Fantastyka · 8 min czytania
TYPOWA BAJKA DLA NIEGRZECZNYCH DZIECI II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział drugi:
Wóz poruszył się. Albo raczej nie wóz, lecz coś, co znajdowało się w nim. To coś wydawało zduszone odgłosy jakby pojękiwania zmieszanego z płaczem. Ktoś, kto stałby na pobliskim pagórku uznałby, że owe pojękiwania to wiatr a falowanie pledu, jakim przykryty był wóz to też sprawka owego wiatru jesiennego. To dziwne, ale ludzie północy każde dziwne zjawisko przypisują zachowaniom naturalnym. Cokolwiek to miałoby znaczyć!! Ale to tak na marginesie. Tak, więc wracając do historii. Pled poruszył się i powoli uniósł się ukazując zawartość starego wozu. Były tam owoce, śpiwór, namiot i cały ekwipunek wędrowca. Jedyną rzeczą, jaka nie pasowała do tego wózkowego otoczenia była mała niebiesko- czarna kulka. Ale co dziwne ta kulka miała oczy!! I ostre zęby!! Brrrr!! Nietypowa kulka rozejrzała się wokół jakby sprawdzała teren. Później zeskoczyła z wozu i nadzwyczaj sprawnie jak na kulkę zniknęła w lesie. Wyruszyła na poszukiwanie staruszka. I oczywiście Morgana.
Staruszek szedł pierwszy. Poza trzema wyrazami na początku wędrówki nie odezwał się ani słowem. To trochę irytowało Morgana, ale nie dał tego po sobie poznać. Szedł za staruszkiem również bez słowa. Było bardzo ciepło. Dochodziło samo południe, czyli czas największych upałów w Char. Dotychczas las pozostawał ciemny i nieprzestępny, lecz teraz, gdy słońce przebijało się przez strzępy liści pozostałych na drzewach stał się jakby łagodniejszy i przyjemny do całodziennych wędrówek. Morgan po raz kolejny zamyślił się. Coraz częściej mu się to zdarzało w upalne dni. Kim jest ten tajemniczy człowiek i czego chciał od niego?? Dlaczego przybył akurat dzisiaj w jego piętnaste urodziny?? Dlaczego uciekał?? Chwila. Przecież nie wiem czy uciekał- skarcił się w duchu. Tony nowych i zarazem trudnych pytań kłębiły się w głowie Morgana. Gdy miał tego dość postanowił po prostu zapytać. Tylko taki sposób pozostał.
Szli bardzo długo. Zdawałoby się, że staruszek chce zmylić ludzi, którzy prawdopodobnie go ścigają. Kluczyli między drzewami. Aż w końcu po godzinie albo dwóch znaleźli się nie gdzie indziej tylko przy strumyczku gdzie z samego rana wygrzewał się Morgan. Starszy pan przystanął tak nagle, że Morgan prawie na niego wpadł. Rozglądał się. Przysłuchiwał. Lecz chyba nic podejrzanego nie usłyszał, bo za chwilę usiadł na trawie dając znak chłopcu, aby ten uczynił to samo. Tak też zrobił. Usiadł obok usilnie powstrzymując się by nie zadać stu pierwszych pytań. - Musisz uciekać!- Odezwał się pierwszy staruszek. Jego głos brzmiał spokojnie, lecz stanowczo. - Ale… jak… skąd?.. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Miał nadzieję, że tajemniczy człowiek zaprowadzi go do jego rodziców. A ten jakby nigdy nic mówi żeby się stąd wynosił. Ten człowiek jest chyba chory!! -och oczywiście nie teraz, lecz najlepiej by było jakbyś uciekł dziś w nocy. No, najpóźniej jutro. - Dlaczego?- Starał się, aby jego głos brzmiał jak najspokojniej - To długa historia a ty nie masz tyle czasu. Najlepiej byś udał się do domu i spakował. Staruszek powoli wyciągnął zza szaty cygaro i zapalił je przyglądając się badawczo Morganowi. Miał zadziwiająco przenikliwe oczy. - Ja się stąd nie ruszę póki nie usłyszę tej historii. Skrzyżował ręce na piersi i patrzył na wodę. Jednak w głębi duszy chciał się w końcu wyrwać z tej zapyziałej wioski i wyruszyć na spotkanie z przygodą. Tak to było to!! Staruszek jednak się nie poruszył. Wpatrywał się w coś ponad jego głową. Jego twarz nagle zbladła. Odwrócił się i spojrzał na chłopca. Stał się poważny. - Dobrze opowiem ci, ale ty musisz obiecać, że wyniesiesz się dzisiaj wieczorem.- Mówił szeptem jakby się bał, że ktoś ich usłyszy. - Dobrze. Ale chcę najpierw wiedzieć jak się nazywasz. - Mam na imię Creve. - A więc Creve opowiedz mi, kim ja jestem i skąd jestem. Bo jak zauważyłem jesteśmy do siebie podobni. Creve odchrząknął, usadowił się na najbliższym kamieniu i zaczął swoją opowieść. Im bardziej historia dochodziła do końca tym…