Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 11 min czytania

ty w atmoswerze letnich zdychających dni

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był dzień, którego zazwyczaj nikt nie lubi- poniedziałek. Dzień księżycowy i dość po niedzieli, w której połowa populacji nie była w kościele. Może byli w IKEA, albo słuchali z głośników dennej piosenki „Ważne”, Mezo, patrząc delirycznymi oczami, na migającą lampeczkę z czerwonym napisem repeat. Cokolwiek robili, dzisiaj już musieli być na nogach, swoich, nie swoich, kołowych, tramwajowych, zdążając do pracy, bo bez pracy cóż, nie ma kołaczy, nie ma soczewek kontaktowych kolorowych, nie ma biletów na koncert snoop doga, albo na Opole 2005. Więc starają się ludzie, żeby ten tramwaj czasem im nie uciekł, chociaż jest bardzo wcześnie, może i wcześniej niż by sobie zaplanowali pójść, gdzieś w świat, tego pięknego dnia, którego nikt nigdy zwyczajowo nie lubił. Dlatego też, czasem nienawistnym spojrzeniem oka wyobraźni, która podpowiadała milion sytuacji, do zazdroszczenia tej twojej, np. że pani ma dziecko i ono obudziło ją bardzo wcześnie, a chociaż nie poszła spać po imprezie, bardzo grzecznej o 3, to musiała wstać o 4, więc w gruncie rzeczy spała tyle samo godzin co ty. Może od nikogo nie pożyczała suszarki, albo latała w staniku, nie miała może biustu nr. D, takiego, że ludzie się zatrzymują i mówią: no już bez przesady Heniek, no ja lubię z dużym ale taki ogromny, to za ogromny. Idą dalej i tak, ta ma za mały, chociaż lubią małe, a ta za średni, więc nie przejmuj się Heniu bo ci wódka wyżarła wątróbkę hehe, jak kruk, czy inny wróbel Prometeuszowi. Z tą że małą różnicą, że Prometeusz przynajmniej ci przyniósł ogień, którym możesz zapalić sobie fajkę, a ty nic nikomu, tylko wódzia, a w czasach szkolnych woda przez „O” kreskowane. Stało się na schodach, jakiejś ładnej klatki, i o może to twoje mieszkanko takie ładne? Tak moje, moje, ale dopiero za kilka miesięcy. Proszę, proszę. Szykowanie zajęło ci bardzo długo moje dziecko, znowu przecież ktoś pewnie wykorzystał ten czas lepiej, myślę, może jak ta z Lewiatana co ma trwałą. Zastawiam się, czy kobieta jest w okresie pt. : nie mam czasu o siebie zadbać. Albo może, dba o siebie i taki oto wynik? Eh, jakże ona by płakała, gdyby dowiedziała się co ja tutaj wypisuje. Wrzałoby, przecież to była taka fajna dziewczyna, sprzedawałam jej dzisiaj rano cztery bilety, dwa ulgowe, dwa studenckie, buu L. Tylko kto gustownie wygląda w fartuchu z Lewiatana? Trochę wyrozumiałości panie! Tramwaje przy pracy, zarabianiu pieniędzy na zdrowie i seks, nie ułatwiają sprawy. Pippi. Stop. Pipip, odjazd. Mega odjazd w gwiazdy. Pipip, obudź się, bo pipi już trzecia piętnaście, a pipi zegarek na przystanku, pipi dobrze ci mówię, działa, całkowicie pip źle. Jak się ten człowiek w rogu nie wstydzi tak głośno smarkać? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ma bardzo staroświecką chusteczkę, taką normalną, bez napisiku welwet, miękki dotyk na twej twarzy, ani papierowy motyl ożył, nie, to chusteczka od mojej prapra jakiejśtam, szanujcie mnie i ją, choć smarkam głośno. A teraz kurs na detal, teraz kurs na tandetę. Obracasz głowę w prawo, po lewej masz wyraźne okno z zaparowaną szybką, jakby tramwajsko się spociło, swoim pipi i przystankami. Na prawo jednak od ciebie, stoi to właśnie, na co miałeś kurs. Kurs na detal, panie marynarzu cudzego okrętu. Moje, serce, jej serce, nasze serca płyną sobie przez przystanek „plac wszystkich świętych” w Krakowie, dnia 11 lipca, poniedziałek, dzień, którego się zazwyczaj nie lubi. Itp. Itd. Dziewczę ma rude włosy o których marzyłaś przez całe życie od kiedy tylko przeczytałaś Anię z Zielonego Wzgórza. Ma zielonkawe oczy, może jakby soczewki z akła cośtam. Widziałaś wiele razy cos takiego. Taki cudowny obrazek piękna, przyzwyczaiłaś się do piękna w tym życiu, a co będzie dalej? Czy wszystko będzie takie proste jak dzisiaj, kiedy pożyczasz sobie suszarkę od pięknej sąsiadki i idziesz i pędzisz i śmiesz śledzić wzrokiem tą ruda piękność, chociaż wcale nie jesteś lesbijką, a jej jestestwo ciekawi cię z punktu widzenia czystko fizycznego. A nie czas skończyć to wgapianie się? Nie czas?

Monika wysiadła na przystanku zatytułowanym „Kino Wanda”. Kina tutaj już dawno nie ma. Zostały puste salki, zostały puste taśmy i puste miejsca, pustych widzów z pustymi kieszeniami. Został pusty przystanek w deszczu, w piątek wieczorem, gdzie nikt nikomu nie zabrania wyjścia do kina, bo sobota, dzień bezpieczny, okolicznościowo dobry i sprzyjający. Bruk wybrukowany dookoła reklamami i światłami samochodów, a Monika wysiada i nie wie jeszcze, że jest śledzona. Nie zna Krakowa, idzie troszkę w ciemno, troszkę intuicyjnie, patrząc na krzaczki, na barierki, spokojnie kontemplujące swoją nieciekawą rzeczywistość. Monicza rzeczywistość jest bardziej jeszcze jałowa niż tego jałowca na plantach, który pilnuje wszystkie śpiące dzieci w wózkach, żeby nosek od grabu nie wleciał im za czapeczki. Wszystko rozciąga się dla niej w kategoriach- życie, praca, kawałek kołacza i koncert Snoop Doga. Żartuje, Monika słucha techno, jak jej chłopak Marcin. Marcin jest mechanikiem samochodowym, nie wie, że gdyby jeszcze trochę popracował, to nie musiałby kupować Monice papierosów, ani rajstop

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ty w atmoswerze letnich zdychających dni — czytnik · opowiadania