Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 19 min czytania

Trzynasta- rozdział piąty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział piąty =Fontanna=

Kiedy zjawiłyśmy się w jadalni, znów kilka osób wskazało na mnie palcem i zaczęło coś szeptać. Wzięłyśmy na tacę omlety i pudding z syropem malinowym. Byłyśmy głodne i zmęczone, ale przepełnione wspomnieniami o beztroskim popołudniu. Leżałyśmy w łódce i opowiadałyśmy o sobie. O naszym życiu. O szkole. W tej omszałej łajbie doznałam dziwnego uczucia, że mogłabym jej zaufać. Że chciałabym mieć taką przyjaciółkę jak ona. I ta obietnica naszej przyjaźni nie opuszczała mnie przez cały wieczór. - Widzę, że potrafisz dobrać sobie przyjaciółkę- zaśpiewała Lawinia swoim słodkim, mdłym głosem, ociekającym ironią i jadem. -Dlatego wybrałam Liz, nie ciebie- odpowiedziałam ze spokojem, dokładając do kolacji jeszcze herbatę. Sądziłam, że się speszy, ale pomyliłam się. -Nie mówiłam do ciebie, tylko do Elizabeth- zaledwie obrzuciła mnie spojrzeniem i przeniosła wzrok na Liz.- Powinnaś być bardziej ostrożna w doborze przyjaciół. Nie powinnaś się kompromitować w oczach rodu, zadając się z kimś takim jak ona- dodała i odeszła. Miałam ochotę wydrapać jej oczy, ale zamiast tego poczułam tylko ukłucie w okolicy serca. Rzeczywiście ten świat niczym nie różni się od tego, w którym żyłam do tej pory. - Lawinio, jakie to urocze, że tak się mną przejmujesz. Radziłabym ci jednak zatroszczyć się raczej o swoje towarzystwo- powiedziała z promiennym uśmiechem, jakby właśnie zapraszała ją na imieniny. Nie wiem, co takiego kryło się za jej słowami, ale Lawinia prychnęła tylko jak najeżona kotka i odeszła, zostawiając za sobą smugę zapachu najdroższych perfum. -Nie przejmuj się nią. Nie chciała dopiec tobie, tylko mnie. -Wyszło odwrotnie- mruknęłam i powlekłam się do stolika. Magia popołudnia nagle gdzieś się rozmyła i wróciłam do rzeczywistości. Liso, weź się w garść. Przecież to nic takiego. Powtarzałam sobie w myślach, ale mój humor wcale się nie poprawił. Lawinia siedziała przy stole nieopodal. Zdziwiłam się, że nie ma za sobą ogonka swoich wiernych wyznawczyń, ale zaraz koło stolika wyrósł Grey. Skrzywiłam się. Do pełni szczęścia brakowało tylko jego. Udawałam, że rozmawiam z siedzącą naprzeciw mnie Liz, ale tak naprawdę przez cały czas wpatrywałam się w parę, siedzącą trzy stoliki dalej. Grey był wyższy, niż wydawało mi się początkowo. Pochylał się nad Lawinią, ale kiedy zorientował się, że spoglądam w jego kierunku, usiadł. Speszyłam się, ale nie mogłam się zmusić, żeby przestać ich obserwować. Dwa tak podłe charaktery, jak Grey i Lawinia stanowili bez wątpienia idealną parę. Bez dwóch zdań. Rozmawiali o czymś cicho, a po chwili Grey wstał i nie patrząc na Lawinię, odszedł. Ona wlepiła wzrok w pustą szklankę i siedziała tak przez chwilę, po czym wyszła z jadalni z wysoko uniesioną głową.

