Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

U nas w Kolorado

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

U NAS W KOLORADO

I

U nas w Kolorado jest życie jak w Madrycie. Na kwiatach u podnóża gór byście nas znaleźli, gdybyście tu byli, ale że was nie ma, mówi się trudno.

Widok roztacza się tu znakomity, cieszy oczy i nie tylko. Gdzie nie spojrzeć rozciągają się pola psianki z żółciutkimi kwiatuszkami, okrążone hen daleko skałami tak ostrymi, że mogłyby skaleczyć niebo. Na horyzoncie piętrzą się wiecznie białe góry, które czasem widać, a czasem nie.

Właściwie niczego poza jedzeniem psianki, a w szczególności jej żółciutkich kwiatuszków, nie robimy. Gęby się nam nie zamykają od żarcia i gadania. Opędzlowawszy jeden krzak, przenosimy się na następny, i następny, i następny, i tak oto mija nam dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a w końcu miesiąc za miesiącem. Zbliżają się powoli mroczne pory roku, więc babka zima daje już po kostuchach, jej śmierdzący oddech nabiera świstu przelatując przez szpary między steranymi zębiskami i zaczyna hulać po świecie. Jak co roku, schodzimy do ziemi, by łapska mrozu nas nie dosięgły, i śpimy, śniąc o dziewuszce wiośnie i o paru innych rzeczach.

Gdy babka zima się wyhula, wychodzimy znów na świat i zaczynamy szukać czegoś do jedzenia, bo brzuchy nasze są puste i smutne jak zimowy krajobraz. Znalazłszy naszą ulubioną psiankę, przyzdobioną już soczystymi żółciutkimi kwiatuszkami, radujemy się, bo niczego poza nią nam do szczęścia nie potrzeba. Tu w Kolorado, na kwiatach u podnóża gór, jest nasz dom.

Kończą się dni, tygodnie, miesiące i lata; kończą się też nieraz życia ludzkie na tych naszych pięknych terenach. Kończą się także pola psianki, bo jest nas coraz więcej, więc trochę z przymusu, a trochę, wstyd przyznać, ze znużenia nią, z ciężkimi jak rzeczne otoczaki sercami zostawiamy dom. Ruszamy w stronę wschodzącego słońca, pokonując niewyobrażalne odległości, a po drodze padamy jak muchy. Głos niezadowolenia nabiera siły aż w końcu, któregoś dnia, wcale nie innego niż wszystkie pozostałe, które pamiętamy, włazimy na krzak inny niż wszystkie inne, i życie nasze, jak i wasze, moi drodzy, zmienia się na zawsze.

II

U nas w Nebrasce dopisują nam humory. Jemy ziemniaki bez opamiętania, a biedna psianka z jej kwiatkami jest tylko odległym wspomnieniem minionych, prostszych czasów. Nikt nie tęskni za Kolorado. Żarcie jest doskonałe, przyroda cieszy oczy i nie tylko, a babka zima nie gryzie tak dotkliwie.

Nowa roślina, czyli ziemniak, ma się rozumieć, spadła nam z nieba i już nie możemy sobie wyobrazić bez niej życia. Każdy zimowy sen nie jest ucieczką przed babką zimą, lecz nieznośną przerwą w pałaszowaniu pysznych liści, łodyżek i białych kwiatuszków. Najedzeni jak należy, rozkoszujemy się krajobrazem bezkresnych pól jak niegdyś w Kolorado.

Wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby naszych ukochanych ziemniaków nie pożądał ktoś jeszcze, a mianowicie wy, moi drodzy.

Były czasy, gdy uważaliśmy was za słabeuszy, bo widzieliśmy z jaką łatwością Indianie zdejmowali wam skalpy w Kolorado u podnóża gór. Było nam was nawet szkoda. Teraz jednak, widząc nienawiść z jaką nas tępicie, zrewidowaliśmy pogląd na wasz temat i zdaje się, że pozostaniemy już wrogami do dnia, w którym babce zimie wyleci ostatni ząb i nad światem zapanują wieczne mroźne wichury.

Świat nasz stał się szybko światem pełnym przemocy z tej prostej przyczyny, że za dużo jest i nas, i was. Na szczęście ziemniaczków nie brakuje na wschodzie, więc w tym właśnie kierunku się udajemy.

Czas płynie i gdy Nebraska również staje się wspomnieniem, trafiamy nad ocean, po którym rozlewa się pomarańczowe słońce, obiecując lepszą przyszłość. A potem okazuje się, że nie mamy już gdzie iść.

III

U was w Europie wszystko stoi na głowie. Gdy się tu przedostaliśmy, wydawało się nam, że oto otwierają się przed nami nowe horyzonty, że czas nieszczęść i prześladowań minął, aczkolwiek dziś, nie tylko przez nasz zatarg z wami, ale też między wami samymi, tęsknie wspominamy Nebraskę, a jeszcze tęskniej Kolorado, gdzie, jak podejrzewają niektórzy z nas, zapadła błędna decyzja, by iść na wschód.

Zamiast uprawiać ziemniaki, tłuczecie się, bo się sobie nawzajem nie podobacie (a przecież dla nas wszyscy ludzie wyglądają tak samo i trudno jest jednego odróżnić od drugiego, drugiego od trzeciego i tak dalej). A że w przyrodzie nic nie istnieje bez kontekstu, odbija się to na nas. Zastępcze rośliny nie są złe, a pomidory stanowią nawet niezłą przekąskę, ale nie po to przebywaliśmy ocean, żeby żreć substytuty i tęsknić.

Gdy więcej krwi już przelać nie możecie, dzielicie tę waszą Europę, po czym dalej przedrzeźniacie się jak dwa smarkacze. Mimo że chcemy tylko jeść ziemniaki na skąpanych w słońcu polach, nie dajecie nam spokoju i wciągacie nas w swoje rozgrywki.

IV

U nas w Europie są dwa światy, których, poza jednym wyjątkiem, nie dzieli żadna widzialna bariera.

Los chciał, że znajdujemy się obecnie w tym dobrym (jeśli spytać o to miejscowych) i gdy pilnujemy własnego nosa, zjawia się wystrojona generalicja z naszej ojczyzny, potomkowie tych nieszczęśników z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
U nas w Kolorado — czytnik · opowiadania