Muzyka · 3 min czytania
typisch polnisch czyli gdańska kompromitacja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pojechaliśmy tam we cztery osoby z Poznania. Ustawiono kilkadziesiąt tysięcy ludzi w idiotycznych kolejkach po równie idiotyczne opaski na rękę, których zresztą zabrakło. Nikt nie uprzedzał ludzi o tym, że będą musieli w nich kwitnąć i w tym celu zjawić się tam muszą kilka godzin wcześniej. Gdy ogłoszono że wpuszczają już bez rzeczonych opasek (na kwadrans przed godziną "W"), przed bramami dochodziło do tratowania mniej krzepkich fanów. "Ochrona" dokonywała przede wszystkim bezprawnego zaboru parasoli i parasolek, które niedbale rzucała pod stoczniowy płot bez wydawania jakichkolwiek pokwitowań (informacja na biletach zabraniała wnoszenia nie parasoli, lecz aparatów fotograficznych i kamer, podczas gdy błyski fleszy rozświetlały publikę przez cały czas trwania koncertu). Wybaczę Davidowi niedyspozycję (dopiero pod koniec dało się słyszeć brzmienie dla Niego typowe), akustykowi brak profesjonalizmu (muzyka brzmiała za cicho), a studentom udającym ochronę strach, jaki wyzierał im z oczu. Zapytać jednak muszę, kto za niemałe przecież pieniądze…