Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 10 min czytania

Twarz motocyklisty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Twarz motocyklisty Jutro? Hahaha jutro nie istnieje. Jest tylko dziś, ten moment, ta chwila, tu i teraz. Wracasz człowieku sterany po pracy, zamykasz oczy choć wiesz, że możesz już ich nie otworzyć, a kiedy już je otwierasz, znów jest dziś. Jutro to złudzenie…

Świat jest popierdolony, materializm niszczy naturalne ludzkie potrzeby. Złoto, dolary, szwajcarskie franki. Dążenie do zdobywania kolejnych przedmiotów, wielkich pieniędzy zaczyna dominować nad wszystkim. Co z tego, że masz dom pełen w większości niepotrzebnych gratów, jeśli nic nie uzupełnia życia, jeśli w duszy od pustych ścian odbija się jedynie echo. Wejdź do mnie do domu, jeden pokój całkiem pusty, w drugim łóżko, kilka mebli. W trzecim biurko, dwa rozkładane fotele, w razie gości. Łazienka – kabina i pralka, jakieś kosmetyki. Po co więcej. Z całego mojego dobytku i tak najważniejsze jest w garażu. Moja Honda CBR. Lata ewolucji i rozwoju, a wciąż brak słów, by powiedzieć wam o tym w zrozumiały sposób. Wszyscy się różnimy, każdy z nas jest inny i dla każdego nabiera to osobistego znaczenia. Każdy z nas ucieka przed czymś innym. Zastanawiałem się bardzo długo nad tym, jak pomóc WAM, zrozumieć NAS. I myślę że znalazłem dobry sposób. Poprosiłem kolegę, aby zgromadził dla mnie zestaw pytań, jakie chcieliby zadać motocykliście zwykli ludzie, nie mający na co dzień z tym styczności. Ze wszystkich zebranych pytań wybraliśmy te, na które odpowiedzi, właśnie w najlepszy sposób oddadzą to czym dla nas motocyklistów jest ta pasja. Oczywiście mogę na nie odpowiadać jedynie w swoim własnym imieniu, jak już wspominałem każdy z nas ma swoje własne powody, dla których właśnie motocykl stał się pasją, lekarstwem na szarość otaczającego nas świata. Pytanie pierwsze. "Czym dla Ciebie jest motocykl?" Motocyklista: - Kupiłem go po to, by mnie zabił, by uwolnił mnie od brzemienia przeszłości. Wyjeżdżałem z domu z nadzieją, że dziś już może nie wrócę, ale stało się inaczej… Motocykl, może to dziwnie zabrzmi, ale to moja mała świątynia, tak jak jedni z was chodzą do kościoła wyciszyć się i choć przez chwilę mieć nadzieję… Tak z pewnością to moja oaza spokoju, tu świat się zaciera, jestem ja i nieokiełznana bestia, nad którą muszę panować. Kiedy prowadzę odrywam się od rzeczywistości, pędzę przed siebie zostawiając przeszłość za sobą, tylko wtedy potrafię się skoncentrować, zapanować nad emocjami i zdusić w sobie wszystko to, co mnie tak dręczy. Jest tylko przedmiotem, ale jednym z tych niewielu, które dają wolność, a zarazem uświadamia jak człowiek jest mały względem świata. Z całą pewnością jest moją pasją, tym punktem zaczepienia w życiu. Są takie chwile, gdy nie mam dokąd pójść, zwłaszcza w długie bezsenne noce i wtedy jedynym rozwiązaniem jest przechadzka do garażu. Kluczyk trafia na swoje miejsce i już po chwili silnik mruczy swoją melodię na wolnych obrotach, zachęcając bym już wsiadał. Wciskam się w kombinezon, zakładam kask i rękawice i dosiadam bestii. Opuszczam garaż i już po chwili mknę do pierwszego skrzyżowania, a sąsiedzi w tym momencie mnie nienawidzą. Jest skrzyżowanie trzeba zwolnić, ale jak tu zwolnić, pisk opon, droga wolna, znów odkręcam i w kolejnych domach ludzie mnie nienawidzą. W końcu jest już grubo po północy, a silnik pracujący powyżej dziewięciu tysięcy obrotów nie brzmi już, jak grzeczna mrucząca kicia. Pytanie drugie. "Jakie są wrażenia z jazdy?" Motocyklista: - Intrygujący temat, zależy jak się jeździ. Godziny szczytu, raczej ciężko poszaleć, zwłaszcza w mieście, nie martwię się o siebie, ale nie chciałbym zabrać ze sobą kogoś przypadkowego, jeśli mi pisane zginąć na drodze, to wolę sam. Nie będę wam ściemniał że jeżdżę grzecznie, bo nie po to kupiłem sportowy motocykl, żeby ledwie się toczyć. Są dni kiedy wyciskam z niego ile się da, zapierdalam do granic umiejętności. Wpadam szybko na stację zalać pod korek i wjeżdżam na drogę, fajna miejscówka, względnie przyzwoity asfalt, dość szerokie pasy, jakiś debil wymyślił tu sobie podwójną ciągłą, znak mówi o ograniczeniu do osiemdziesięciu, więc lecę spokojnie tę setkę, i nagle pojawia się przede mną jakiś muł, jadący ledwie czterdzieści, wiadomo, piękny dzień, pogoda sprzyja aż za bardzo, jest skwar. Szkoda zwalniać. Więc wyprzedzam, z naprzeciwka coś tam jedzie, ale jest przecież tak dużo miejsca, muł oczywiście nie zjedzie bliżej prawej krawędzi, no bo po co komuś ułatwiać życie, więc wpadam na środeczek między te dwie linie i dwa auta. To jest taka chwila, gdzie przez moment czuję wartość swojego życia, niewielki przesmyk. Chwila w której emocje spadają do zera, nie ma miejsca na błąd, na strach, jestem tylko ja i ten moment. Muł zostaje daleko z tyłu i kawałek dalej wpadam na ekspresową. Nadal jadę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Twarz motocyklisty — czytnik · opowiadania