Romans · 7 min czytania
Tu będę czekał
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prawie każdy weekend wyglądał podobnie. Może nawet nie tyle weekend co sama sobota. Wstawał rano, zaledwie piętnaście minut później niż normalnie w tygodniu. Ponieważ cały świat budzi się w sobotę znacznie później, ranek zdawał się być dzięki temu niewspółmiernie dłuższy. Nie potrzebował tego czasu na realizację konkretnych zadań, po prostu, delektował się porankiem i nadchodzącymi dwoma wolnymi dniami. Ruszał spacerkiem do pobliskiego sklepu nabyć świeże pieczywo i poranną gazetę, a potem usiąść przy porannej kawie. Zatopić myśli w wiadomościach ze świata podsycanych wonnym aromatem. W drodze powrotnej zataczał spore koło, aby przysiąść na chwilę nad stawem w pobliskim parku. Lubił wracać przez park. Nie pamiętał teraz nawet kiedy zrobił to po raz pierwszy, nie mniej trwało to już od długiego czasu. Zawsze szedł tą samą drogą przez puste jeszcze o tej porze alejki i siadał zawsze w tym samym miejscu, nad wodą. Z dala od gwaru miasta, tam gdzie śpiewały ptaki. Można było pobieżnie przejrzeć nagłówki w gazecie i popatrzeć jak wiatr marszczy wodę. To było jego miejsce. Jego, ale nie do końca. Parę tygodni temu, gdy jak zwykle usiadł na górze pagórka opadającego ku tafli wody, zobaczył siedzącą parę metrów poniżej kobietę. Nie odezwał się nawet słowem. Naprawdę zaskoczony był dopiero w kolejnym tygodniu, gdy nieznajoma znów siedziała w starym miejscu, parę metrów poniżej od niego. Znów siedzieli tak razem milcząc przez kilkanaście minut patrząc na wodę i na pływające po niej kaczki, po czym ona wstała i odeszła dołem, tuż przy brzegu. Nie widział nawet jej twarzy. Nie wiedział nawet czy wiedziała, że siedział tuż za nią. Od tamtej pory zawsze się spotykali. Gdy on przychodził, ona już była. Zawsze też pierwsza odchodziła tą samą drogą. Nigdy właściwie nie widział jej twarzy, ale nie potrzebował tego. Przyzwyczaił się do niej. Zaczęła stanowić element jego życia. Lubił myśleć o niej. Skąd się wzięła? Dokąd odchodzi? Jak ma na imię? Zastanawiał się nawet przez trochę, czy ona w ogóle wie, że on siedzi, tam nad nią, ale z czasem doszedł do wniosku, że tak, chociaż na pewno nie poznała by go na ulicy. Dziś również była. Usiadł cicho tam gdzie zawsze i patrzył na nią. Długie, jasne włosy opadały niemal do ziemi tak, że nie widział niemal nic poza nimi. Wschodzące słońce nadawało im szlachetnego koloru, a delikatny wiatr poruszał niezauważenie. Było już ciepło jak na tak wczesną porę. Niewidoczne ptaki śpiewały jak zawsze, a kaczki wypłynęły na wodę dostojnie zataczając na niej duże koła. - Cześć – powiedziała cicho nie odwracając nawet głowy w jego stronę – Cudowny dzień się budzi do życia, wiesz? Zamarł. Nie spodziewał się nawet, że do niego przemówi. Miała bardzo miły i ciepły głos. Milczał jednak. - Strasznie się dziś czuję – kontynuowała – Jednak zawsze mi pomaga, gdy posiedzę trochę nad wodą w parku. Nie bardzo wiedział co powinien odpowiedzieć. Bał się wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, tak aby nie zepsuć tej chwili, na którą podświadomie czekał tak długo. - A jak ty się dziś masz? – zapytała. - Dziękuję, dobrze – wciąż mówił cicho – Słońce dobrze mnie nastraja. - To dobrze, cieszę się – odpowiedziała po chwili – Miło się rozmawia z kimś, kto ma dobry humor. - Miło się rozmawia z kimś kto jest miły – odparł. Nic nie odpowiedziała. Patrzył na nią i myślał jak bardzo podoba mu się ton jej głosu. Był niezwykle kobiecy. Wypowiadała słowa w miękki i delikatnie zalotny sposób.