Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Tunel Krwi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pewnego dnia do miejscowości, w której byłam przyjechał objazdowy Park Rozrywki. Mieszkałam 300metrów od wolnego trawiastego placu, na którym rozłożył się park, więc mogłam wraz ze znajomymi dokładnie przyjrzeć się wystawianiu atrakcji i ich montażowi. Przez cały pierwszy dzień na placu pracowali robotnicy i do godziny 18 udało im się zamontować trzy karuzele i dwie kolejki. Później już tam się nic nie działo, jakby cała obsługa parku poszła gdzieś i nie miała zamiaru wrócić. I tak do wieczora. Nagle w środku nocy obudził mnie przerażający skowyt, przypominający wycie wilka do księżyca, tyle że tej nocy był on przesłonięty chmurami. Moje koleżanki z pokoju też się obudziły. -Czy słyszałyście to co ja? – Zapytała Zuzia. Była to mała pulchna trzynastolatka, o krótkich kasztanowych włosach i orzechowych oczach. -Taaak, mnie też obudził ten pies... – Teraz odzwała się ziewając Iza, szczupła i bardzo energiczna szesnastolatka, starsza siostra Zuzi, która była na tyle zaspana, by zdołać pomylić psa z wilkiem. –Ale skoro już nic nie wyje to chodźcie spaaać, bo znowu się spóźnicie na śniaaadaaaanie. – I od razu zasnęła. -Iza, ale ja się boję. – powiedziała płaczliwym głosikiem Zuzia na co Iza zachrapała głośno. W tej chwili znowu rozległo się wycie, pozbawiając mnie resztek snu. Westchnęłam. -Kolejna zarwana noc...- mruknęłam i podeszłam do okna. O dziwo, na dworze było całkiem jasno, mimo braku księżyca i jakiegokolwiek sztucznego oświetlenia. Dookoła naszego ośrodka był ciemny, mieszany las. Nagle dostrzegłam jakieś poruszenie tuż za linią drzew. Wyszłam na balkon, w celu sprawdzenia co to może być i moim oczom ukazały się dwa ciemne kształty, przemykające powoli brzegiem lasu. mieszkam na pierwszym piętrze, więc mogłam w miarę dokładne przyjrzeć się postaciom. W wyniku tych obserwacji, dostrzegłam, że jeden z nich to musi być pies, gdyż poruszał się na czterech łapach i machał ogonem. Niby nie ma nic niezwykłego w tym, że nocą ktoś z psem patroluje teren ośrodka, ale coś było nie tak jak trzeba. Większa z postaci i poruszająca się w pionie ubrana była w czarny płaszcz z kapturem i z krwistoczerwonymi naszywkami i obramowaniem. Nie miałam jednak pewności co do tego, czy to jest kobieta czy mężczyzna, ale stawiałam bardziej na mężczyznę. Stałam jeszcze chwilę na balkonie i obserwowałam jak postacie oddalają się w kierunku placu, na którym miał powstać Park Rozrywki, po czym weszłam do pokoju. Zuzia już spała. Ja też się położyłam i spojrzałam na zegarek. Była godzina 3:33. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale jak się obudziłam budzik wskazywał chwilę po 7. Śniadanie było dopiero o 8:30 a ja nie chciałam budzić Izy i Zuzi, więc poleżałam sobie do 7:30, po czym poszłam się umyć. Jak wróciłam to siostry właśnie podawały sobie wzajemnie ubrania i urządzały zawody w ziewaniu. -Witam. – powiedziałam z uśmiechem. W odpowiedzi Iza i Zuzia ziewnęły bardzo synchronicznie i również się uśmiechnęły. –Czy wy chcecie mnie zjeść? – Iza zachichotała. -Może innym razem. Ale teraz trzeba by iść na zbiórkę. Po śniadaniu były dwie godziny tzw. Czasu wolnego, który wyglądał tak, że wszyscy siedzieli w pokojach i udawali ze sprzątają. Ja posprzątałam wcześniej więc mogłam