Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 5 min czytania

Twarzą w twarz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szedł długą drogą z wrażeniem, że świat umyka mu przez palce. Zagubiony na drodze życia. Oto, kim się stał. Cieniem samego siebie sprzed kilku lat. Czuł się zagubiony, a nawet więcej. Zgubiony jakby przez nieuwagę i zapomniany przez świat. To los był jego panem i władcą, to on ustalał dla niego nowe cele. Bawił się nim. Niczym marionetką. Lalką, która pewnego dnia znudziła się swojemu posiadaczowi i została ciśnięta gdzieś zupełnie w kąt, aby odejść w zapomnienie i nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Wysłużyć się tylko wtedy, gdy będzie potrzebny. Czy właśnie tak musiałeś skończyć? Człowieku, puchu marny. Jak to się wszystko właściwie stało?

Upadł przed werandą budynku, który kiedyś dumnie nazywał domem. Splunął na ziemię ciemną cieczą, dławiąc się nią i kurczowo trzymając za miejsce uderzenia. Blada z przerażenia twarz, ubrudzona błotem i krwią. Nie jego. Przeciwnika, któremu zdołał odebrać życie. Jednak nie miał dość sił na drugiego. I ma za swoje. Spojrzał spod półprzymkniętych powiek na przeciwnika. Czerwona substancja opuszczała jego ciało niczym balonik, który został wypuszczony z ręki bezbronnego dziecka. A tym dzieckiem było przeznaczenie. Los, który z niego zadrwił. Rozejrzał się dookoła. Ból. Tak bardzo bolało. Żal i smutek po stracie wszystkich bliskich. Martwe ciała leżały na drogach spuścizny klanu Uchiha. Wśród ciał widział swoim przyjaciół, swoją rodzinę i tych, z którymi wiązał swoją przyszłość. To ostatnie bolało go najbardziej. Czuł wzbierające się do oczu łzy. Ach, jakże one paliły. Kreślone bladym łukiem na brudnej twarzy, zostawiały po sobie dotkliwe ślady. Bezsilny i słaby. Oto, kim teraz był. Nie mógł nic zrobić, nie miał siły. Bo i po co? Przecież i tak umrze, więc po co do jasnej cholery ma się wysilać?! Ale on uparcie walczył dalej z ciemną płachtą, która powoli przysłaniała mu wzrok i sposób racjonalnego myślenia. Poczuł jak przeciwnik podciąga jego bezwładne ciało do góry, za fraki. Zawisł kilka centymetrów nad ziemię, wpatrując się w stalowe oczy swojego oprawcy. Brązowe włosy. Zadrżał. Zimna fala przeszła przez jego ciało, pozostawiając po sobie poczucie chłodu. Jego przeciwnik znudzony już najwyraźniej zabawą z marnym w jego oczach stworzeniem, cisnął nim niczym marionetką w pobliski mur. Zacisnął zęby, aby nie krzyknąć, kiedy zsuwał się po ścianie, pozostawiając za sobą ślady krwi. Podszedł do niego i po raz kolejny podniósł do i przywarł zdecydowanym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Twarzą w twarz — czytnik · opowiadania