Akcja · 4 min czytania
Twardziele w kosmosie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Janusz, zwolnij! Proszę... Zaraz nas zabijesz! Prośba Karolka została zignorowana. Janusz mknął przez galaktykę niczym obłędny rycerz na swym rączym rumaku. Karolek wyjrzał przez okno. Dookoła świeciły gwiazdy, wokół gwiazd kręciły się planety, wokół planet latały księżyce, a lecącego jak wariat Janusza już chyba do reszty pojebało. Mknął z prędkością 6000 km/m. Myślicie pewnie, że chwilowo zapomniał o przepisach ruchu kosmicznego. To byłoby prawdopodobne, gdyby leciał teraz cztery razy wolniej. Przedstawię wam to obrazowo. Jeśli lot z prędkością 1500 km/m można nazwać „chwilowym zapomnieniem” o przepisach, to prędkość, którą rozwinął teraz Janusz to wydarcie strony tytułowej z Wielkiej Księgi Kodeksu Ruchu Kosmicznego i wytarcie nią dupy, po wcześniejszym skonsumowaniu „królika na ostro” w chińskiej spelunie. Janusz miał to gdzieś. Zaślepiony rządzą zemsty nie dbał o swoje bezpieczeństwo. Nie dostrzegał też Karolka, który ze strachu przed kolizją zfajdaczył się w swoje ulubione portki. Smród był nie do zniesienia, jednak Januszowi było to obojętne. Miał tylko jeden cel – zabić Dżamala. Na twarzy Janusza malowało się skupienie i spokój. „Prawdziwy z niego twardziel” - pomyślał Karolek. Faktycznie – Janusz to typ faceta, któremu lepiej nie wchodzić w paradę. Jeśli ma do wykonania zadanie, musi je wykonać. Nie ma żadnych pytań, wątpliwości czy wyrzutów sumienia. Tacy jak on nie zadają pytań. Tacy jak on podchodzą do swojej ofiary, patrząc jej prosto w oczy wymierzają sprawiedliwość swoim Magnum, a potem z pogardą puszczają śmiga na leżące na ziemi zwłoki. Taki właśnie był Janusz. A nawet gorszy. - Przed nami pas meteorów! - zakrzyknął Janusz – Trzymaj się, mały! Karolek trzymał najmocniej jak mógł, jednak wiadomość ta całkowicie go załamała. Puścił. Smród, który targał ze sobą w spodniach stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Manewry, które wykonywał…