie jak nie będzie nas na lekcji. - Z całą pewnością – dodał naśladując głos polonistki. Robiło się już późno. Zazwyczaj wracali ze szkoły o wiele wcześniej, ale bywały dni, kiedy jakoś nie mogli trafić szybko i skutecznie do domu. - Muszę się zbierać, bo znowu mnie starzy ochrzanią...- Stwierdził z ponurą miną. - Bo to sobie mały Bartuś nie umie wychować rodziców.- Odparł ironicznie – powiedz im, ze byłeś na dodatkowych zajęciach, bo jutro masz sprawdzian. - Po raz drugi okazujesz się dzisiaj geniuszem- oznajmił beztrosko.-O! mój autobus już jedzie. No to cześć! - Do jutra- po chwili namysłu krzyknął za biegnącym do autobusu przyjacielem - dzięki że pomogłeś mi się dzisiaj z tym zadaniem z fizyki! Gdyby nie ty na stówę dostał bym pałę! - No i właśnie, dlatego ci pomogłem!. Nie ma sprawy. Do jutra - Ostatnie słowa wykrzyczał, gdy stał już na progu autobusu. Skalski powolnym krokiem ruszył do swojego domu. Wiedział, że jego matka będzie zła, że tak późno wraca. Ale wcale nie żałował. ~ Zawszę się wścieka, a jak jej powiem, że byłem z Bartkiem to zaraz jej przechodzi. Chwile się powydziera i jej przejdzie. Gdy się już przekonał do własnej myśli ruszył w dalszą drogę. Było tak jak przewidział.
16 sierpnia 1992 roku, Warszawa- Dworzec Centralny, godzina 20.04
Część 22 / 3
Pracownicy kolei wcześnie odkryli zwłoki studenta. Bezzwłocznie zawiadomiono policje. Nawet doświadczeni funkcjonariusze byli wstrząśnięci brutalnością oprawcy. Ofiara siedziała oparta o ścianę, w ciemnej kałuży krwi. Na kurtce zmarłego było wiele śladów cięcia nożem. Szeroko otwarte oczy młodego człowieka zamarły jakby wpatrzone w jeden punkt.
*** *** ***
W czasie, gdy policja badała zwłoki niejakiego Bartłomieja Dębskiego, Maciej przeżywał radość,,odlotu’’. Pieniądze, które zabrał swojej ofierze, wystarczyły mu na kilka działek. Wziął wszystko na raz. Nie myślał o minionych wydarzeniach. Drżącymi dłońmi wstrzykiwał do krwi „wolność”.
Śmiech, radość, opętanie boskim uczuciem lekkości. Czas, który się zatrzymał. Czy w życiu trzeba czegoś więcej??
16 sierpnia 1992 roku, Warszawa- Sady Żoliborskie, godzina 20.40
- Cześć, jestem już.- Zawołał od progu. Czteroletnia dziewczynka o blond włosach pobiegła przywitać ojca powracającego do domu. Rzuciła mu się na szyję. - A, ty córeczko jeszcze nie śpisz? Już jest przecież tak późno.- Spojrzał czule na małą istotkę, która wciąż się do niego tuliła. - Czekałam na ciebie tatusiu.- Stwierdziła rzeczowo- Żebyś mi bajkę opowiedział, bo przecież ty opowiadasz najlepsze.- Rzekła tonem znawcy. - A więc dobrze. Tata opowie ci ciekawą historyjkę.-Dodała Ania- a ja przegotuje kolacje. Podeszła do męża i pocałował go w policzek. Dobrze, że już jesteś. Zaczekam na ciebie w kuchni. Madzia zmęczona oczekiwaniem usnęła szybko. Wystarczyła tylko naprędce zmyślona historyjka o małej dzielnej dziewczynce o imieniu Magda. Zbyszek zawsze zastanawiał się skąd ma tyle pomysłów. Ojciec nakrył ją dokładnie ciepłym kocem i na palcach wyszedł z pokoju. - Już śpi.- Powiedział zmęczony. - Powinieneś kochanie mniej pracować- odrzekła zmartwiona - Magda tak rzadko cię widzi i tak bardzo tęskni. - Od przyszłego tygodnia, będziemy mieli nowego pracownika i będę miał mniej papierkowej roboty.- Stwierdził zadowolony. Ania objęła go i mocno się przytuliła. Podobnie jak ich mała córka wyczekiwała na jego powrót. - Nawet nie wiesz jak się cieszę. W szczególności, ze stało się coś wyjątkowego.- Zbyszek spojrzał na żonę z zainteresowaniem. - Chciałam ci powiedzieć, ze jestem w ciąży.- Lekko się uśmiechnęła do męża. Zbyszek bardzo się ucieszył na tą wiadomość. Wyczekiwał takiej informacji od dłuższego czasu. Od roku odkładał już nawet pieniądze, żeby kupić większe mieszkanie. Tego dnia zasnął z uśmiechem na twarzy.
Część 33 / 3
17 sierpnia 1992 roku, w dalszym ciągu Warszawa-Dworzec Centralny, godzina 5.25
Leżał w kącie, zatęchłej poczekalni PKP. Nie miał siły podnieść się na nogi. Wymiotował pod siebie, tak długo, dopóki pozostała sama żółć. W własnych wymiocinach, zwinięty w kłębek, trzymając podkurczone kolana czekał na kolejny dzień. Czekało go poszukiwanie pieniędzy żeby kupić, jak to określał „czegokolwiek, co daje kopa”. Pierwsze promienie światła, wdzierały się przez wąskie otwory w ścianie. ~ Dzisiaj muszę coś zorganizować, coś mocniejszego, to jest niedobry dzień… Ból w żołądku i gorączka nie pozwalały mu jednak w dalszym ciągu na podjęcie jakichkolwiek kroków.
17 sierpień 1992 roku, centrum Poznania, godzina 11.30
- Nie rozumiem, co się dzieje?! Szukają go już od dwóch tygodni, a teraz okazuje się, że Bartek nie żyje… Twarz z wieloma zmarszczkami zmartwień, stała się jeszcze bardziej zeszpecona, czerwona, napuchnięta od łez. - Ja tego nie zniosę, tylko on nam został. Nawet biednemu Tadziowi nie było dane żyć dłużej, ale on! On może mieć jeszcze wszystko. Też mu pewnie było ciężko, od kiedy zmarł mu ojciec, ale przecież ma nas.- Kobieta nie przestawała płakać, jej spazmatyczne łkanie wzruszyło córkę. - Nie martw się, będzie dobrze…-odpowiedziała tonem, który miał dodać otuchy. ~ Będzie dobrze, to takie idiotyczne…, co by się nie działo zawsze w słowach pocieszenia słyszymy,, będzie dobrze”. A gdyby tak było, to... - Zadzwoń jeszcze raz, może coś wiedzą, cokolwiek… Stara, zmarnowana życiem matka zapłakała jeszcze głośniej i gwałtowniej. - Mamo dzwoniłam już pół godziny temu, dalej nic nie wiedzą…- odpowiedziała załamana siostra Maćka.
17 sierpnia 1992 roku, Warszawa-Agencja detektywistyczna Sherlock, godzina 16.50
- Chociaż…