Opowiadania.pl · 7 min czytania
Tylko Ja i mój papieros
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wziąłem głęboki oddech. Jesienne powietrze było chłodne i otrzeźwiające. Niestety. Lepiej się znosi problemy będąc całkowicie pijanym. Może nie znajduje się w szklance rozwiązań, ale na pewno ukojenie. Stałem przed pubem i patrzyłem na ruchliwą ulicę w centrum miasta. Nawet w piątkową noc ludzie dokądś się spieszyli. Myślałem o tym żeby zapalić, ale przecież rzucam. Gdybym zapalił, lista moich porażek urosłaby do takiego stopnia, że zastanawiałbym się poważnie nad rzuceniem się pod przejeżdżający samochód. Ktoś zatrąbił. Ktoś krzyknął, kawałek dalej dwóch gości prowadziło pijaną, rozbawioną dziewczynę pod ramię. Usiadłem na metalowym parkanie i starałem się nie myśleć. W brzuchu wciąż czułem potwora, który ostrymi pazurami starał się wydrapać na zewnątrz. Byłem bardzo, bardzo zły. - Ładna noc, no nie? – Z lokalu wyszedł Arek. Od razu poznałem ten żałosny głos. Arek był niepełnosprawnym kumplem z pracy, którego tylko ja starałem się polubić. Miał problem z wymową i charakterystycznie dla porażeń zniekształconą urodę. Byłem z nim na piwie po raz drugi. Pracował w wydziale mojego najlepszego kumpla. Z początku kręcił się koło niego, ale kiedy się zapoznaliśmy, jakoś dziwnie przyplątał się do mnie. Reszta naszej paczki za każdym razem go spławiała. Dzwonili do niego i mówili, że jednak nigdzie nie idziemy, a naprawdę szliśmy chlać i się bawić. Zrobiło mi się go szkoda i powiedziałem, żeby poszedł z nami. Teraz tego żałowałem, choć nie dlatego, że szukał na siłę przyjaźni i akceptacji u mnie. Po prostu byłem zły. Na wszystkich. - Chcesz papierosa? – zapytał. Rzucam – pomyślałem - ale ta noc i tak jest do dupy. - Tak, jakbyś mógł – ledwo powstrzymałem się od agresywnego tonu. To przecież nie jego wina, że zapytał. Zrobił to z grzeczności, uspokajałem się. To tylko i wyłącznie moja sprawa, że jestem zbyt słaby, by odmówić. Słowo „słaby” odbiło się echem w mojej głowie kilka razy. Byłem workiem nienawiści i rozpaczy. - Dobrze się czujesz? – zapytał Arek. Było oczywiste, że widać po mnie nerwy. Postanowiłem się uspokoić, tłumić to w sobie jeszcze przez chwilę. - Tak, Arek, w porządku. Co się dzieje w środku? – zapytałem mimochodem, ale oczekiwałem bardzo konkretnej informacji. Przyszliśmy do pubu w typowym składzie. Ja, mój najlepszy kumpel Rafał, Arek i trzy dziewczyny z wydziału Rafała. Tak naprawdę wszyscy byli jego znajomymi, a ja po prostu dołączałem, bo nie przepadałem za nikim z mojego wydziału. To była powszechnie znana prawda, która podobno funkcjonowała od dwudziestu lat istnienia firmy: w dziale marketingu byli gorsi ludzie i brzydsze kobiety niż w szkoleniach. Nie dzieliłem ludzi na gorszych i lepszych, ale fakt faktem nie mogłem się dogadać z ludźmi od siebie. Rafał miał niesamowite szczęście pracując w miejscu, gdzie były wszystkie najładniejsze dziewczyny, w tym Marta. Zadając pytanie „co dzieje się w środku?”, miałem na myśli konkretnie „Co robi Marta?”. Nie mogłem jednak podejrzewać Arka, że domyśli się o co mi chodzi. Nawet lepiej żeby się nie domyślał. Lepiej jakby odpowiedział przez przypadek. Zaciągnął się trzymając papierosa między krzywymi palcami i odpowiedział. - Rozmawiają. Przecież wiem – pomyślałem. - Marta wzięła Rafała do stolika obok i powiedziała, że musi mu powiedzieć coś ważnego w tajemnicy. Więc wyszedłem na fajka. Karolina i Anka dalej plotkują chyba. – Patrzył na