Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 9 min czytania

...TUNELE IDEALNE(PROLOG)...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tunele idealne.

PROLOG

„If I should stay, I would only be in your way.” Whitney Houston

Jane prowadziła samochód ostrożnie. Asfaltowe drogi, stanu Nevada, były niebezpieczne o tej porze dnia. Arkady czarnych chmur majaczyły na horyzoncie, strasząc błyskawicami, a krople ostrego deszczu wbijały się w karoserie nowego Aston Martina. Silny wiatr unosił tumany kurzu, łamiąc suche drzewka. Jane przyspieszyła, rozglądając się za przydrożnym motelem. Niestety w promieniu kilkunastu kilometrów teren nie był skażony zabudowaniami. Energicznym ruchem prawej ręki wyjęła telefon komórkowy z torby, która znajdowała się na siedzeniu pasażera. Automatycznie wykręciła numer do Petera. - Cześć kochanie- usłyszała jego zaspany głos- Mam nadzieje, że jesteś już w Las Vegas? - Niestety, to musi jeszcze potrwać, mam mały problem - mówiła szybko- Oglądałeś prognozę pogody? - Tak- odpowiedział zmartwiony- Masz się gdzie zatrzymać? - Cały czas szukam- rozglądała się - Zadzwonię później. - Uważaj na …- telefon wypadł jej z ręki. Podniosła komórkę tak szybko jak tylko mogła. Niespodziewanie, jej oczy oślepiło wywodzące się z nieznanego miejsca światło. Zderzenie z nieznanym obiektem nastąpiło w przeciągu kilku ułamków sekundy. Aston Martin natychmiast zboczył z autostrady, koziołkował przez dziesięć metrów poczym ulokował się dachem do piaszczystej ziemi. W terenie oddalonym od cywilizacji o dziesiątki kilometrów, stał i z nieludzkim spokojem czekał na nienazwanego zbawiciela, pochłonięty przez mrok.

*** Obudził ją silny ból. Ostre światła jarzeniówek raniły zaspane oczy- jak małe srebrzyste igiełki, wbijały się w źrenice z bliżej nieznaną siłą. Jane wiła się niczym grzechotnik, zasypany tonami pustynnego piasku. Myśli roztapiały się pod wpływem kadrów, gorących jak lipcowe słońce. Umierały, zanim zdążyły się narodzić. Impulsy przekazywane z magazynu pamięci do oczu, które w niewytłumaczalny sposób potrafiły spojrzeć w przeszłość. Zupełnie tak jak wtedy, gdy była jeszcze dziewczynką. Bezbronną, wesołą dziewczynką. Wtedy, gdy tatuś kupił jej na urodziny „huśtawkę”(oponę) od Deana-Złomiarza, którą zawiesił na jednej z gałęzi starego dębu, rosnącego w ogrodzie, nieopodal domu. Jane lubiła się na niej bujać; lubiła czuć dotyk chłodnego wiatru, który niesfornie smagał jej policzki. To był jej ulubiony prezent; ostatni prezent od tatusia. Wtedy jeszcze nie wiedziała, dlaczego rodzice się kłócą; dlaczego mamusia płacze, a tatuś trzaska drzwiami? „Może tak musi być, jak w tych filmach po godzinie 20: 00”- myślała. I właśnie wtedy, w tę pamiętną sobotę tatuś nie wrócił do domu, a gdy zadzwonił telefon mamusia zamknęła się w swoim pokoju i długo nie wychodziła. Tym razem, Jane wiedziała, dlaczego. Trzy tygodnie później, ciało jej ojca pochowano na starym cmentarzu w jego rodzinnym miasteczku. Płakała. Płakały obie. Zostały same, pośród tysięcy pytań, bez odpowiedzi. *** - Jane!- krzyk rozszarpywał jej bębenki, zupełnie tak jakby dochodził od wewnątrz, istniał w głowie. Nie zdawała sobie z tego sprawy, że to mogło być możliwe. Bez wątpienia był to głos mężczyzny: szorstki a zarazem nieskazitelnie czysty, pełen troski - nieświadomy tego, że może sprawiać ból. Czuła go niemal tak intensywnie jak dłonie, które oplatały jej ramiona, potrząsając nią, impulsywnie, jakby w próżni. Wiedziała, że wraca, ale dokąd i skąd? Rozglądała się na wszystkie możliwe strony, a jej powieki stawały się coraz cięższe, gdy zamknęły się na dobre, ciało Jane przeszył ostry chłód. Niedługo po nim przyszła fala gorąca i powieki ponownie się otworzyły. Widziała jak przez mgłę, ostre światło jarzeniówek tylko potęgowało to wrażenie; widziała kilku mężczyzn o nie wyraźnych twarzach, mimo to bardzo do siebie podobnych, jakby klonów. Jeden z nich trzymał w dłoniach dwa żelazka, potarł je o siebie, po czym dotknął jej ciała. Podskoczyła, czuła jak ciepło rozprzestrzeniało się w niej –zapłonęło.

*** - Już czas.- myślał- Nie możemy zmarnować tej szansy Jane. Jesteśmy już, tak blisko. Wytrwałość. Najważniejsza jest wytrwałość. Już nie długo. Spotkamy się. Od dawna nie był tego taki pewny. Wiedział, że to kiedyś nastąpi,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%