Reszta wieczoru upłynęła nam na rozmowach w pokoju. Liz zapaliła świecę i zalało nas delikatne, pomarańczowe światło. -Znasz Lawinię? Wydaje się dość… ekscentryczna. -Tak. Nasze rodziny się przyjaźnią. Lawinia często u nas bywa. Niestety- westchnęła. Zaczęła mi opowiadać o wspólnych wakacjach i niezliczonych weekendach, spędzonych nad morzem. Trochę było mi jej żal. Ja chyba nie zniosłabym tej dziewczyny dłużej niż przez godzinę. -A William? -Will. Nie znam go zbyt dobrze. Pochodzi z bardzo wpływowej i bogatej rodziny. Widziałam go na kilku przyjęciach, ale to wszystko. On chyba nie szuka rozgłosu, choć jest jednym z najpopularniejszych pierwszorocznych, co pewnie zauważyłaś. -Nie sposób nie zauważyć. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest tu choć jedna osoba, taka jak ja. Choć jedna osoba, która nie mieszka w pałacu. - A Grey?- słyszę swój głos, zadający to pytanie, ale nie wierzę, że naprawdę to robię. Co się ze mną dzieje? -Mówiłam ci już, że to dziwak. Podobno jest z sierocińca. Sierota. Tak, jak ja. -Widziałam, jak rozmawia z Lawinią. -Niemożliwe! Oni? -Siedzieli razem w jadalni. Oczy Liz rozszerzyły się ze zdumienia. -Nie wierzę! Ona zawsze otacza się tylko ludźmi podobnymi do niej. -Oboje są wredni. -Tu musiało chodzić o coś więcej. Może chciał się z nią umówić. Wierz mi, wielu próbowało w ciągu tego tygodnia. Przyznaję, że może mieć rację. To tłumaczyłoby dziwne zachowanie Greya.

***

Tej nocy nie mogę zasnąć. Myślę o tym wszystkim i nie mogę uwierzyć, że jestem tu naprawdę. Jeszcze kilka dni temu cały mój świat zamknięty był w Trzech Dębach. Mogłam objąć go dłońmi, zamknąć wzrokiem przestrzeń. Dziś rzucona jestem na nieznane morze. Płynę na małej tratwie i nie wiem, jak długo uda mi się utrzymać na powierzchni. Doświadczam jednak irracjonalnego poczucia, że mimo wszystko jest tak, jak być powinno. Nie wiem jeszcze nic o moim nowym życiu, ale chcę je poznać i właśnie to chcenie sprawia, że usypiam spokojnie. Pierwszy raz od śmierci Petera.

