Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Tylko jeden...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Artur chodził nerwowo po swojej komnacie. Na wielkim stole stojącym pod oknem leżała mapa królestwa. Stały na niej przeróżne figurki ukazujące położenie oddziałów własnych i wrogich. Elfy radziły sobie całkiem nieźle jak na stworzenia miłujące pokój. Zdobyły niedawno przełęcz, która dawała dobry punkt do obrony przed wrogimi atakami. Jednak to nie wojna zaprzątała teraz króla. - Straż! Drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Do pomieszczenia wszedł strażnik i złożył pokłon swemu władcy. - Tak panie? - Co z moją małżonką? - Nadal nic nie wiadomo. - To trwa zdecydowanie za długo! Jeśli coś pójdzie nie tak każę powiesić tego medyka! Niech ja go tylko... Groźby króla przerwało pukanie do drzwi. - Wejść! Artur rozpoznał we wchodzącej kobiecie jedną z dam dworu. Miała chyba na imię Kornelia. - Panie... – złożyła odpowiedni ukłon, po czym od razu przeszła do sedna. – Królowa urodziła. - Czy to syn? - Tak panie... – zawahała się jakby chciała coś jeszcze dodać. – Królowa powiła dwóch synów. Król zaniemówił z wrażenia. Dobra nowina okazała się nie do końca dobra. Dwaj synowie to problem. Przecież dziedzic może być tylko jeden...

***

Dwóch jeźdźców pędziło po pastwisku. - Nie dogonisz mnie Filipie! – krzyknął jeden z nich. – Może i masz najlepszego wierzchowca w królestwie, ale nic ci to nie pomoże przy twoich marnych umiejętnościach. - Niedoczekanie twoje! Chcesz się ścigać? W porządku. Zaraz obejrzysz zad mojego konia! I będziesz miał go przed oczami aż do samego zamku! Na dziedziniec wpadli równocześnie. Roześmiani, zmęczeni i szczęśliwi. W ich stronę zmierzał dowódca straży. Oczywiście jak większość ludzi na zamku, nie potrafił rozpoznać, który z chłopców to Filip, a który Eryk. Byli identyczni, nawet najmniejszy szczegół ich nie różnił. Wysocy, jasnowłosi i niebieskoocy. Zawsze pełni energii i chętni do zabawy. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś jeden z nich zostanie królem. - Paniczu Filipie... Paniczu Eryku... – Dowódca stanął przed chłopcami na baczność. – Król wzywa was do siebie. - Dobrze. Możesz odejść – odpowiedział Eryk. Ojciec rzadko z nimi rozmawiał. Większość czasu zajmowało mu rządzenie krajem. Szli wesoło korytarzem rozbrzmiewającym echem ich śmiechu. Dyskutowali o zakończonym przed chwilą wyścigu. Od małego uwielbiali ze sobą konkurować, a ich zmagania często kończyły się tak jak dziś – remisem. Zadowalał ich zawsze ten stan rzeczy. Było to w jakiś sposób sprawiedliwe. Obaj mogli nazwać się zwycięzcami. Kiedy dotarli do właściwej komnaty, strażnik stojący przy wejściu otworzył przed nimi drzwi i wpuścił do środka. Król stał przy oknie obserwując okoliczne pola i łąki. Początkowo nie zareagował na ich wejście. Zdawał się w ogóle nie zauważać ich obecności. W końcu jednak przemówił, nie odwracając się nawet. - Jutro wasze piętnaste urodziny. Żaden z chłopców się nie odezwał. Wiedzieli, że ojciec nie oczekuje żadnej odpowiedzi na to stwierdzenie. - Staniecie się mężczyznami... a jeden z was zacznie przygotowywać się do roli następcy tronu. Jest was dwóch, a zastąpić mnie może tylko jeden. Zgodnie z tradycją, zadecyduje pojedynek. Który zwycięży, zostanie w przyszłości królem. To będzie pojedynek na śmierć i życie. Jeden z was musi zginąć... Na moment zapadła złowroga cisza. Nie wiedzieli co powiedzieć. W końcu odezwał się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%