Fantastyka · 6 min czytania
TYPOWA BAJKA DLA NIEGRZECZNYCH DZIECI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział pierwszy;
Była bezchmurna, dosyć zimna jak na tę porę roku noc. Wierzchołki drzew kołysały się pod wpływem silnego jesiennego wiatru. Tuż obok wysokich drzew rwąca rzeka z wodospadem rozbijała się o przybrzeżne kamienie. Ale cóż to! Na środku rzeki majaczy niewyraźne koło. Ach to tylko księżyc odbijający się w tafli wody. Blask okrągłego księżyca nadawał liściom innego odcienia. Te, które zdążyły spaść z drzew mieniły się prawie wszystkimi kolorami tęczy. Liście, które wisiały jeszcze na gałęziach pozostawały w cieniu olbrzymich drzew. Wszystko wokół zdawało się takie spokojne i pełne harmonii… BUM!! BUM!! STUK!! Ów dźwięk przetoczył się przez uśpiony las niczym grom. Z wierzchołków drzew w popłochu wzbiły się w powietrze ptaki, które miały tam uwite gniazda. W jednej chwili zniknęły w nieprzeniknionych ciemnościach. Księżyc bez żadnego ostrzeżenia schował się za chmurką, która nie wiadomo skąd się wzięła. Wnet wszyscy pogrążyli się w ciemnościach nocy. Lecz nie tylko ptaki się obudziły. Zwierzęta naziemne, jak lis czy jeleń, pouciekały nie bacząc na konsekwencje w gęstwinę lasu. Niebezpiecznego lasu. Bowiem w jego wnętrzu czaił się niebezpieczny dla zwierząt drapieżnik. Człowiek!! Przenieśmy się, zatem w górę rzeki gdzie za wielkimi drzewami i rwącymi wodospadami istniała maleńka wioska. Była to zapomniana i zacofana kulturowo mieścina, wysunięta najbardziej na północ kraju zwanego Richtlandią. Ludzie z tego woski byli miłymi i dobrymi ludźmi, wpajającymi swoim dzieciom podstawy dobrego wychowania i zachowania. Jednakże w jednej chwili czar kultury osobistej prysł, gdy nad lasem przetoczył się dźwięk. Ogłoszono alarm. Dzwony biło dopóki dzwoniącym się nie znudziło. Ludzie wypadli ze swoich glinianych domków i wszyscy jak jeden mąż rzucili się do schronów przeciw zagrożeniom. W międzyczasie dochodziło do przepychanek i bijatyk między starszymi ludźmi. Ale to tylko szczegół bez znaczenia!! Tak czy owak nikt, zwierzę czy człowiek, już tej nocy nie wychodził ze swoich kryjówek.
Nazajutrz rano słońce wzeszło o tej samej godzinie, co zwykle i właśnie od owego wschodu słońca zaczynamy naszą opowieść. Wioska Char. Mała zapyziała mieścina w największym i najbogatszym królestwie jakie widział świat. Miała w pobliżu tylko jeden marny strumyczek ze zrujnowanym mostem. O Boże coż za żałosny widok!! A niedaleko tej wioski po dalekie krańce północne rozciągały się ruchome piaski Tesla-Akii. Śmiałkowie, którzy próbowali przebyć te zdradzieckie piaski nigdy nie powrócili. Mieszkańcy żyli w harmonii ze sobą i z przyrodą. Ludzie niczym się od siebie nie różnili. No może tylko z jednym, małym wyjątkiem… Morgan był jedynym innym człowiekiem w całej wiosce. Wyróżniał się nie tylko kolorem skóry czy oczu. Miał też, bowiem inny charakter. Ludzie północy, bo tak się nazywali, mieli sinawą skórę, błękitne oczy i białe włosy. Za to, Morgan w niczym nie przypominał swojej matki, która go wychowała. Miał