coś sobie porobić. Postanowiłam przejść się na plac by zobaczyć jak idą prace przy parku rozrywki. Wychodząc z pokoju, wpadłam na Łukasza, który był jednocześnie moim sąsiadem w domu jak i na obozie. -Siema Aga. Gdzie tak biegniesz? – zapytał z uśmiechem. -Elo. Idę się przejść do tego wesołego miasteczka czy co to ma być. Idziesz ze mną? -Oj Aga, Aga... To nie będzie wesołe miasteczko tylko park rozrywki. – powiedział doskonale naśladując jednego z moich nauczycieli. – Ale chętnie się przejdę. Szliśmy śmiejąc się i żartując przez całą drogę. Jednak to, co zobaczyliśmy na miejscu przeszło wszelkie oczekiwania. Nie dość, że rozstawione były już wszystkie atrakcje, to na samym środku znajdowały się sprytnie zakamuflowane drzwi, umieszczone w ogromnej paszczy wampira o niezwykle długich kłach. -ŁaŁ... – westchnął Łukasz. – Ale bomba! Musze koniecznie tam pójść! – zawołał i pobiegł w tamtym kierunku. Nie chciałam zostać sama, więc podążyłam za nim. Interesowało mnie jednak jedno: wczoraj prawie nic nie było na odpowiednim miejscu a dzisiaj już wszystkie obiekty zostały rozstawione... A przecież w nocy nikt się tu nie kręcił... Nikt, za wyjątkiem tajemniczej postaci z psem... Pogrążona w rozmyślaniach na ten temat, stanęłam w kilkuosobowej grupce ludzi, czekających na wejście do „Tunelu Krwi”, tak to się nazwało. Po jakichś pięciu minutach otrzymałam bilet a przebrany na wampira członek obsługi wskazywał mi drogę do „Tunelu”. Weszłam do przestronnego tunelu. W środku panował półmrok, który potęgował wrażenie grozy, wywołanej wcześniej widokiem sztucznych (ale czy na pewno?) ludzkich kości, włosów oraz różnych części ciała pokrytych skórą i pozawieszanych na nitkach przyczepionych do sufitu. W głębi pomieszczenia znajdowało się 13 jednoosobowych wagoników, pomalowanych w duchy, upiory, wampiry z dużą ilością koloru szkarłatnego. Pierwsze pięć było już zajętych, więc wsiadłam do szóstego i zapięłam pasy. Podczas czekania na resztę pasażerów, rozmyślałam nad tym, jak udało się w ciągu jednej nocy postawić taki duży obiekt, i to pod ziemią. Nie wymyśliłam nic sensownego, więc po chwili zaczęłam rozmawiać z Łukaszem, siedzącym przede mną. W pewnej chwili powiedział: -Już są wszyscy, moglibyśmy już ruszać... – obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że rzeczywiście pozostałe wagoniki zostały już zajęte przez oczekujących niesamowitych wrażeń młodych ludzi. Chciałam coś odpowiedzieć, ale zagłuszył mnie głos, który musiał być puszony na raz z kilku głośników, gdyż dochodził ze wszystkich stron jednocześnie. -Witam w Tunelu Krwi... – przerwa na demoniczny śmiech –To, co tutaj zobaczycie, nie jest dla ludzi o słabych nerwach, jednakże jest już za późno na wycofanie, życzę przeżycia... – znowu upiorny śmiech –Co, jeszcze tu jesteście? No to jazdaaaaaaahahahaha!! – zawołał megafon przeciągając ostatnią literę słowa „jazda” i dodając do niego szalony odgłos śmiechu. W tej samej sekundzie kolejka ruszyła prosto w ciemność... Jechaliśmy chwilę bez żadnych ciekawszych wydarzeń, gdy nagle dotarliśmy do sporego rozszerzenia drogi, wystarczającego, aby 13 wagoników mogło jechać jeden obok drugiego. Nagle usłyszałam dźwięk nagłego hamowania i wszystkie wagoniki stanęły w miejscu. W ciągu kolejnej sekundy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tunel Krwi — czytnik · opowiadania