Duchy · 6 min czytania
trzy życzenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pewnego dnia przyszedł do mnie diabeł. Miał ładną zdrową twarz, świeże, pachnące włosy i zadbane paznokcie. Stanął w progu i zmierzył mnie diablim wzrokiem. - Czym mogę służyć? - Zapytałam. - Nie potrzebuję nic od ciebie. - Powiedział. - Przyszedłem spełnić trzy twoje życzenia - Nie mam żadnych życzeń - odpowiedziałam. W jego oczach zobaczyłam radość. Nie wierzył, że nie mam żadnych życzeń. Jego pełna wyważenia twarz drgnęła lekko pod wpływem impulsu. - Wszyscy mają jakieś życzenia. Powtórzyłam, że nie mam żadnego. W tym momencie przekroczył próg pokoju i usiadł przy stole, na najwyższym i najpiękniejszym krześle. Oparł głowę na łokciach, założył nogę na nogę i dawał znak, że wyraźnie na coś czeka. Usiadłam obok niego i powtórzyłam. - Nie mam żadnych życzeń. Ale może ty panie życzysz sobie czegoś? - Zapytałam jak nakazywały mi maniery. - Ależ owszem. Życzę sobie. Rozmowy. - Słucham, więc. - Widzisz. Przyszedłem do ciebie nie bez celu. Mam dla ciebie propozycję. - Jaką? - My tam w piekle mamy taką zasadę. Każdy do kogo przyjdziemy dostaje od nas trzy życzenia. Spełniamy każde, nawet najdziwniejsze. Nawet takie, którego spełnienie jest dla zwykłego człowieka niemożliwe. W zamian za to śmiertelnik oddaje nam swoją duszę. To taka żelazna umowa. - Nie oddam ci swojej duszy. - powiedziałam. - Nie musisz. Wystarczy bowiem, że to podpiszesz. - powiedział wyjmując zza pazuchy cyrograf. Spojrzała na niego podejrzliwie, ale powstrzymałam się od komentarza. - Działa to w ten sposób, że jeśli nie spełnimy twoich życzeń, to twoja dusza nadal pozostaje wolna. - Skoro tak... Co ci po tej umowie? - Zupełnie nic! - wykrzyknął - o to chodzi. - Jednak skoro, nie potrzebujesz, żebym podpisała tą umowę, a ja nie mam trzech życzeń, to wcale nie muszę tego podpisać. Żadne z nas nic nie straci, ani nic nie zyska. - Mylisz się moje dziecko - zaśmiał się. - Jeśli nie podpiszesz tej umowy, nie spełnię twoich życzeń, ale również nie opuszczę tego miejsca aż do chwili kiedy sam zechcę. A to znaczy, że przed nami dłuuugie lata przyjaźni - powiedział. - Mam pracę. Nie możesz tu ciągle siedzieć! - zdenerwowałam się. - Żaden problem! Podpiszesz tylko cyrografik i znikam. -powiedział z cwanym uśmiechem na ustach. Wahałam się, ponieważ zwęszyłam w tym jakiś szemrany interes. Czemu miałabym podpisywać ten świstek papieru? Diabeł cały czas patrzył na mnie jakby czekając na chwilę mojej słabości. "Nie dam się!" - pomyślałam i powiedziałam. - Nie dostaniesz mojego podpisu! Idź sobie do kogoś innego! - wykrzyknęłam. Roześmiał się. - Czego się boisz dziecko? - Niczego! - pewna siebie odpowiedziałam. - Więc czemu tak ci zależy, żebym wyszedł. - czekając na odpowiedź z mojej strony, która nie padła dodał - Mam wyjść? Dobrze więc... Wyjdę. Ale najpierw uzyskam podpis po który przyszedłem. - odpowiedział. - Nic nie podpiszę! - Mogę prosić herbatki? - zapytał uśmiechnięty. Zbita z tropu poszłam