Fantastyka · 11 min czytania
U schyłku zagłady - Rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
John wraz z naukowcem szli korytarzem w stronę magazynu. - Kiedy będziemy na miejscu, musimy znaleźć broń. Ktokolwiek nasłał na nas te roboty, na pewno ma w tym jakiś cel - powiedział naukowiec. Po chwili zatrzymał się, jednak nie przy drzwiach do magazynu, a przy małej, wiszącej na ścianie, szafce. Popatrzył z niedowierzaniem w oczach i wykrztusił z siebie: - Jaki idiota to tu umieścił?! - Co to jest? - W takich szafkach chowamy tzw. moduły wiedzy. Dzięki nim osoba posiadająca w swoim ciele Neuroboty, może im przekazać, zawarte w modułach, przydatne informacje. - Na przykład jakie? - Chociażby jak uleczyć poważne urazy. Tylko, że o nich nie miał wiedzieć nikt, poza starszymi naukowcami, takimi jak ja, i osobą noszącą w sobie Neuroboty, a korytarz nie jest najlepszym miejscem do przetrzymywania czegoś takiego. Naukowiec otworzył szafkę i wyciągnął z niej coś, co przypominało bardziej cylindryczne opakowanie na tabletki, niż zaawansowany technologicznie moduł, po czym podał go Johnowi. - Spróbuj uruchomić go tak samo jak otworzyłeś drzwi. Chłopak zgodnie z poleceniem chwycił urządzenie i skupiając się z całej siły, przekazał do niego Nanoboty. Tym razem nie pojawiły się żadne wizje, ani halucynacje. Moduł zaświecił białym światłem, po czym szybko zgasł. John jednak czuł się inaczej niż przed chwilą. Nie było to żadne, znane mu wcześniej, uczucie. Czuł się po prostu lepiej. Udało się - pomyślał. - Co ten moduł zmienił? - Zapytał, jednak zanim naukowiec zdążył poruszyć ramionami na znak niewiedzy, odezwał się głos w głowie Johna. - Ten moduł zawierał bardzo przydatną zdolność, a mianowicie podtrzymywanie życia. Dzięki niemu, w razie wypadku, Nanoboty umożliwią ci przeżycie i zachowanie świadomości nawet przy bardzo poważnych urazach. Zaskoczony tą reakcją ze strony Neurobotów, John podążył za idącym już naukowcem. Zastanawiał się, dlaczego te urządzenia mu pomagają, skoro mogą przejąć nad nim kontrolę. Kiedy dotarli do magazynu, naukowiec użył karty magnetycznej na drzwiach, które w tym momencie się otworzyły. - Jeremy - powiedział i podał rękę Johnowi. - Co "Jeremy"? -To moje imię. Twoje już znam, więc pomyślałem, że dobrze by było, gdybyś znał moje. - W takim razie miło mi poznać - odrzekł John i uścisnął dłoń Jeremiego. Weszli do pomieszczenia i zaczęli szukać broni. W tym celu musieli przekopywać się przez sterty różnych gratów, które leżały tam od dawna, nieużywane bądź zepsute. Po chwili znaleźli miejsce, gdzie składowane było wszelkie dostępne uzbrojenie. Niestety ta placówka, jako że zajmowała się głównie nanotechnologią, była uboga pod tym względem. Każdy z nich wziął jeden krótki pistolet i dwa dodatkowe magazynki do niego. Założyli również kabury na ową broń, oraz po jednym pokrowcu na magazynki. Jeden magazynek mieścił w sobie 16 pocisków. - Potrafisz z tego strzelać? - Zapytał naukowiec przeładowując swoją broń. - Tak. Czasami chodzę na strzelnicę. - Ja również, ale nigdy nie sądziłem, że mi się to przyda. Schowali pistolety i Jeremy ponownie zaczął rozmowę. Był bardzo towarzyskim człowiekiem. Nawet atak robotów nie był w stanie przeszkodzić mu w poznawaniu nowego kompana. - Tak właściwie ile ty masz lat John? - 28. A ty? - Ja mam 45, a pracuję tu od dziesięciu lat. - I tak od razu zostałeś jednym z tutejszych naukowców? - Oczywiście, że nie. Na początku byłem zwykłym sprzątaczem, na którego wszyscy patrzyli z góry. Po dwóch latach, dzięki pewnemu przypadkowi, udowodniłem innym swoją wiedzę i dostałem awans na to stanowisko. Kilka miesięcy minęło, zanim reszta kadry nabrała do mnie szacunku i dołączyłem do Systemu. - Systemu? Co to jest? - Jesteś nosicielem Neurobotów, więc myślę, że mogę ci powiedzieć - naukowiec zamilkł na chwilę, starając się wymyślić, w jaki sposób najlepiej to wytłumaczyć. - System to grupa ludzi, do której należą godni zaufania pracownicy tej placówki. Istniał prawie od początku, kiedy ten budynek zaczął funkcjonować. Należący do niego ludzie, w tym nasz dawny szef, skonstruowali tajny szyb wind pomiędzy salami placówki i podziemne centrum, które umożliwia Systemowi nadzór. Pięć lat temu nasz szef zmarł, a na jego miejscu pojawił się ten gbur, Henry Josenhof. Oczywiście nie zdradziliśmy mu tajemnicy o Systemie. Pewnie sam się o nim dowiedział i za karę nasłał na nas roboty. - A propo robotów. Czy ty też coś słyszysz? Po magazynie roznosił się jakiś dźwięk spotęgowany echem. Przypominał odgłos kroków połączony ze skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów. Nagle do pomieszczenia wszedł samotny robot strażniczy, jednak zanim zdążył wycelować, został trafiony pociskiem z pistoletu Johna, po czym padł z hukiem na podłogę. - Czas się zwijać. Nawet jeśli robot nikogo nie poinformował, to ten dźwięk na pewno kogoś zwabi - naukowiec wstał i poszedł w stronę drzwi, a zaraz za nim podążył John. Pistolety trzymali w dłoniach, aby nie było problemu z ich użyciem, jeśli pojawiłyby się kolejne roboty. Szli korytarzem w stronę windy centralnej. Była jedyną drogą ucieczki z tej części budynku, jednak znajdowała się dosyć daleko od nich. Korytarz miał pełno rozgałęzień, przez co musieli być ostrożni. Niewiadomo kiedy zza rogu wyskoczy jakaś maszyna, której jedynym celem jest zabicie każdego, kogo zobaczy. Jeremy cały czas nerwowo spoglądał na ściany, jakby czegoś szukał. - O co chodzi? - John zapytał w końcu. - Hmm? - Naukowiec wyraźnie został oderwany od rozmyśleń. - Ciągle rozglądasz się