Noc nie przynosi mi żadnej wizyty. Śpię jak dziecko i mam przedziwne sny. Biegnę przez las. Krzaki kaleczą mi stopy, a gałęzie biją po rękach i twarzy. Wybiegam na polanę i wsiadam do łodzi. Na głowie mam wianek z białych kwiatów. Zamykam oczy, a woda niesie mnie w nieznane. Łódka kołysze się równomiernie. Jest cicho i spokojnie. Pragnę zasnąć, ale nagle czuję, że nie jestem sama. Otwieram oczy i widzę przed sobą Petera. Ma jasną, anielską twarz i milcząc, patrzy na mnie. Próbuję coś powiedzieć, ale nie mogę. Ktoś zatyka mi usta dłonią. Próbuję się odwrócić, ale nie mogę. Peter siedzi nieruchomo, jakby nie zauważał tego, co się ze mną dzieje. Szamotam się i usiłuję wydać z siebie jakiś dźwięk, ale to nic nie daje. Po chwili Peter znika, staje się mroźną mgłą. Odwracam głowę i dostrzegam ciemne oczy. Znam je, ale nie mogę przypomnieć sobie, do kogo należą. Jestem już blisko rozwiązania zagadki, już prawie przypominam sobie, czyje to oczy, kiedy sen się urywa, a ja otwieram oczy. Jest poranek. Łóżko Elizabeth jest puste. Oddycham powoli, próbując dojść do siebie i wówczas czuję ukłucie w głowę. Czarna róża leży na mojej poduszce. Pachnie bardzo intensywnie. Nigdy nie widziałam tak niezwykłego kwiatu. Czy to sprawka Liz, czy chciała zrobić mi niespodziankę? Zerwałam się z łóżka i wybiegłam na korytarz, ale był pusty. Świta dopiero i Elizabeth powinna być jeszcze w łóżku. Wróciłam więc do pokoju i posłałam kanapę. Narzucam na siebie ubrania i czekam na Liz, ale ona nie wraca. Niepokój narasta z każdą chwilą. A co, jeśli ktoś był w nocy w naszym pokoju? Wszystko przeczy jednak moim domysłom. Łóżko jest zasłane, więc Liz na pewno nic nie jest. Próby uspokojenia się nie przyniosły żadnego efektu, więc postanowiłam wyjść na korytarz i zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. Nieomal wpadłam na Willa. -Przepraszam. Szukam Liz. Nie ma jej w pokoju. Nie wiem, co się dzieje- powiedziałam chaotycznie, znów robiąc z siebie kretynkę. -Ma zajęcia. Pewnie nie chciała cię budzić. Możesz wracać do łóżka. Ćwiczenia zaczynają się dopiero o dziewiątej.- odpowiedział spokojnie. -Chyba już nie zasnę. -W takim razie może zjesz ze mną śniadanie? Czułam się nieco onieśmielona. Prawie jak Kopciuszek. Mimo tego zgodziłam się pójść z nim do jadalni. -Jak minęła druga noc? -W porządku. Tylko trochę zdenerwowałam się zniknięciem Liz. Tak mi głupio, zachowałam się jak kompletna kretynka. -Jesteś tu nowa. Z resztą to wszystko jest dla ciebie nowe. Musisz się przyzwyczaić. -Pewnie masz rację. Kiedy weszliśmy do sali, znów przywitał nas szmer i wścibskie spojrzenia. Jedynie z kąta sali pokiwała mi Amy, dziewczyna, z którą mam żywioły. Odmachałam i odpowiedziałam uśmiechem. Pech chciał, że zauważyłam Lawinię ze swoją świtą i Greya siedzącego samotnie w najodleglejszym miejscu jadali. Patrzył przez chwilę w moją stronę, a potem przeniósł wzrok na Willa. Zjedliśmy w ciszy, ale kiedy popijałam herbatę, Will zaczął rozmowę. Miał ciepły głos i chętnie słuchałam jego opowieści o szkole. Cieszyłam się, że nie zmusza mnie do rozmowy, biorąc ciężar podtrzymania konwersacji na siebie. Moja rola ograniczyła się do zadawania zdawkowych pytań, na które on odpowiadał. W końcu jednak uznałam, że dość milczenia i włączyłam się do rozmowy. Nawet nie zauważyłam, że prawie cała sala opustoszała, że oprócz nas został w niej tylko Grey. Zdawało mi się, że na nas patrzy, ale on wcale nie zwracał na mnie uwagi. -Chodźmy już- poprosiłam Willa, a on chętnie przystał na moją prośbę. Wyszliśmy z jadalni, a ja cały czas czułam na sobie palące spojrzenie Greya.

*** Te zajęcia zapamiętam na zawsze. Spodziewałam się, że mistrz znów każe nam napełniać basen, ale pomyliłam się. Knightley wszedł do sali i nakazał nam usiąść w kole. Sam stanął pośrodku i bez słowa machnął delikatnie dłonią. Wokół niego pojawiły się tysiące kropelek wody, tworzących wokół niego nieprawdopodobne kształty. Siedziałam, jak zaczarowana wpatrując się w postać mistrza. Cała ta scena wyglądała nieprawdopodobnie na tle ceglanej ściany, pnącej się w nieskończoność, gdzie wieńczyła ją mała rozeta, rozszczepiająca światło. -Myślicie, że to magia? Po sali przeszedł cichy pomruk aprobaty. Chyba trudno byłoby zaprzeczyć. -Otóż mylicie się. To nie magia. To zwykły czar. -Więc co jest magią?- zapytała niska blondynka z drugiego końca kręgu. -Wasz dar. A właściwie, to, co z nim zrobicie. Wasze decyzje mogą zamienić się w magię. Tylko od was zależy, co z nim robicie. Po której stronie się opowiecie. Czy zechcecie iść jasną, czy ciemną stroną. Wszyscy słuchali zahipnotyzowani siłą głosu mistrza. -Musicie poznać siebie, wsłuchać się w Dar. Miną długie miesiące, a może i lata, zanim uda wam się opanować tą trudną sztukę.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Trzynasta- rozdział piąty — czytnik · opowiadania