Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Trzynasta- rozdział drugi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział drugi =Dom w mroku=

Pociągiem dotarłam na wybrzeże, skąd promem dopłynęłam się do La Hevre we Francji. Szkoła mieściła się w małej miejscowości, blisko Paryża, więc także ostatni odcinek mojej drogi pokonałam pociągiem. Droga upłynęła bez żadnych rewelacji, a samotność wcale mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, brak towarzystwa bardzo mnie cieszył. Miałam dość czasu na rozmyślanie i czytanie książek. Tylko podczas kupowania biletu stało się coś dziwnego. Kasjerka zapytała mnie, czy aby na pewno chcę jechać do Attrait, a gdy powiedziałam jej, że jadę do szkoły, zapewniła mnie, że nie ma tam żadnego liceum. Z moim francuskim musiało być gorzej niż myślałam, bo przecież babcia nie mogła się pomylić, podając mi adres szkoły. Bileterka musiała być zwyczajnie niezorientowana. Podziękowałam grzecznie i udałam się na peron, skąd odjechałam do Attrait. Kiedy w końcu dotarłam do celu mojej podróży, zapadał już zmierzch. Na stacji wysiadłam tylko ja. Konduktor spytał mnie, czy nie pomyliłam się kupując bilet, ale nie chciało mi się tłumaczyć, że przyjechałam do szkoły, więc pokiwałam przecząco głową i wyszłam z pociągu. Peron był mały i wyglądał, niczym XIX-wieczny. Rozejrzałam się, w poszukiwaniu miasteczka, ale zewsząd otaczały mnie jedynie pola i wzgórza. W oddali dostrzegłam kilka bladych świateł, pochodzących zapewne z jakichś gospodarstw. Poczułam ukłucie żalu, którego nie udało mi się zabić. Dlaczego babcia wysłała mnie do takiej zapadłej dziury? Jaka elitarna szkoła mieściłaby się w wiosce, o której nikt nigdy nie słyszał? Byłam pewna, że tutejsze liceum nie było lepsze od tego, w którym uczyłam się do tej pory. Dlaczego więc zostałam tu zesłana? Czy naprawdę sądziła, że na tym świecie istnieje miejsce, w którym uda mi się zapomnieć? Zrezygnowana usiadłam na walizce i schowałam twarz w dłoniach. Byłam zmęczona wielogodzinną podróżą i załamana, tym, co zastałam na miejscu. Najgorsze było jednak to, że nie miałam żadnych pieniędzy na powrót do domu. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko podnieść się i zacząć szukać tej przeklętej szkoły. Zapadał zmrok, a ja nie miałam zamiaru spędzić nocy na zewnątrz. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie szukać, więc poszłam po prostu główną drogą. Była to zwykła polna ścieżka, wiodąca od peronu w głąb wioski. Po drodze minęłam kilka domków, ale żaden z nich nie był tym, którego szukałam. W końcu, sporo po północy dotarłam przed bramę ogromnego, starego budynku. Był niewątpliwie najbardziej osobliwym miejscem w okolicy. Przypominał stary, wiktoriański dwór z kilkoma strzelistymi wieżyczkami, rozrywającymi rozgwieżdżone niebo. Pchnęłam ciężkie, żelazne wrota i wślizgnęłam się na teren posesji. Dookoła mnie panowała ciemność, a z położonego nieopodal lasu niosło się pohukiwanie sów. Zimny wiatr chłostał mi twarz i targał włosy, lecz nie potrafiłam zdobyć się na odwagę i wejść do środka. Okręciłam się dookoła siebie, rozglądając się w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby natchnąć mnie choćby cieniem nadziei. Nie znalazłszy niczego takiego, postąpiłam kilka kroków do przodu, coraz bardziej przekonana o konieczności zapukania do tego dziwnego domu. Byłam już tak głodna, zmęczona i zmarznięta, że miałam gdzieś to, czy dobrze trafiłam. Ruszyłam śmiało gościńcem, by po chwili stanąć pod wielkimi, drewnianymi drzwiami. Bez wątpienia były największymi, jakie do tej pory wiedziałam. Najbardziej zaciekawiła mnie mosiężna kołatka w kształcie głowy smoka. Nawet w ciemności zauważyłam niebywałą precyzję, z jaką została wykonana. Już miałam jej dotknąć, aby zapukać, kiedy drzwi ustąpiły same, zapraszając mnie do środka. Nieśmiało przestąpiłam próg, ciągnąc za sobą walizkę. Korytarz spowity był w ciemności, mieszkańcy musieli już spać. Nie wiedząc, jak się zachować, krzyknęłam: -Przepraszam! Czy jest tu ktoś? Czekałam chwilę, lecz nikt nie odpowiedział. Ponowiłam pytanie, ale w domu panowała głucha cisza. Nie bardzo wiedząc, co robię, poszłam w głąb korytarza, wiedziona przedziwnym uczuciem, które nagle całkowicie mną zawładnęło. Poczułam je najpierw w palcach- lekkie mrowienie, które rozlewało się falą po moim ciele, gdy zbliżałam się do drzwi na końcu korytarza. Przeszły mnie ciarki, owionął chłód, mrowienie przeradzało się w stopniowe odrętwienie kończyn, w końcu poczułam TO w głowie. Szum, silny, a kiedy z bólu zacisnęłam powieki, zobaczyłam całą masę kolorów, które kotłowały się w moim umyśle, szukając drogi ucieczki. Zatrzymałam się pod ostatnimi drzwiami, na końcu korytarza. Otworzyłam jedno skrzydło i zamarłam w przerażeniu. Pokój był tak ogromny, że nie widziałam ścian, zatopionych w mroku nocy. Pośrodku stała grupka młodych osób- dziewczyn i chłopaków- otoczonych świetlistą poświatą. Ubrani byli zupełnie normalnie- w dżinsy i T-shirty, ale było w nich coś, czego nie potrafiłam nazwać. Biła z nich jakaś niezwykłość, która zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie mogłam ruszyć się z miejsca. Stałam, skryta w ciemności i obserwowałam ich, niczym zahipnotyzowana, czekając w napięciu, co się wydarzy. Mój strach nie zmalał ani trochę, lecz ciekawość zwyciężyła. W pewnym momencie zaczęli się od siebie odsuwać, równomiernie, rozszerzając krąg, w którym się znajdowali. Jeden z nich, chłopak, wystąpił z szeregu i ustawił się w samym środku okręgu. Inni musieli uznać to za jakiś znak, gdyż rozeszli się po całej sali tak, że większości z nich nie byłam w stanie dojrzeć. Nie miałam pojęcia, co się dzieje, lecz nadal tkwiłam w bezruchu, zafascynowana tym, co zobaczyłam. Zgromadzone w pokoju osoby przez chwilę stały w całkowitym skupieniu, w chwilę później do moich oczu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%